Jean-Baptiste Bouchaud: MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ - Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego    Cz. 2

 

 

 

 

 

Spis treści

 

Wstęp

Wykaz skrótów

Rozdział 0

Rozdział  I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Dodatki

 

 

 

 

 

 

 

Rozdział III

Czerna 1885 – 1891.

Definitor prowincjonalny. Spowiednik i kierownik duchowy karmelitanek Kapituła w roku 1885. O. Rafał, definitor prowincjalny, zostaje spowiednikiem i kierownikiem duchowym karmelitanek. Łobzów i Czerna zreformowane przez Krzyż. Klasztor w Wieliczce. Fundacja klasztoru w Przemyślu. Śmierć o. Andrzeja. Kanonik Spis. Odwiedziny p.o. generała; o. Rafał  tłumaczem. Jego pokora, cierpliwość i siła. Jego pobożność:  Bóg, Jezus Chrystus, Eucharystia.

 

Ojcowie z klasztorów w Grazu i Raab w Austro-Węgrzech poznali i cenili niezwykłe zalety o. Rafała i pragnęli, aby cała prowincja korzystała ze światła i doświadczenia, które nabył w ciągu dziesięciu lat niezachwianej wierności względem łaski cierpienia i modlitwy. Karmelitanki w Krakowie również oczekiwały na dzień, kiedy zostanie ich spowiednikiem. Kapituła w roku 1885 wybrała o. Rafała definitorem prowincjalnym, czyli doradcą prowincjała; dwa lub trzy razy w roku, w maju i październiku, uczestniczył w zebraniach definitorium w Linzu, gdzie omawiano wszystkie sprawy tyczące się życia doczesnego i duchowego prowincji. W związku z wyborem na definitora przestał byś przeorem czerneńskim, który to urząd bardzo mu ciążył. Karmelitanki zrozumiały, że nadeszła chwila spełnienia ich pragnień.

Już od roku 1883, po śmierci o. Andrzeja, o. Rafał jako spowiednik nadzwyczajny cztery razy w roku przyjeżdżał z Czernej, aby je spowiadać. „Zdaje mi się, czytamy w jednym z listów m. przeoryszy[1], że mnie pierwszą spowiadał. Było to w październiku 1883 roku, w wigilię uroczystości świętej naszej M. Teresy. Przewielebny nasz o. Serapion, prowincjał, przysłał o. Rafała, wówczas przeora w Czernej, ażeby załatwił sprawy przyszłej fundacji w Przemyślu. Chociaż nasz o. Rafał dopiero od roku był kapłanem (styczeń 1882), był już mistrzem wypróbowanym, przygotowanym przez długie lata cierpień i życie w niezłomnej wierności ćwiczeniom religijnym i praktyce cnót. (...) Gdyby można wyrazić to, co się odczuwa i czego się doświadcza, byłoby dużo do powiedzenia, ale rzeczy wewnętrznych, związku dusz, nie, tego ludzką mową wypowiedzieć się nie da. W duszy działa sam Duch Święty, choć niekiedy posługuje się człowiekiem i to przede wszystkim człowiekiem świętym, którego Sam przygotował i uczynił swoim narzędziem. Nasz drogi Ojciec Rafał był świętym. Natura i łaska podały sobie ręce, by uczynić z niego doskonałego kierownika dusz (...).

Chociaż szlachetność jego urodzenia, wykształcenie, wiedza, charakter nieskazitelny i bystrość umysłu czyniły go zdolnym do kierowania wszystkimi, jednakże skłaniał się przede wszystkim ku duszom zakonnym, zwłaszcza zaś ku tym z własnego swego zakonu. Był dla nich ojcem, bratem, przyjacielem najbardziej oddanym i więcej jeszcze – wiernym naśladowcą naszego miłosiernego Boskiego Zbawcy. Nic go nie mogło zrazić ani powstrzymać, gdy chodziło o pocieszenie duszy lub udzielenie jej rady, zawsze mu na to starczyło i czasu, i siły, mimo że stan jego zdrowia zwykle był lichy, bywał cierpiący i wyczerpany. Im więcej trudów przyczyniała mu dusza, tym więcej okazywał jej miłosierdzia i wyrozumiałości. (...) Nie mógł pojąć i znieść najmniejszej niedoskonałości w duszy zakonnej. Dowiedziawszy się, że prowadzę dość liczną korespondencję, nie z rodziną, ale ze zgromadzeniami w imieniu klasztoru, polecił m. przeoryszy, aby mi zabrała papier i dawała mi zawsze tylko jeden arkusz w miarę potrzeby. (...) Byłam już od przeszło dwudziestu lat zakonnicą, ale przyznam się, że wtedy dopiero zaczęłam jak gdyby drugi nowicjat, zmieniając dotychczasowe swe życie”.

Święty nasz O. Jan od Krzyża był również miłosiernym względem zakonnic, którymi kierował, równie zapobiegliwy o ich doskonałość i nasz o. Rafał, znając dogłębnie jego życie, szedł śladami świętego Reformatora Karmelu. Myślano o nim, że „był trochę za surowy i że kierował duszami strachem, a nie miłością. Św. Teresa jednak była odmiennego zdania, mówiła, że bojaźni i miłości nie należy rozdzielać[2]”. Rzeczywiście, bojaźń jest początkiem mądrości, jest jednym z darów Ducha Świętego i jest owocem synowskiej miłości Ojca Niebieskiego. Tą właśnie synowską miłością powodowana, św. Teresa szła na modlitwę z książkę do medytacji, obawiała się bowiem roztargnienia i braku czci dla Tego, który jej pozwalał rozmawiać z sobą. Jeżeli o. Rafał zdawał się być „trochę surowy” niektórym ze swych penitentek, surowość ta w głębi rzeczy była tylko roztropnością i miłosierdziem. Wiedział, że jedno słowo niepotrzebne przeszkadza duszy zakonnej do swobodnego wzniesienia się ku Bogu i może ją zatrzymać; że nawet najdelikatniejsza niteczka przeszkadza ptakowi wznieść się ponad ziemię i wzlecieć w przestworze[3], a jeżeli usiłuje latać, nie zerwawszy przedtem nitki, męczy się na darmo i może uczynić sobie krzywdę.

Święta nasza M. Teresa napisała o jednym ze swych spowiedników, nie należącym do Zakonu Karmelitańskiego, że mimo swej wielkiej wiedzy teologicznej, bardzo jej zaszkodził, ponieważ lekceważył sobie różne uchybienia, które u karmelitanki stanowią niedoskonałość. Kilka zakonnic z klasztoru na Łobzowie doświadczyło tego samego zła i nawet większego jeszcze niż ich św. Matka. Pozbawione kierownictwa duchowego kapłanów swego zakonu, obrały złą drogę i mimo napomnień o. Rafała, trudno im było wrócić na właściwe tory. List pisany tą samą ręką, co wyżej przytoczony, wyjaśni nam tę sprawę.

„Nie napisałam jeszcze o o. Rafale jako o zwyczajnym spowiedniku. Prawda, że niedługo cieszyłyśmy się tym szczęściem, ale wspomnienie tego jednego roku i dobro, które dobremu Ojcu zawdzięczam, nigdy nie zatrze się w mojej wdzięcznej pamięci. Można rzeczywiście powiedzieć, że szedł za duszą krok w krok, według jego własnego wyrażenia, że ją nosił na rękach jak Anioł Stróż, w obawie, by się gdzie nie potknęła i nie upadła. Ani jedno słowo, ani jedna myśl nie uszła jego czujnej uwagi, a to, czego nie można było wypowiedzieć, on potrafił odgadnąć i rozpoznać. Pan Bóg dozwolił, że miałyśmy doskonałego Ojca (nie wszystkie, lecz te, które o to prosiły) i to właśnie w czasie, gdy nasze zgromadzenie znajdowało się w bardzo przykrym położeniu, w tak ciężkim, jakiego nie zaznałam w ciągu całego mego życia. Byłabym zdolna popełnić wiele zła, gdyby nie ten anioł przewodnik i byłam tak szczęśliwa pod jego kierownictwem, że prawie nie odczuwałam przytłaczających nas trosk i nie lękałam się żadnych przeciwności. Ich owocem było głębsze zjednoczenie serc i umysłów w naszym zgromadzeniu, co, dzięki łasce Bożej, dalej trwa.

Miałyśmy wówczas sposobność lepiej poznać miłosierdzie i pokorę naszego dobrego Ojca. W tym czasie starsze matki nie były mile widziane, a wraz z nimi i nasz Ojciec. Dawano mu do zrozumienia, iż się go nie pragnie, a jednak te, które mu były najwięcej przeciwne, stały się potem jego najdroższymi dziećmi, które nad inne wyróżniał. Wszystko to stało się z powodu świeckich spowiedników. Niech Bóg będzie błogosławiony, że nas oświecił i dał nam wszystkim zrozumieć dobrodziejstwo kierownictwa duchowego naszych drogich ojców. Cieszyłam się tym kierownictwem od wczesnego dzieciństwa i proszę Boga, bym mogła z niego korzystać aż do ostatniego tchnienia”[4].

Szczególnie jedno zdarzenie pomogło nam ostatecznie przekonać się do kierownictwa o. Rafała. Jedna z karmelitanek łobzowskich jako pierwsza zapragnęła odbyć rekolekcje pod jego kierunkiem. Była obdarzona niezwykłymi darami natury i łaski i, jak napisała, od wczesnych lat dzieciństwa Bóg prowadził ją drogą doskonałej miłości. Oto co napisała o tych rekolekcjach: «Ojciec dał mi bardzo surową książkę pod tytułem Głos Pana kruszącego cedry libańskie[5]. Dając mi tę książkę, Ojciec zapewnił mnie, że złamie mi skrzydła i każe mi chodzić po ziemi. Przyznaję, że w ciągu tych rekolekcji nie tylko chodziłam, lecz nieraz się czołgałam, tak wymagający był ten głos. Dodać trzeba jeszcze, że o. Rafał, który przyjeżdżał z Czernej, dużo czasu poświęcił niektórym siostrom, wyjechał, nie zobaczywszy się nawet ze mną. Dopiero nazajutrz po zakończeniu rekolekcji zgodził się wysłuchać sprawozdania z mej pracy. Owoce jej były dobre»”[6].

O. Rafał wiedział, że Jezus Chrystus zbawił świat przez krzyż, że  przez krzyż św. Teresa i św. Jan od Krzyża zreformowali Zakon Karmelitański, rozumiał, że Karmel w Polsce nie może być zreformowany inaczej, jak tylko przez krzyż i chciał wpoić to przekonanie tej, która w tym dziele miała się stać jego narzędziem najskuteczniejszym i najmożniejszym. Z dzieła Noc ciemna św. N.O. Jana od Krzyża, dowiedział się, że doświadczenia są potrzebne dla dusz, które Bóg wzywa do wielkich rzeczy i że one to właśnie umacniają dusze i dają im siłę potrzebną do spełnienia misji, która je czeka. Wszak on sam bezustannie dźwigał ciężki krzyż i tylko dzięki jego niezwykłej słodyczy i cierpliwości nikt tego nie zauważał. Codzienne praktyki życia zakonnego, zwłaszcza w nowicjacie, były ponad siły dla jego lichego zdrowia, a udręki wewnętrzne, których mu Bóg nie żałował, czyniły z niego ofiarę żywą, a on wielkim sercem oddawał to wszystko Bogu w intencji dusz jemu powierzonych.

W liście przytoczonym wyżej czytamy jeszcze: „Powiedział raz do jednej z naszych matek: «Nikt nie wie, ile cierpię»”[7]. Oprócz trudów obserwy zakonnej, jego siły wyczerpywała również praca w kościele w Czernej, w której mogli mu pomóc tylko dwaj ojcowie: Kazimierz i Franciszek. Nie brakowało też cierpień moralnych. Kilku zakonników, nie znając skarbów łaski ukrytych w jego duszy ani doświadczeń wewnętrznych, którym Bóg go poddawał, a które on tak starannie ukrywał, nie pomagali mu tak jak dwaj wyżej wymienieni w dźwiganiu ciężkiego krzyża; z czasem jednak zmienili się, podobnie jak siostry z Krakowa, stając się jego umiłowanymi i najbardziej oddanymi dziećmi. O. Józef, który przygotował reformę w Czernej, niedługo potrafił żyć zgodnie z jej wymaganiami i poprosił o sekularyzację; był to nowy, bolesny cios dla naszego dobrego Ojca. Dodać należy, że o. Józef, szczodrze wynagrodzony przez zgromadzenie w Czernej, okazywał mu swe przywiązanie aż do śmierci.

O. Rafał pracował nie tylko w Czernej i na Łobzowie, klasztor przy Wesołej również jemu zawdzięcza swe podźwignięcie i rozwój.  „Nie wiem, czy od początku istnienia naszego klasztoru był który z ojców, co by się tak starał o dobro duchowne dla zgromadzenia naszego. Drogi ten nasz Przełożony to prawdziwy feniks naszego klasztoru, tyle dobrego nikt by nie był w stanie zrobić; prawie przy każdych obłóczynach, profesji św., dawanie welum czarne[go], odnowienia ślubów mówił nauczki, na wizytach zakonnych był niezmordowany, zachęcał do wytrwałości w dobrym, pobudzał do większej świątobliwości, do zaparcia się siebie i ustawicznej walki z namiętnościami swymi. (...) możemy śmiało powiedzieć, że nie było ani nie będzie tak dobrego, światłego i czujnego przełożonego, jakim był dla naszego zgromadzenia śp. nasz Czcinajgodniejszy O. Rafał od św. Józefa. (...) począwszy od roku 1881 w zgromadzeniu naszym wszystkie zakonniczki zawdzięczają mu swoje przyjęcie ich do habitu świętego i kierownictwo duchowne; szczerze mówię, że nie potrafię wyrazić nieocenione, nieprzeliczone trudy, prace, poświęcenia, troski, które dla dobra i odnowienia obserwancji zakonnej ten najdroższy nasz Ojciec ponosił” [8]. Jest godnym uwagi, że gdy w roku 1882, kiedy o. Rafał przyjmował święcenia kapłańskie, furty nowicjatów były zamknięte – w Łobzowie od dwóch lat, na Wesołej od lat dwunastu, w tym samym roku otworzyły się obie na nowo i w przeciągu kilku lat przyjęto do profesji dobre zakonnice, które były i są podporą i chwałą Karmelu w Polsce: w Krakowie, w Przemyślu i we Lwowie.

W tym samym roku 1882 Jego Ekscelencja biskup krakowski[9], pracując z niebywałym poświęceniem nad reformą swej diecezji, zapragnął, by w trudach jego pracy wspomagały go modlitwy karmelitanek. Rzucił myśl ufundowania nowego klasztoru, który byłby pod jego jurysdykcją. Jedna z sióstr z klasztoru na Łobzowie, s. Maria Anioł z Góry Karmel[10], zgodziła się być założycielką nowego zgromadzenia i klasztor powstał w tymże roku w Wieliczce[11], małym miasteczku pod Krakowem. Nie wiemy, co zaszło w tym domu, ale w katalogu naszej polskiej prowincji[12] z roku 1888 czytamy na stronie 11: „Z rozkazu władzy publicznej, budynek klasztorny w Wieliczce, który groził ruiną i był zbyt wilgotny, został zburzony aż do fundamentów, a siostry mają zamiar osiedlić się w innym mieście”. Gdy w roku 1885 p.o. generał[13] odwiedził prowincję, biskup krakowski powiedział do niego odnośnie do klasztoru w Wieliczce: „Proszę mnie uwolnić od tej kuli galernika”.  Wkrótce potem zgromadzenie to przeszło pod jurysdykcję zakonu, a w 1888 osiedliło się we Lwowie. W roku 1892, po następnej wizytacji p.o. generała, wszystkie zakonnice przybyłe z Wieliczki opuściły zakon, a zastąpiły je prawdziwe córki św. Teresy z Krakowa i z Niemiec.

W wigilię uroczystości św. Teresy, 14 października 1883 roku, o. Rafał, jak wspomniano, z polecenia prowincjała p.o. Serapiona przyjechał do klasztoru na Łobzowie, aby omówić z zakonnicami sprawę fundacji klasztoru w Przemyślu. Wówczas był on jeszcze przeorem w Czernej, a o. Andrzej od św. Romualda, spowiednik zgromadzenia poznańskiego na Łobzowie, był magistrem nowicjatu i definitorem. Wkrótce miał jechać do Linzu i przedstawić na definitorium prowincjalnym projekt nowej fundacji. Wywiązał się wiernie z poleconego mu zadania; fundacja została zatwierdzona. P.m. Anna od Jezusa[14], trzecia profeska w zgromadzeniu poznańskim, została mianowana przełożoną i w następnym roku wyjechała do Przemyśla w towarzystwie o. Rafała i kanonika Spisa[15], wraz z czterema siostrami chórowymi: Mieczysławą Marią od św. Jana od Krzyża, Bronisławą od św. Łukasza, Marią od Najśw. Serca[16], Marią Teresą od Jezusa[17] i dwoma siostrami konwerskami: Barbarą od Najśw. Sakramentu[18] i Marią Alojzą od Męki Pańskiej[19]. Ta fundacja, która się miała stać radością nieba i ziemi, ukoronowała trudy życia o. Andrzeja. Umarł na zapalenie płuc kilka tygodni po swym powrocie z definitorium prowincjalnego, jako ofiara gorliwości zakonnej. Czytamy w zapiskach w.m. Anny od Jezusa, że Bóg użyczył mu łaski wybrania w Czernej w czasie święceń o. Rafała.

Ten czcigodny ojciec w roku 1883 był spowiednikiem nadzwyczajnym zgromadzenia na Łobzowie. Spowiednikiem zwyczajnym był kanonik Spis, rodem z diecezji przemyskiej, profesor a później rektor Uniwersytetu [Jagiellońskiego] w Krakowie. Był on bardzo oddany Karmelowi, napisał komentarz do Mszy o św. Teresie[20]; wiedział o projekcie założenia klasztoru karmelitanek w jego rodzinnych stronach. Diecezja przemyska zasługiwała zresztą na to, by gościć córki św. Teresy;  leży na krańcach Rusi i Polski, a jej mieszkańcy mają wszystkie zalety tych dwóch narodów, nie znając ich wad. Duchowieństwo przemyskie jest światłe, poważne, pracowite i wytrwałe, a niektórzy, jak np. bp Pelczar[21], dzięki swej wiedzy i pobożności stali się chwałą Kościoła w Polsce. Św. Teresa, która tak lubiła widzieć swe córki otoczone duchowieństwem uczonym i światłym, pewnie cieszyła się w niebie z wyboru, jaki uczyniono dla tej fundacji, jak również i z domu nabytego przez o. prowincjała na mieszkanie dla sióstr. Był on bardzo ubogi, ale położony na wzgórzu, nad miastem, zgodnie z gustem naszej św. Matki. Ale pozwólmy mówić m. Annie od Jezusa, fundatorce nowego klasztoru:

„Do Przemyśla przywiózł nas O. Rafał w towarzystwie księdza kanonika Spisa, naszego ojca spowiednika[22]; bawił ze dwa dni, widocznie kosztowało go zostawić nas bez klauzury i w tak wielkim ubóstwie. Latem był znowu u nas i bardzo go cieszyła klauzura tak ściśle zaprowadzona w tej maleńkiej chacie. Zawsze go cieszył widok naszego klasztorku i wewnętrzne urządzenie zastosowane do obserwy zakonnej, mimo niesłychanej ciasnoty. «W tym Przemyślu to się czuje coś szczególnego», mówił mi nie raz w pierwszych latach. Nie byłby nawet pragnął dla nas klasztoru, gdyby nie to, że miejsca nie było w domeczku dla większej liczby sióstr”[23].

Było rzeczywiście coś szczególnego w Przemyślu i kiedy rok po założeniu  klasztoru przybył tam z wizytą kanoniczną p.o. generał, późniejszy kardynał Gotti, w oczach jego błyszczały łzy wzruszenia na widok tak wielkiej gorliwości i zadowolenia, mimo tak wielkiego ubóstwa. Biskup, poinformowany o wszystkim przez o. Rafała, otaczał maleńkie zgromadzenie troskliwością iście ojcowską i siostry mogły w spokoju praktykować apostolstwo pokuty i modlitwy.

W roku 1885 p.o. generał Hieronim Maria od Niepokalanego Poczęcia przeprowadził wizytację kanoniczną Karmelu w Polsce. O. Rafał towarzyszył mu wszędzie, oddając wiele przysług. We wrześniu tego roku otrzymał od o. generała list, w którym czytamy: „Serdeczne pozdrowienia dla Wielebnych Ojców i Drogich Braci w Czernej. Udzielam mego ojcowskiego błogosławieństwa każdemu z osobna i wszystkim razem, a Tobie, wielebny i drogi Ojcze,  specjalnie raz jeszcze dziękuję za wszystko, co uczyniłeś dla mnie w czasie mego pobytu w Galicji. Módl się za mnie”[24]. Ojciec generał poznał się na o. Rafale i odtąd okazywał mu wiele szacunku i przyjaźni; korzystał z jego rady i z zaufaniem zwracał się do niego we wszystkich sprawach tyczących się Karmelu w Polsce.

P.m. przeorysza[25] z Łobzowa opowiadała nam wyżej o jego pokorze i miłosierdziu; te dwie cnoty były rzeczywiście jak gdyby podstawą jego charakteru i czytelnicy mogli się o tym przekonać z tego, cośmy już powiedzieli. Dusza jego, uwolniona zupełnie od wszelkich ziemskich przywiązań i oczyszczona przez pokutę i cierpienie, przepełniona była myślą o nieskończonej doskonałości Boga, a gdy z wyżyn Majestatu Boskiego zstępowała na niziny grzechu i niewdzięczności względem Boga, który śmierć poniósł dla jej zbawienia, brzydziła się sobą i czuła wstręt do siebie. Ks. Jerzy napisał nam o tym krótko: „Jego pokora była równie głęboka jak wiara”. Codzienne modlitwy umacniały jeszcze tę cnotę i udoskonalały. Czytamy w zapiskach o. Rafała: „Rozmyślanie o śmierci wskazuje nam, że jesteśmy niczym, myśl o sądzie, że jesteśmy grzeszni, a tak pierwsze, jak druga pouczają nas o tym, co jesteśmy warci i na co zasługujemy. Te piękne, błyszczące oczy, usta, które wygłaszały słowa mądre i dowcipne, są dziś pastwą robaków. Myśl o śmierci i sądzie ukazuje nam zepsucie naszej duszy: Pamięć nasza pełna jest myśli znikomych i zbrodniczych, nasza inteligencja pełna fałszywych zasad i poglądów, nasza wola pełna złośliwych i nieszlachetnych uczuć ze skłonnością do złego i niemożnością wzniesienia  się do tego, co dobre”[26].

Z tego to podwójnego źródła znajomości Boga i siebie samego o. Rafał czerpał codziennie światło do wzrastania w cnocie pokory. Prosił też o nią Boga w modlitwie, którą ułożył w Smoleńsku:

„Boże, obdarz mię pokorną prostotą; niech się nie cenię wyżej nad to, co jestem i nie wydaję się na zewnątrz innym, jakim jestem przed Tobą, który przenikasz tajniki serca mojego! Niech oceniam pracę, talenty i cnotę bliźnich bez pochlebstwa, uniżenia się i zazdrości, ale w duchu prawdy, osobistej godności i nieudanej miłości”[27].

Do swych niedoskonałości przyznawał się szczerze, sam o sobie nie mówił nigdy, a pochwały zawstydzały go. Gdy mówiono o jego zasługach odnośnie do księcia Augusta Czartoryskiego, odpowiadał, że zadanie jego przy nim było nic nie znaczące, a gdy go proszono o napisanie paru uwag o młodym księciu[28], przystał na to z wielką niechęcią, ponieważ zmuszony był mówić przy tej okazji i o sobie. Ostatecznie jednak to Pan Bóg we wszystkim działa, powiedział do rozmówcy, a kto zamierza pisać czy to żywot świętego, czy o zasługach i cnotach człowieka, nie powinien upiększać jego życia, lecz śledzić i ukazać działanie łaski w duszy, którą się chce dać poznać.

Gdy go proszono, aby napisał artykuł o czci Matki Boskiej w Karmelu w Polsce na Kongres Mariański we Lwowie, w pokorze swojej przeraził się i napisał na początku: „W opisie żywotów świętych Pańskich i w ogóle osób świątobliwością swą za życia słynnych, napotyka się niekiedy wzmiankę o pewnej bojaźliwości, którą zostawały przejęte osoby do nich przystępu szukające. Uciekano się wpierw do spowiedzi św., aby przez osiągnięcie czystości serca łatwiej móc się duchowo zbliżyć do jaśniejących pięknem duszy tych Pańskich wybranych.

Jeżeli podobna trwoga ogarniać może przy obcowaniu ze świętymi, cóż mówić o tym, co się odczuwa w duszy, kiedy wypada stanąć, aczkolwiek tylko przeniesieniem się myśli, przed Królową wszystkich świętych, Niepokalaną Matką Bożą, Najświętszą Maryją Panną?[29]”.

„Któż zdołałby wyrazić, pisze przełożona jednego z polskich klasztorów, jaki pokorny był ten Ojciec? Przy każdej sposobności nazywał się grzesznikiem, przyznawał się do swych niedoskonałości, każdego wyżej siebie stawiał, zawsze znalazł sposób chwalenia cnoty bliźniego, by poniżyć samego siebie. Lękał się o swoje zbawienie, o swoje wytrwanie do końca i często polecał się naszym modlitwom. Gdy widział czasami, że któraś z sióstr przezwyciężyła się w czymś, upokorzyła lub umartwiła, starał się szukać sposobności naśladowania tego aktu pokory, obawiając się, że cofa się pod tym względem”[30]. „Nigdy nie starał się, pisze jeszcze ks. Jerzy, narzucać komuś swego zdania i sposobu widzenia; pewnego razu powiedział do mnie: «Nie udzielaj rad nikomu, kto o nie nie prosi» i sam zawsze przestrzegał tej zasady”.

Pokora o. Rafała była źródłem jego słodyczy i nieskończonej cierpliwości. We własnych oczach był wielkim grzesznikiem, toteż wszystkie cierpienia, które nań spadały, wszelkie upokorzenia słusznie mu się należały. Pewien proboszcz z parafii sąsiadującej z Czerną mówił, że nie zdarzyło mu się nigdy widzieć kogoś tak pokornego, a o. Bartłomiej, który długie lata z nim przebywał, opowiadał, że tylko raz jeden widział o. Rafała zdenerwowanego z powodu bezczelności Żyda, który okazał brak szacunku dla religii katolickiej. Słyszeliśmy już wyżej z ust o. Rafała, że pokora nie potrzebuje bynajmniej łączyć się z pochlebstwem, uniżonością ani bojaźliwością. Skoro potrzeba tego wymagała, umiał być silnym i niewzruszonym, dał na to dowód w roku 1884. Wzgórze czerneńskie jest zasobne w rudy żelaza i na początku XIX wieku, po upadku obserwy w klasztorze, ojcowie mało dbając o swe prawa i przywileje lub może zupełnie ich nie znając, pozwolili otworzyć dwa szyby na terenie [dużej] klauzury i wydobywać rudę. Na nowej mapie katastralnej droga prowadząca przez teren objęty klauzurą, może bez ich wiedzy, została zaznaczona jako publiczna. W roku 1881 pewien Żyd[31] otrzymał od rządu pozwolenie eksploatowania dawnych szybów i wiercenia nowych w obrębie i poza murami klauzury. Grunt poza murami klauzury należy do hr. [Andrzeja] Potockiego. O. Rafał był wówczas jeszcze w klasztorze w Raab. Ojcowie w Czernej, prawie wszyscy cudzoziemcy, zawarli z Żydem kontrakt i pozwolili mu, dla udogodnienia, wozić rudę wydobywaną w szybach na gruntach hrabiego drogą prowadzącą przez teren klauzury. Pozwolenie to było odnawiane corocznie. Pomimo to kontrakt ten bardzo był uciążliwy dla klasztoru, w którym znajdował się nowicjat, gdzie powinna panować bezwzględna cisza. W ogrodzie słychać było rozmowy, śpiewy i krzyki robotników i ciągle spotykało się ich w czasie poobiedniej rekreacji.

O. Rafał, zostawszy przeorem, rozumiał lepiej niż ktokolwiek inny niedogodności płynące stąd dla zgromadzenia i z chwilą, gdy pokłady rudy w obrębie klauzury zostały wyczerpane, zabronił przewożenia rudy drogą klasztorną wiodącą obok bramy wejściowej. W pobliżu znajdowała się droga publiczna równie dogodna, tylko cokolwiek dłuższa; woźnice, podburzeni przez dozorcę robót i przez sąsiada Żyda, nie chcieli ustąpić. O. Rafał również nie ustępował, przestudiował sprawę dokładnie i był pewny swych praw. Rozpoczął się proces przed sądem w Krzeszowicach, który przyznał rację klasztorowi. Przeciwnicy apelowali do sądu krakowskiego, który bardzo starannie zbadał sprawę i potwierdził wyrok sądu z Krzeszowic. Starosta z Chrzanowa polecił poprawić zapis katastralny i drogę w obrębie klauzury ponownie wpisać jako należącą wyłącznie do klasztoru. Odtąd nikomu nie było wolno, bez pozwolenia klasztoru, korzystać z tej drogi; dzięki staraniom o. Rafała, zgromadzenie miało zapewniony spokój. Oby ojcowie z Czernej zawsze czuwali jak najstaranniej, by zachować prawa przez zakon im powierzone[32].

W tym samym czasie proboszcz parafii nowogórskiej, do której należy wieś Czerna, postanowił budować nowy kościół i zbierał potrzebne na to pieniądze. Hrabia [Andrzej] Potocki, kolator, zobowiązał się pokryć większą część kosztów, a parafianie wedle możności mieli złożyć resztę. Komitet naznaczył również klasztorowi karmelitów pewną sumę, mianowicie sześć tysięcy franków. Przeorem był wówczas cudzoziemiec[33], a o. Rafał był jego pierwszym doradcą i jemu polecono załatwienie tej sprawy. Odpisał on proboszczowi z Nowej Góry, że zakonnicy są zwolnieni spod jurysdykcji nie tylko proboszcza, lecz nawet biskupa; karmelici z Czernej nie korzystają z żadnych posług kościoła parafialnego, posiadają własny kościół, który sami zbudowali i sami utrzymują, dlatego nie mogą być uważani za parafian Nowej Góry i nie są zobowiązani do zapłacenia sześciu tysięcy franków. Rozpoczął się proces. Przegraliśmy sprawę przed sądem w Krzeszowicach, ale trybunał lwowski przyznał nam słuszność. Odwołano się wówczas do ministerstwa w Wiedniu, gdzie przeciwnicy nasi mieli możnych protektorów i znowu przegraliśmy. O. Rafał zadał sobie wtedy wiele trudu, aby szczęśliwie przeprowadzić tę sprawę. Studiował prawo austriackie i galicyjskie, zasięgał rady ludzi kompetentnych i powziął przekonanie i pewność, że sprawa jest sprawiedliwa. Nie zrażając się wyrokiem ministra wyznań religijnych, wezwał go przed sąd najwyższy, który sprawę ponownie rozpatrzył i rozstrzygnął, że klasztor w Czernej jest wolny od wszelkich ciężarów parafialnych, ponieważ posiada i utrzymuje własny kościół. „Proces był prowadzony, pisze o Bartłomiej, z wielką zaciekłością przez obie strony, ale bez naruszenia miłości bliźniego” i poczciwy proboszcz [Jan] Polowiec pozostał przyjacielem karmelitów[34].

Miłość o. Rafała nie ustępowała jego pokorze. Dla niego kochać Boga i bliźniego znaczyło poświęcać się dla Boga i bliźniego. „Pierwszy obowiązek miłości dla tego, komuśmy obowiązani to, co mamy; następnie miłość dla tych, którym jesteśmy w stanie dobrze czynić; inaczej – zapłać przede wszystkim dług, a później rozdawaj jałmużnę. – W tym też porządku i nakładają się przykazania Boże: najprzód Temu miłość, przez Kogo «jestem», później tym, z których jestem, następnie tym, z którymi jestem. Bóg – rodzice – bliźni”[35]. I dalej: „Pan Bóg mnie stworzył, dla Niego więc żyć powinienem, sprawiedliwość tego wymaga i moje szczęście od Niego zależy. Muszę często powtarzać tę prawdę, aby zaszczepić ją głęboko w swej pamięci”[36].

Święte Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa i Jego cierpienia wzniecały w sercu o. Rafała ogień wielkiej miłości i pragnienie poświęcenia się jako ofiara całopalna tak, jak to był obiecał Bogu w dniu swej profesji. Śluby, które wiernie zachowywał, roznieciły jego zapał, ale to mu już nie wystarczało; chciał, wszystko poświęcić, wzorując się na Boskim swym Mistrzu i wyrzucał sobie najmniejsze ustępstwa czynione na korzyść wątłego ciała i woli. „Ach, bodajżem tylko szukał słodyczy płynących z bliskości Twej, Chryste, ale dalekom odpędzał od siebie cierpienie! Mówię, że Cię miłuję i zdaje mi się, że serce me nie kłamie, ale czy pamiętam na to, że dla otrzymania miłości Twojej iść trzeba tą drogą, jakąś sam obrał, a od tej drogi krzyżowej odwracam oczy. – Czyż spotkać Cię potrafię na innej? Dobry Jezu, sam wprowadź mię do bolejącego Serca Twego i podnieś mię tam, gdzie niedołężne siły moje zatrzymały się!”[37]. „Boże, jeżeli mam żyć, to spraw, żebym już tylko dla Ciebie żył w uczynkach podjętych dla miłości Twej”[38].

Ks. Jerzy napisał również w swojej relacji: „O. Rafał posiadał ducha ofiary w najwyższym stopniu i pokochawszy Boga, oddał mu się zupełnie, bez zastrzeżeń i żył już tylko dla Niego”. Z oczyma duszy zwróconymi ku Sercu Zbawiciela dokładał wszelkich sił, by naśladować Jego życie i ukorzyć się jak On”.

Trzy środki, jak wspomnieliśmy wyżej, dopomagały mu skutecznie do osiągnięcia celu: wyrzeczenie się siebie i wszelkich dóbr ziemskich, skupienie i modlitwa. Dwa pierwsze przygotowują do modlitwy, w czasie modlitwy rozpala się w sercu ogień miłości Boga i bliźniego. O. Rafał był bardzo wierny modlitwie; o. Bartłomiej, który mu często towarzyszył do Krakowa, Przemyśla i Lwowa, pisał nam, że modlił się także w czasie podróży, posługując się pobożną książką, którą zawsze nosił z sobą. Pragnąc, abyśmy mieli udział w dobrach duchowych, którymi sam się cieszył, zostawił nam upomnienia w sprawie modlitwy: „Nie skracajcie czasu przeznaczonego na modlitwę. Podczas modlitwy bądźcie pełni czci dla Boskiego Majestatu i odprawiajcie wasze ćwiczenia z zapałem. Serce powinno pracować więcej niż rozum. Czyńcie postanowienia praktyczne, ściśle określone. Po modlitwie zastanówcie się, czyście ją dobrze odprawili”.

Co się działo w jego sercu tak czystym, kochającym i szlachetnym podczas długich jego rozmów z Bogiem? Mówią nam o tym jego notatki, podajemy je bez komentarzy: „Błagać o skruchę i żal prawdziwy za przeszłość i za obecne niewierności. Nie mieć innej bojaźni nad tę, aby nie podobać Bogu. Kochać Boga nade wszystko i całą ufność w Nim położyć. Opierać się wszystkim złym skłonnościom. Stawić się natychmiast na wołanie głosu Bożego. Pragnąć, by wszystkie serca napełniły się ogniem Bożej miłości. Kochać tylko Boga. W tej miłości widzieć całe swoje szczęście. Połączyć ściśle swoją wolę z Jego wolą.   Pragnąć opuszczenia świata, by zjednoczyć się z Bogiem w niebie. Pan Jezus gotów jest wszystko poświęcić, by znaleźć duszę godną i zdolną Go przyjąć, zachować w swym sercu, która by w Nim złożyła całą swą miłość. Jezus, świat, szatan i pożądliwości ciała szukają mnie, ale nikt bez mego zezwolenia posiąść mnie nie może. Niech Jezus mnie znajdzie i posiądzie. On Sam mi wystarczy. Jest naszym Królem i powinniśmy Mu służyć. Sami obraliśmy Go za Króla w dniu naszego chrztu i profesji, a i On ze swej strony wybrał nas za swój lud. On nas prowadzi, wspomaga, broni, walczy za nas i zwycięża. On pierwszy dźwigał krzyż, jest naszą tarczą, naszym obrońcą, naszym zbawieniem. Umarł za nas, a Jego śmierć jest naszym życiem. Jeżeli pójdziemy za Nim z wiarą i bez lęku, możemy być pewni zwycięstwa i czeka nas wieczna chwała”[39].

O. Rafał nie szukał pociechy ani w sobie, ani w dobrach ziemskich, lecz tylko w Bogu i w Komunii świętej. Ks. Jerzy, który od wczesnego dzieciństwa podziwiał i z miłością obserwował duszę swego brata, pisał w swych zapiskach, że „jedynym jego szczęściem była Eucharystia i że nic go więcej nie martwiło jak to, gdy był jej pozbawiony”. Na Syberii, w Permie i Smoleńsku mieszkał na probostwie, bardzo blisko Najświętszego Sakramentu i codziennie komunikował. W czasie urlopu, który spędził w Hrozowie[40], po powrocie z Permu, był pozbawiony tego szczęścia. Kościół katolicki w Hrozowie został przekazany prawosławnym i aby przystąpić do sakramentów świętych, trzeba było jechać parę mil. Z pewnością to wówczas Jerzy zauważył, ile cierpiał jego brat, będąc pozbawionym Komunii św. Przeniósł się do Smoleńska, gdzie z nowym zapałem mógł przystępować do sakramentów, czego dowodzi przytoczona niżej modlitwa, odnaleziona w jego papierach z tego czasu:

„Wejrzyj, Panie, łaskawym okiem na te niedokładności spowiedzi, na nieuporządkowanie serca przed połączeniem się z Tobą w Najświętszym Sakramencie, na roztargnienie i rozproszenie umysłu po przyjęciu Ciebie. Zważ niedołężność moją i miej litość nade mną grzesznym, którego słabe siły nie mogą się zdobyć na prawdziwe akty wiary, nadziei i miłości. Zachowaj mię, Boże, w ciągłej Twojej obecności. – Kiedy te wyrazy kreślę, niech je kreślę przed Tobą, Trójco Święta, przed Królową naszą i całym orszakiem świętych!”[41].

W Davos[42], w protestanckiej Szwajcarii, czuł się nieszczęśliwym, ponieważ był oddalony od Najświętszego Sakramentu. Po otrzymanych święceniach w roku 1882 szczęście jego doszło do najwyższego szczytu – wolno mu było, był nawet obowiązany do codziennego odprawiania ofiary Mszy św. i łączenia się z Boskim swym Mistrzem w Komunii świętej.

Godność kapłańska jest wielka, przewyższa wszystkie inne godności tego świata. Św. Jan Chryzostom mówi z prorokiem Malachiaszem[43], że ksiądz jest aniołem Pańskim, można by nawet powiedzieć, że przewyższa aniołów, bo aniołowie nie czynili i nie będą czynić tego, co czyni ksiądz przy ołtarzu i w konfesjonale[44]. O. Rafał zdawał sobie sprawę z tej prawdy, jego żywa i głęboka wiara wpoiła mu to przekonanie, czytał na ten temat w pięknej książce Wskazówki dla kapłanów, napisanej przez Molinę de Chartreux[45]. Z tej to książki, którą widzieliśmy w jego rękach, poznał doskonale świętość i godność stanu kapłańskiego, czystość anielską, którą powinien odznaczać się kapłan, aby godnie zbliżyć się do sprawowania Najświętszej Ofiary, źródło, w którym odnajduje się czystość straconą – sakrament pokuty, godność ofiary Mszy św., obowiązek skupienia uwagi, znajomość obrzędów, by godnie składać tę Ofiarę. O czym przeczytał w książce, wprowadzał w praktykę: spowiadał się często, a gdy był przy ołtarzu, budował obecnych skupieniem i pobożnością. Jeden z synów Don Bosco, który w dzieciństwie służył do Mszy św. naszemu Ojcu w kaplicy karmelitanek na Łobzowie, napisał na ten temat: „Gdy wychodził ze mszą św., wyglądał już nie jak zwykły śmiertelnik, ale jako nadziemska jakaś postać. Cała istota jego skupiona, osoba ułożona – myśl jego była na coś jednego zwrócona przez cały czas odprawiania Ofiary świętej, a na ustach niebiański uśmiech – tak że aż było słodko, miło na jego[!] patrzeć w tej chwili. Toteż wiele osób w kościółku zebranych spoglądało niemal ustawicznie na niego, by oczy swe nasycić widokiem tej ślicznej, czarującej postaci, którą mieli przed sobą”[46].

Na skrawku papieru, znalezionym wśród korespondencji pani Młockiej[47], czytamy: „W czasie Mszy św. odprawianej przez o. Rafała nie można się oprzeć wzruszeniu, gdy się widziało jego skupienie i pobożność". Ongi, w Hiszpanii, działo się coś podobnego, może w stopniu jeszcze wyższym, w czasie Mszy św. odprawianej przez św. Jana od Krzyża, o czym wspomina w swoich zapiskach o. Rafał. Jest to napomnienie, że powinniśmy się starać zarówno odprawiając Mszę św., jak w niej uczestnicząc o odpowiednie usposobienie duszy, którego wymaga Najświętsza Tajemnica[48]. W tych samych zapiskach znajdujemy słowa nawiązujące do objawień św. Teresy: „My, mieszkańcy nieba i wy, mieszkańcy ziemi, powinniśmy łączyć się jedną miłością: my, wpatrując się w Boga, wy, wielbiąc Najświętszą Eucharystię”. W tym samym miejscu o. Rafał zachęca nas do słuchania Mszy św. z miłością, do dobrego przygotowania się i dziękowania za łaskę, a w ciągu dnia do przyjmowania komunii duchowej[49].

O. Rafał kochał i czcił nie tylko Boga samego w sobie i ukrytego w Eucharystii; jego żywa wiara ukazywała mu Go także w Jego dziełach, a zwłaszcza w najpiękniejszym z nich: w świętym Kościele katolickim, w tej wspólnocie dusz odrodzonych przez chrzest, zjednoczonych z Jezusem Chrystusem przez łaskę, ożywionych Jego duchem i wezwanych do udziału w Jego dziedzictwie. Kochał Kościół od najwcześniejszego dzieciństwa, które spędził w Wilnie, w okresie prześladowania katolików przez schizmatyków. Później, w czasie długich lat wygnania, przestudiował dokładnie historię Kościoła, streścił ją na piśmie, podziwiał jego ducha jedności i miłości i starał się, aby go pokochali jego liczni przyjaciele. Znaleźliśmy w tych zapiskach ślady jego apostolstwa. Raz w jego obecności uczyniono zarzut Kościołowi katolickiemu, że nie czynił nic dla osób zmarłych w schizmie. Oto jego odpowiedź: „Kościół jest zgromadzeniem ludzi pod hasłem pracowania na zbawienie na tej ziemi przez wiarę i dobre uczynki. Wiara objawiona, będąc jedną, prawdziwy też i Kościół Chrystusowy może być tylko jeden. Kościół katolicki tę prawdziwość sobie przyznaje i wyraźnie głosi i czyni wiadomym, że on jedynym pośrednikiem między Bogiem i ludźmi i że gdy wiara prawdziwa jest jedyną drogą zbawienia – zewnątrz Kościoła katolickiego nie masz zbawienia – wzywa wszystkich ludzi do jedności z tym Kościołem i dlatego modlić się tylko może za nawrócenie się różnowierców do jedności wiary z Kościołem katolickim, jako jedyny środek wejścia na drogę zbawienia, póki jeszcze czas na tej ziemi. Jakież mogłyby mieć znaczenie – i wobec samego Kościoła, i wobec umarłej osoby, która przy świadomości tej prawdy potrzeby i nieomylności samego Kościoła, przez Kościół głoszonej, odrzucałaby ją w ciągu życia swego – modlitwy urzędowe Kościoła katolickiego, czynione w myśli, że ten Kościół jest jedynym pośrednikiem między ludźmi i Bogiem, gdy to pośrednictwo z zupełną świadomością za życia przez nieboszczyka było dobrowolnie odrzucane? – Jeżeli zaś osoba zmarła została zewnątrz Kościoła katolickiego przez ignorantia invincibilis to, należąc ipso facto do duszy Kościoła, ma ona udział w tych łaskach, jakie Bóg udziela wiernym przez modlitwy Kościoła. – Gdy jednak stan duszy zmarłego może być w tym razie tylko Bogu wiadomym, publicznych zań modłów Kościół nie czyni, ale nie tylko nie broni, lecz nawet zachęca wiernych do modlitw za dusze wiernych zmarłych bądź ustnych, bądź przez kapłana w Ofierze św. ofiarowanych”[50].

O. Rafał szczególnie cenił w św. Kościele katolickim ducha miłości i miłosierdzia, którym odróżnia się od fałszywych religii, przytulając z równą dobrocią, uszlachetniając i czyniąc szczęśliwymi tych wszystkich, którzy doń się garną, nawet wydziedziczonych przez fortunę. Czyniono też przy nim zarzut służącej, że czas swój wolny poświęca modlitwie. Pan owej służącej zabawiał się tymczasem ze swymi przyjaciółmi, nazajutrz jednak na wspomnienie swych występków czuł się sam z siebie niezadowolonym i smutnym, podczas gdy jego służąca cieszyła się, że dorzuciła swą perełkę do korony, którą jej Pan Bóg przygotuje w niebie. Znaleźliśmy opowiadanie o tym fakcie w papierach o. Rafała[51]; zakończył je okrzykiem miłości i uwielbienia: „O mater Ecclesia, szczęśliwy, kto cię dostał za matkę: Suscipiens a terra inopem et de stercore erigens pauperem![52].

Przypominając sobie upokarzające położenie kobiety przed narodzeniem Chrystusa, dodaje:  „(...) w Kościele zaś katolickim Zbawiciel już wyzwolił kobietę. Wszak Maryję nazywamy Królową nawet aniołów, a przez nią ileż powstało niewiast, przed których cnotami i mądrością czołem bijemy? Nie oderwane, ale wprost do kobiety katolickiej dają się stosować słowa Przypowieści Salomona: Mulierem fortem quis inveniet[53], które Kościół czyta w uroczystość niewiast świętych[54].

 

 

 

Rozdział IV

Kierownik dusz

Przywiązanie do Kościoła św. Jego działanie w świecie. W Karmelu. Jego przywiązanie do obrońców Kościoła św.: jezuitów i bazylianów, do małych, biednych i smutnych. Przymusowy odpoczynek  w Krakowie. Apostolstwo. Nawrócenia. Apostolstwo cierpienia. Stowarzyszenie Nieuleczalnie Chorych. Rozległość jego miłosierdzia. Kierownictwo duchowe. Wyszukiwanie i kształtowanie powołań zakonnych. Dalszy ciąg wizyt kanonicznych. Przemyśl.

 

Ojciec Rafał, zostawszy karmelitą bosym, cieszył się, że jego matka, św. Teresa od Jezusa, umiała także ocenić niezliczone dobrodziejstwa, jakich Kościół święty udziela swym dzieciom. Gorliwość jego zwiększyła się jeszcze i wzmocniła, gdy przeczytał w ósmym rozdziale Konstytucji, że umartwienia zakonne mają na celu uproszenie u Miłosierdzia Bożego pokoju, doskonałości i powiększenie Kościoła świętego. Gdy został kapłanem, otworzyło się przed nim nowe pole pracy apostolskiej. Lubił opowiadać swoim penitentom o Kościele świętym, uczył ich poznawać skarby, które Kościół oddaje do naszego rozporządzenia, przypominał też, jakiego przywiązania Kościół oczekuje od nas. Oto co czytamy w jednej z jego konferencji:

„O Kościele świętym powiedział Pan Jezus, iż bramy piekielne nie przemogą go[55], i «Ja jestem z wami aż do skończenia wieków»[56], Piotrowi zaś świętemu: «tyś jest opoką, a na tej opoce zbuduję Kościół mój»[57]. – W Kościele świętym przebywa Pan Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie, rządzi zaś przez namiestnika swego Ojca Świętego, czyli papieża (z greckiego: papa – ojciec); jemu oddał klucze Królestwa Niebieskiego, udzielił moc rozwiązywania z grzechów i zatrzymywania: Komu odpuścisz, będą odpuszczone, komu zatrzymasz, będą zatrzymane[58]. «Paś owieczki moje, paś baranki moje»[59]. Ozdobił go «nieomylnością» w rzeczach wiary i obyczajów. W Kościele też świętym ustanowił Pan Jezus sakramenty święte i różne nadto pomoce, dał za pośredniczkę Matkę Najświętszą, za opiekunów i towarzyszy aniołów świętych, ażeby nas – trądem złego dotkniętych – oczyścić od trądu, w nas, ślepotą ogarniętych – ciemności duszy rozproszyć, paraliżem tkniętych – do gorliwości pobudzić, przez grzechy uśmierconych – do życia powołać. Nam – bodaj nieraz gorszym od łotra na krzyżu – niebo otworzyć.

Jeżeli więc kiedy zdarzy się nam słyszeć o schizmatykach (odszczepieńcach), heretykach, lutrach, ewangelikach, protestantach itd., jeżeli szatan będzie się starał wzbudzić w nas pokusy przeciwko wierze lub inną drogą stawia zasadzki, aby wstrzymywać nas od pożytkowania darów w Kościele świętym do pożytkowania zostawionych, lub zmierzać będzie do wykolejenia nas z prawa Bożego lub kościelnego, garnijmy się wówczas jeszcze silniej do tego domu Bożego, którym jest Kościół święty, módlmy się za tych, którzy nie należą do niego, jako do jedynie przez Boga samego ustanowionego, aby z oczu ich opadły łuski ślepoty, wyrzucajmy zaś nam samym niewdzięczność przez niedbalstwo w pożytkowaniu z łask lub złe ich pożytkowanie, postanówmy być bardziej oględnymi na przyszłość, w chwilach pokus przeciw wierze wołajmy: «Wierzę w to wszystko, co Kościół święty do wierzenia podaje». – Jednym słowem, w nawałnościach życia i w ułudnych zachętach szukania fałszywego dobra, strzeżmy tej łodzi Piotrowej jako arki Noego w czasie potopu świata (...)”[60].

Miłość o. Rafała dla Kościoła świętego nakazywała mu kochać przede wszystkim tych, którzy w Polsce i na Litwie najwięcej zasług położyli w obronie Kościoła przed napaściami heretyków i schizmatyków, tj. jezuitów i bazylianów. Jezuici, idąc wzorem Possewina[61] i Skargi[62], walczyli w wieku XVI i XVII z bezprzykładną odwagą i talentem nad ożywieniem wiary i pobożności, które osłabły wtedy u Polaków; to dzięki nim Polska nie przeszła na protestantyzm. O. Rafał cenił ich zasługi, kochał jezuitów i był przez nich kochany. Gdy w Czernej obchodzono jakie wielkie święto, zapraszano ich, a oni nawzajem na uroczystości w kościele św. Barbary zapraszali go do Krakowa. O. Rafał czynił zadość ich prośbie i brał ze sobą jednego z ojców, gdyż pragnął zawsze zgodnej współpracy z Towarzystwem Jezusowym „w dobrych zawodach”[63]. Obrońcy Kościoła świętego mają zawsze wielu nieprzyjaciół: jest to zaszczyt i tego zaszczytu nie brakło ojcom jezuitom, lecz ich nieprzyjaciele musieli mieć się na baczności w obecności o. Rafała. Na tym punkcie, podobnie jak w obronie praw klasztoru w Czernej, umiał okazać siłę i stanowczość charakteru.

Inną zasługą ojców jezuitów było przygotowanie w początkach XVII wieku reformy zakonu bazylianów. Św. Jozafat[64], zanim został zakonnikiem, był pod ich kierunkiem, a sławny metropolita Józef Welamin Rutski[65], najpotężniejszy jego pomocnik i następca, był ich uczniem. Ci dwaj ludzie, dwaj święci, przywiedli z powrotem do owczarni Piotrowej wszystkie prowincje, należące dawniej do książąt litewskich. Otóż o. Rafał był Litwinem, urodził się w Wilnie i dziecięce lata spędził w pobliżu klasztoru Świętej Trójcy, uświęconego kiedyś pobytem św. Jozafata; ta okoliczność tłumaczy nam jego przywiązanie do tego świętego reformatora zakonu bazylianów i nieustraszonego ojca unitów w XVII wieku. Pozwólmy mu samemu zwierzyć się z uczuć przywiązania, bólu i nadziei, jakie przepełniały jego serce:

„O jedności święta! Unia święta! Sam ten wyraz już boleścią serce trapi, już nadziei promyk ciska. Blisko sto świątyń tego świętego obrządku cudowną opieką swą przeczysta Dziewica wzbogacała. W Żyrowicach na Litwie, w Poczajowie i Chełmie obrazy Najświętszej Bogarodzicy w koronach jaśniały, w reszcie zaś świątyń zdobiły się Jej obrazy licznymi cudy. Dzisiaj wszystko w pomroku! Lat z górą sześćdziesiąt upłynęło, a jeszcze teraz w pamięci wyrytym widzę, jak do cerkwi Przenajświętszej Trójcy w Wilnie, gdzie niegdyś Jozafat św. w modlitwach i pokutach już się zaprawiał do czekającego nań męczeństwa, na rękach piastunki noszony byłem. Przed oczy staje mi widok rodziny mojej, chłopięciem małym wówczas jeszcze będąc, kiedy zatrzymano powóz przed kościołem OO. Bazylianów w Borunach na Litwie i wyszli wszyscy powitać i ze łzami pożegnać Matkę Najświętszą w Jej obrazie cudownym w świątyni już w pustkowie obróconej i mającej się stać, również jak cerkiew Świętej Trójcy w Wilnie, siedliskiem schizmatyckiej służby. A cóż mówić, dokąd ręka świętokradzka odważyła się sięgnąć w ostatnich czasach, kiedy dla ukrycia od oczu wiernego ludu resztek św. męczennika Unii, w Białej, gdzie w cerkwi unickiej ku czci wystawione zostawały, nocną porą strąciła je z tego miejsca i w wykuciu w murze je zasklepiła. Nie dosięgnie ona jednak do nieba dla zerwania z głowy św. Jozafata korony męczeńskiej, którą, jak wstęgą krwawą, skronie jego przed trzema blisko wieki ozdobiła. Oby i tę dokonaną zniewagę błogosławionym zwłokom, przy których cuda się działy, Bóg Wszechmocny ku większej swej chwale, ku opamiętaniu zbłąkanych obrócić raczył, przez Maryję. Wszak ten apostoł jedności za młodu poświęcił się Maryi. W nocy, kiedy się modlił przed obrazem Bogarodzicy, był widzianym w świetle, które z obrazu promienie swe zlewało, jasnością go zdobiąc w ciemnościach nocy. Biczował się, włosiennicą się przyodziewał, posty, modlitwy, płacze, czuwania odbywał, aby ku większemu uwielbieniu Najświętszej Panny uroczystości Jej mógł obchodzić i z większą pobożnością ofiarę św. składać. Rozkoszą jego było w przemowach do ludu Ją wychwalać, wszystkich ku Jej czci zachęcać, ku wysławianiu Jej Imienia świątynie wznosić. Gdy nastał monastyr w Żyrowicach, nie ustawał Jozafat św. dokładać starań dla wzbudzenia nabożeństwa do tamecznego obrazu Matki Boskiej. Zaczął obraz jaśnieć cudami i sprowadzał błogosławieństwo w pracy około nawracania zbłąkanych. Zostaje więc promyk nadziei, że po trudach, pod ochroną Przeczystej Bogarodzicy na ziemi odbytych, apostoł Rusi z nieba teraz światłość na ziemię sprowadzi i w miłości do jedności doprowadzi”[66].

O. Rafał nie tylko dlatego tak bardzo kochał św. Jozafata, że obydwaj mieszkali w Wilnie, lecz ponieważ byli ożywieni jednym duchem, do tego samego zmierzali i spalało ich jedno pragnienie, aby w ich ojczyźnie ludzie lepiej znali Boga i Matkę Najświętszą. Dla osiągnięcia tego celu jeden i drugi złożyli Bogu ofiarę z życia, a ofiara ta została przyjęta. Św. Jozafat padł pod siekierą schizmatyków, a o. Rafał stał się męczennikiem przez cierpienie i dobrowolną pokutę. Ucieszyła go bardzo wiadomość o wyjątkowej czci, oddanej św. Jozafatowi w Rzymie w 1800. rocznicę śmierci świętych Piotra i Pawła. W tym dniu papież Pius IX, „w obecności senatu kardynałów i blisko pięciuset patriarchów, metropolitów i biskupów wszystkich obrządków i wszystkich narodów świata zaliczył w poczet świętych tego pierwszego rzecznika jedności kościelnej na Wschodzie"[67]. Gdy kilka lat później Leon XIII, tak bardzo pragnący zjednoczenia we wierze wszystkich Słowian, rozciągnął na cały Kościół obowiązek odmawiania oficjum i odprawiania mszy św. o św. Jozafacie, i o. Rafał pierwszy raz odmówił oficjum o świętym męczenniku, jego cześć i miłość dla niego jeszcze bardziej wzrosły. Modlitwa brewiarzowa wiernie oddawała jego własne pragnienia i uczucia, jakie powinny napełniać dusze wszystkich dzieci św. Teresy i św. Jana od Krzyża:

„Wszechmogący Boże, wzbudź w swoim Kościele Ducha, którym napełniony św. Jozafat, dał swoje życie za owce, abyśmy za jego wstawiennictwem, umocnieni tym Duchem, nie wahali się oddać swojego życia za braci”[68].  Czcigodny Ojciec odpisał sobie tę modlitwę i nie rozstawał się z nią nigdy. Znaleźliśmy ją w jego papierach i jest ona dla nas użytecznym napomnieniem.

Ojciec bardzo pragnął, abyśmy szli śladami św. Jozafata, a w notatkach, jakie zostawił, znajdujemy także inne dowody tego pragnienia. Znajduje się tam wyciąg z inwentarza klasztoru w Czernej, gdzie zwraca uwagę na relikwię św. Jozafata, przechowywaną w tym klasztorze: „W ołtarzu św. Józefa w zakrystii, w marmurowym relikwiarzu, znajduje się duża cząstka kości bł. Jozafata, męczennika i arcybiskupa połockiego i autograf jego listu".  Ojciec Rafał sporządził też wyciąg z kroniki klasztoru we Wiedniu, dotyczący św. Jozafata. „W tej też kronice, pisze, z datą 1644-go roku nadmienia się o cennym darze, przez klasztor Karmelitów Bosych w Grazu otrzymanym. Tym darem była włosiennica św. Jozafata, arcybiskupa męczennika”. Potem następuje wyciąg z kroniki: Huic anno (1644) in Historia P.P. Graecensium adscribendum venit preciosum quoddam donum spirituale, nempe cilicium B. Josaphat Martyris, ex filis equorum confectum, quod hoc ipse anno videtur donatum. O. Rafał dodał następującą uwagę: „Ten dar musiał być przywiezionym z Wilna przez W.O. Jana Marię od św. Józefa[69] z rodziny Colonna, który najbardziej się przyczynił do założenia klasztoru przy Ostrej Bramie, pamiętnym będąc woli Najświętszej Matki, aby w Jej Karmelu pracowano dla Unii. Ojciec ten następnie przeznaczony został do wprowadzenia Zakonu w kraju austriackim”[70]. O. Rafał miał zawsze przed sobą na stole obrazek św. Jozafata, a imię jego wpisywał w nagłówku swoich listów[71]. Dla o. Rafała specjalną misją Karmelu w Polsce była pomoc dla Unii: „Domy tylko zakonne Reformy św. M. Teresy, czyli Karmelitów Bosych, miały już z góry cel swój wytknięty: wspieranie rozwoju Unii świętej. (...) Roku 1603-go (1604 – korekta autora) ojcowie Karmelici bosi, wysłani przez ojca św. Pawła V do Persji, zmierzają przez Polskę do celu swej podroży, bynajmniej nie przewidując, że ich krótki pobyt w Krakowie i Wilnie posłuży za hasło do utworzenia w naszym kraju dwóch prowincji polskich Karmelu. W czasie przystanku w stolicy Litwy metropolita unicki Hipacy Pociej[72] wzywa ich, aby się postarali o przysłanie z Rzymu ojców zakonu dla popierania dzieła weszłej w życie Unii świętej i sam też z pismem do Rzymu się zwraca”[73]. List jego odczytano 5 maja 1605 roku na pierwszej kapitule generalnej Kongregacji Włoskiej pw. św. Eliasza[74]. Prośba metropolity została przyjęta i 7 grudnia tegoż roku powstał w Polsce pierwszy klasztor pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. W ciągu stu lat na granicy Rusi i Rosji powstało 15 klasztorów karmelitańskich. Ojcowie, wspólnie z bazylianami, pracowali nad powrotem do Kościoła katolickiego ludności tam zamieszkałej, uwiedzionej przez schizmę grecką.

Wielka dusza o. Rafała nie poprzestawała na Rusi, myślał też o Rosji. Kochał Rosjan i gorąco pragnął ich nawrócenia. Ks. Jerzy i o. Bartłomiej, którzy go dobrze znali, mówili nam to często i pisali o tym w listach[75]. Mało możemy dodać do tego, cośmy już powiedzieli. W jednym z listów do karmelitanek z okazji zbrodni w Królestwie Polskim o. Rafał prosi siostry o gorącą modlitwę w intencji nawrócenia Rosji: „Proszę was szczególnie o modlitwę za przyczyną św. Jozafata o nawrócenie Rosji. Bez tego, bez względu na to, kto zwycięży, wszystko źle pójdzie”[76]. Znaleźliśmy też w jego papierach brulion listu do pewnego księcia rosyjskiego z okazji artykułu, jaki tenże napisał po śmierci Leona XIII. Autor chwalił w nim tego wielkiego papieża, który tak bardzo pragnął nawrócenia Rosji i tyle uczynił, aby to mogło nastąpić. O. Rafał znał naród rosyjski i mówił nam często, że on jest dobry, że w wyższych klasach społecznych spotyka się ludzi bardzo szlachetnych. Chętnie wspominał rozmaite osoby, wysoko postawione, które po przejściu na katolicyzm zyskały powszechny szacunek i uznanie. Gdy przeczytał wyżej wspomniany artykuł, ucieszył się i napisał do autora, aby go przekonać, ile Rosja zyska, jeśli wróci do jedności z Kościołem katolickim. Nie wiemy, jakie były skutki tego listu, lecz jest on dla nas jeszcze jednym przypomnieniem, że wszystkie dzieci św. Teresy powinny bezustannie modlić się i pracować dla nawrócenia dusz, a dzieci Karmelu polskiego w szczególny sposób są zobowiązane do modlitwy i pracy w intencji nawrócenia Rosji. Ażeby skutecznie wypełnić to szlachetne posłannictwo, za przykładem Chrystusa wyrzekliśmy się wszystkich radości i zaszczytów tego świata.

Pośród dzieci Kościoła świętego o. Rafał szczególnie wyróżniał i okazywał bezgraniczne oddanie dzieciom, pokornym i biednym. Jeden z naocznych świadków pisze, że gdy o. Rafał wychodził z klasztoru na Łobzowie, przybiegały do niego dzieci, ażeby mu ręce ucałować, spodziewając się od niego medalika, obrazka lub słodyczy, jakimi go częstowały karmelitanki, a których on najczęściej nie jadł. W jego rozmowach i korespondencji zauważyliśmy często słowa zachęty i uprzejmości dla braci konwersów i sióstr konwersek, którzy z wielką ofiarnością oddawali swoje życie dla dobra zgromadzenia. Biedni, którzy rzeczywiście byli w potrzebie, nigdy na darmo nie odwoływali się do jego miłosierdzia. Często widziano, jak wózek wypełniony warzywami, zatrzymywał się przed bramami klasztorów w Krakowie: to o. Przeor z Czernej przychodził z pomocą zakonnicom, które biedowały[77]. Przede wszystkim jednak poruszała go nędza duchowa i tej nędzy służył bez oszczędzania siebie; do niej należało jego życie.

Gdy Jerzy odprawiał rekolekcje pod jego kierunkiem, przyszedł raz do niego podczas śniadania i po chwili rozmowy wstał, mówiąc: „Idę na ofiarę”, co znaczyło: idę do konfesjonału.  Tam, mimo wątłego zdrowia i nie zwracając uwagi na zimne i wilgotne powietrze w kościele czerneńskim, spędzał godziny, a czasem i dni całe na słuchaniu, pouczaniu i pocieszaniu biednych grzeszników. Kierowanie zgromadzeniem i administrowanie dobrami klasztornymi już wystarczająco obciążało przeora, nie rezygnował jednak z pracy w kościele. O. Rafał przychodził nam pomagać mimo naszych protestów i trwał na swym posterunku, póki gorączka lub grypa nie zmusiły go do pozostania w celi.

W roku 1888 kapituła prowincjalna po raz drugi wybrała o. Rafała przeorem w Czernej. Już z początkiem 1889 roku zaczął podupadać na zdrowiu, pojechał więc do Krakowa poradzić się lekarza, ten przepisał mu kurację wzmacniającą i zupełny odpoczynek. Karmelitanki z Łobzowa same chciały go pielęgnować i prosiły w.o. prowincjała[78], by pozwolił choremu na kurację w Krakowie. Bóg pozwolił na to ku pociesze i dla zbawienia wielu dusz. Oddajmy tutaj głos siostrze Zofii od Jezusa z klasztoru na Łobzowie:

„Byłam wtedy kołową[79] i miałam to szczęście, że mogłam mu posłużyć. Co rano przychodził do koła po lekarstwo, do którego dolewałam parę kropel wody z Lourdes. Przed zażyciem lekarstwa odmawiał ze mną jedno Zdrowaś Maryjo. Jadł mało, a raz, gdy nie ruszył wcale mięsa, tak je przykrył kaszą, że nawet tego nie spostrzegłam. Lubił bardzo owoce, lecz przez umartwienie część ich pozostawiał. Gdy tylko przyszedł trochę do siebie, całymi godzinami spowiadał nie tylko siostry, lecz i wiele osób z miasta, zakonnice, tercjarki itd. Zwłaszcza jedna bardzo mnie niecierpliwiła. Była to księżna Moruzi[80], Polka z Podola, która wyszła za mąż za księcia rumuńskiego. Przyjechała do Krakowa na rekolekcje, a słysząc wiele o o. Rafale (...) została jego wierną penitentką i co roku przyjeżdżała utwierdzić się w pobożności”[81].

W innej relacji z klasztoru na Łobzowie czytamy: „Ci, którzy mieli do czynienia z o. Rafałem, mówili, iż odnosili wrażenie, że rozmawiają ze świętym. Miał powierzchowność ascety, a równocześnie był miły, uprzejmy i delikatny w obejściu, co mu jednało szacunek i zaufanie. Z każdym rozmawiał odpowiednio do jego wieku i stanowiska. Dla dzieci był bardzo dobry i starał się zjednać je dla Boga. (...) Jedna z jego bratanic, dziecko jeszcze, która go od czasu do czasu odwiedzała w Krakowie, nie chciała się z nim rozstać, a młode kuzynki naszych sióstr, które nas odwiedzały, na jego widok pozbywały się wrodzonej nieśmiałości i chciały się u niego spowiadać. Po spowiedzi mówiły nam o pokoju i szczęściu, jakim dusza ich była przepełniona. Były zupełnie zmienione i pragnęły raz jeszcze doznać takiego szczęścia.

Wszystkie znajome osoby korzystały z jego bytności w Krakowie i przychodziły do naszej kapliczki na długie z nim rozmowy. Była między nimi jedna felicjanka[82], jedna pani z Rumunii[83] i wiele innych, dręczonych takimi skrupułami, że już nie mogły znaleźć spowiednika dość cierpliwego, który by chciał je spowiadać. Wszystkie przychodziły do o. Rafała po pociechę, a on przyjmował je zawsze z niewyczerpaną dobrocią i cierpliwością. Pewnego dnia zwróciłyśmy mu uwagę, że ta pani z Rumunii za długo zatrzymuje go w konfesjonale, on odpowiedział nam, że ta dusza wiele cierpi i że potrzebuje dużo litości i współczucia; jego miłość bliźniego wznosiła się aż do bohaterstwa”[84].

Dobremu Ojcu nie wystarczała praca; sam modlił się dużo i innych prosił o modlitwę za te dusze udręczone, a szczególniej za tę panią z Rumunii, którą była księżna Moruzi i brał ją w obronę, gdy zaszła tego potrzeba. W jednym ze swych listów pisze o niej: „(...) nieszczęśliwa to istota, w najtrudniejszych warunkach zewnętrznych i walce wewnętrznej. Jest to penitentka, dla której najwięcej poświęciłem pracy, oby ta praca nie zginęła i Bóg raczył udzielić jej moc duszy do wytrwania pod krzyżem, którym podobało się Bogu ją nawiedzić”[85]. Ojciec nie pracował na próżno. Oto co czytamy w liście księcia Dymitra Moruzi, męża owej penitentki, do o. Rafała: „Najdroższy i przewielebny Ojcze! Twoim modlitwom i Twojemu świętemu kierownictwu oddaję moją żonę, siebie i miasto Sulina, gdyż Bóg wysłuchuje Twych modlitw. Połowę cudu już zdziałałeś, uleczając niemal zupełnie moralną stronę swej penitentki. Nie wątpię, że i fizycznie ją uzdrowisz, jeżeli zdołasz ją nakłonić, ażeby się odżywiała tak, jak inni chrześcijanie i postępowała podług zaleceń lekarza. Jeżeli i ten cud uczynisz, jako pielgrzym przyjdę ci podziękować, gdy przyjadę po nią. Racz przyjąć, najdroższy i wielebny Ojcze, wyrazy głębokiej  wdzięczności i serdecznej czci”[86].

W dalszym ciągu tej pracy będzie jeszcze mowa o księżnej Moruzi, teraz powiedzmy tylko, że była ona wielką dobrodziejką Karmelu w Polsce; to samo możemy powiedzieć o matce Michalinie, felicjance, o której wyżej była wzmianka. Przez 23 lata pozostawała pod kierunkiem o. Rafała. Oto co napisała do Ojca jedna z sióstr, która z nią żyła: „Najpierw nie mam słów, by dosyć podziękować drogiemu Ojcu za pomoc częstszą dla tej biednej skołatanej duszy. Ani sobie wyobrazić drogi Ojciec nie może, jak obecna praca Ojca obfite wydaje owoce w tej duszy. Ani porównania nie ma jak kilka tygodni temu było z nią, a jak obecnie jest dzięki dobremu Panu Jezusowi i zacnemu Ojcu, toteż proszę i błagam drogiego Ojca, by jak najczęstszą pomocą wspierał tę biedną duszę, bo nikt nie ma tej łaski Bożej dla tej duszy, ile Ojciec jej ma. (...) Mówiła mi M. Michalina, iż Ojciec drogi ma jakieś skrupuły z jej darów do kaplicy. Jestem świadkiem, że ma na wszystko pozwolenie od naszej Generalnej Matki, która z całą pociechą chętnie się do tego przychyliła, a nawet podaje jej sposoby, tj. Matce Michalinie, ukwestowania co dla Ojca kapliczki w Bractwie Pań, któremu przewodniczyć będzie”[87].

O. Rafał dał karmelitankom w Polsce za dewizę te słowa Boskiego Zbawcy: „Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, pociągnę wszystkich do siebie”[88]. Żyły one w Karmelu dla kontynuowania dzieła odkupienia i dla zbawiania dusz przez pokutę i modlitwę, a święty ich spowiednik dawał im ze siebie najlepszy przykład. „Jedna z naszych turierek, czytamy w relacji wyżej cytowanej, nie miała słów na opisanie wrażenia, jakie ten dobry Ojciec zrobił na niej. Jego sposób odnoszenia się do ludzi, jego pokora, skupienie, a równocześnie uprzejmość niezmienna i to mimo przykrości, jakie znosił z powodu tych biednych skrupulatek, które inni spowiednicy bez litości oddalali. Na wzór świętych, ten dobry i miłosierny Ojciec przyjmował wszystkie te osoby z dobrocią i nie zrażał się nigdy natręctwem bliźnich. Zauważałyśmy też często, że niczego nie mógł odmówić tym, którzy wyrządzili mu jakąś przykrość. Chętnie im służył, aby im sprawić przyjemność. Mogłybyśmy na to podać dużo przykładów, gdyby nie powstrzymywała nas miłość bliźniego i dyskrecja. (...)

Księża, którzy przychodzili do nas odprawić Mszę św., również korzystali z obecności o. Rafała dla dobra swych dusz. Odnosili się do niego z szacunkiem i czcią i prowadzili z nim długie rozmowy duchowe. (...)

Ponieważ mówimy teraz o o. Rafale jako kierowniku dusz i o wpływie, jaki miał na nie, opowiemy tutaj o kilku nawróceniach, jakie miały miejsce w naszej kapliczce za sprawą o. Rafała. Żył w Krakowie urzędnik kolejowy, szwagier jednej z naszych sióstr, który, jak nam opowiadał, nigdy nie odprawił ważnej spowiedzi od czasu swej pierwszej Komunii św. (...) Żył tak przez wiele lat, skądinąd był łagodny, uprzejmy i bardzo dobry dla żony i dzieci. Pan Bóg jednakże miał litość nad tą duszą i zesłał mu bardzo ciężki krzyż, który stał się początkiem jego nawrócenia. Najmłodsza jego córeczka miała dwa lata i była jego największym szczęściem; za każdym razem, gdy wracał do domu, obsypywał ją pieszczotami. Była to dziewczynka silna i zdrowa, lecz miała niedbałą piastunkę. Pewnego dnia dziewczynka włożyła do ust truciznę, przez nieuwagę pozostawioną w jej bliskości i umarła natychmiast. Nieszczęśliwy ojciec przyszedł do klasztoru karmelitanek i opowiedział o tym ciosie swej szwagierce, którą bardzo cenił. Przyznał się jej, że w chwilach rozpaczy myślał o samobójstwie. Ona poradziła mu, ażeby zwrócił się do o. Rafała, zapewniając go, że nikt inny lepiej nie zdoła go pocieszyć. Usłuchał jej i już po pierwszej, zresztą bardzo krótkiej rozmowie, o. Rafał pozyskał jego serce dobrocią i łagodnością. Umówili się, że Ojciec odwiedzi go, co też uczynił, a my wszystkie modliłyśmy się gorąco. Było to w piątek po południu; Ojciec pozostał u niego pięć godzin i kazał mu opowiedzieć wszystko, co miał na sercu. Była to bardzo dokładna spowiedź generalna. Nazajutrz rano penitent przyszedł do naszej kapliczki, dokończył przed Ojcem wyznania grzechów i otrzymał rozgrzeszenie. Po spowiedzi modlił się przez całą godzinę, przyjął Komunię św. z rąk Ojca i po modlitwie dziękczynnej przyszedł do nas do rozmównicy. Powiedział do matek, że czuje się nad wyraz szczęśliwy i wydaje mu się, jakby rozpoczął nowe życie. W następnym tygodniu ponownie spowiadał się przed o. Rafałem, ale tym razem przyszedł razem z żoną; oboje przyjęli Komunię św., a bp Dunajewski udzielił im sakramentu bierzmowania. Życie nawróconego zmieniło się odtąd zupełnie. W następny piątek nie chciał jeść mięsa i powiedział do nas: «Dotychczas jadłem mięso w piątek, gdyż zdawało mi się, że post mi zaszkodzi, teraz widzę, że się myliłem i odtąd zawsze będę pościł, stosując się do przepisów Kościoła». (...)

Godnym uwagi jest nawrócenie hrabiny N. Była to Rosjanka, prawosławna, żona hrabiego N., który znał o. Rafała od dzieciństwa, gdyż w Wilnie był uczniem Instytutu Szlacheckiego, którego dyrektorem był Andrzej Kalinowski. Hrabina N. przed ślubem poszła do spowiedzi do popa i przez służącego posłała mu na ofiarę pięć rubli. Pop pieniądze odesłał, każąc jej powiedzieć, że jak na osobę o takim stanowisku, ofiara jest za mała. To do reszty zniechęciło hrabinę do jej fałszywej religii i zaraz po ślubie postanowiła potajemnie przejść na katolicyzm. Z zamiaru swego zwierzyła się mężowi, a ten, uszczęśliwiony, przyjechał z nią do Krakowa i oddał ją pod opiekę o. Rafałowi. Porozumiał się z naszą przeoryszą m. Teresą od Jezusa co do przyjazdu Ojca, który mieszkał wtedy w Czernej. Gdy tylko o. Rafał dowiedział się, że jego przyjaciel przebywa w Krakowie, przyjechał natychmiast i z całą gorliwością, dobrocią i oddaniem zajął się powierzoną sobie duszą. Zaopiekował się też duszą swego przyjaciela, który pozbawiony w swym kraju pomocy religijnej, potrzebował umocnienia w pobożności. Młoda jego żona szczerze się nawróciła, a jej kierownik duchowy był zachwycony jej postawą. Uroczyste wyrzeczenie się błędów i wyznanie wiary odbyło się w naszej kapliczce przed bpem Dunajewskim; hrabina pozostała jeszcze przez jakiś czas w Krakowie pod kierunkiem naszego Ojca, a potem, pełna odwagi, wróciła do swego kraju. (...)

Wiele innych osób spowiadało się u o. Rafała z całego życia i wszyscy byli mu bardzo wdzięczni”[89]. Relacja, z której tutaj korzystamy, nic więcej na ten temat nie mówi, lecz w korespondencji klasztoru na Łobzowie znajdujemy fakt godny uwagi, który potwierdza opowiadanie wspomnianej relacji. Jedna z pań, należąca do znanej w Polsce i bardzo pobożnej rodziny, hrabina M. Z. P., oddaliła się od Boga i nie przystępowała do sakramentów świętych. Była jednak matką. Bóg dał jej córkę, którą wychowała po chrześcijańsku. Kultura ducha tej młodej panienki równą była kulturze jej serca; była bardzo kochaną zarówno przez rodziców, jak i przez otoczenie, szczególnie przez ludzi ze wsi, którym czyniła wiele dobrego. Umarła w kwiecie wieku, a śmierć ta była dla zbolałej matki błyskiem światła i wielką łaską, jaką Bóg czasem obdarza dusze, które chce zbawić. Karmelitanki z Łobzowa znały hrabinę, przesłały jej więc wyrazy współczucia i poradziły jej zwrócić się do o. Rafała. Usłuchała życzliwej rady i Ojciec przywrócił ją owczarni Chrystusowej, jak sama o tym opowiada w jednym z listów do sióstr: „Bardzo serdecznie dziękuję Matkom za wyrazy współczucia i za to uznanie, z jakim mówicie o mej drogiej córce, którą ciągle opłakuję... Chciałabym przed wyjazdem do Włoch napisać do o. Rafała, ażeby go ucieszyć wiadomością, że owieczka zbłąkana, którą on stara się sprowadzić do owczarni Chrystusowej, pamięta o jego radach i usiłuje stać się lepszą”. Kilka dni później pisała znowu: „Jeszcze słowo, najdroższa Siostro, którą kocham tak bardzo. Chcę ci powiedzieć, że byłam u Komunii św., a ponieważ wiem, że wiadomość ta ucieszy twoje dobre serce, pospieszam ci ją przesłać. Byliśmy dziś wszyscy na Mszy św., odprawionej na intencję szczęśliwej podróży, spowiadaliśmy się i byliśmy razem u Komunii św., a teraz jestem przygotowana na podróż do Włoch, gdzie będę wypoczywać i cieszyć się pięknem natury, klimatem, sztuką, lecz przede wszystkim łaskami Bożymi, które tak łatwo uzyskać w Rzymie. Liczę na wasze modlitwy i na modlitwy Matki Przeoryszy. Taka była dla mnie dobra. Zobaczy Siostra, że wszystko będzie dobrze. Mam wielką chęć zostać... chciałam powiedzieć świętą! Ale to byłoby za wcześnie. Niechże więc Siostra nie przestaje modlić się za wielką grzesznicę, która pisze te słowa i niech prosi o modlitwę innych, a szczególnie o. Rafała. Nie mam dość słów na wyrażenie wdzięczności dla niego za pracę i trudy, jakich dla mnie nie żałował”.

W przytoczonej wyżej relacji czytamy jeszcze: „Pan Bóg zezwolił, na pociechę o. Rafałowi, iż dopomógł do nawrócenia swojej bratowej[90], kalwince, bardzo przywiązanej do swej błędnej nauki. Okazywała ona Ojcu zawsze dużo oziębłości z obawy, ażeby ten nie usiłował rozmawiać z nią na tematy religijne, co rzeczywiście próbował parę razy, ale zawsze na próżno. Mąż jej prosił nawet Ojca, żeby więcej takich rozmów nie rozpoczynał, więc od tej pory poprzestał na modlitwie do Boga o jej nawrócenie i otrzymał je. Bratowa miała troje dzieci[91], które podług wymagań Kościoła świętego powinny były być wychowane w religii ojca. Matka, choć gorliwa protestantka, sama uczyła dzieci katechizmu katolickiego; prawdy, które wpajała dzieciom, zaczęły oświecać jej duszę i gdy przyjechała do Krakowa z mężem i dziećmi dla zobaczenia się z o. Rafałem, zupełnie już była zachwiana w swych przekonaniach. O. Rafał, za pozwoleniem o. prowincjała, mieszkał wtedy, jak już wyżej była mowa, przy naszym  klasztorze dla podreperowania swego zdrowia. Gdy odwiedził brata, bratowa, wbrew swym zwyczajom, przyjęła go niezwykle uprzejmie, co go bardzo ucieszyło. Z pewnością podwoił swe modlitwy za nią i pewnego razu, gdy się tego nie spodziewał, zbliżyła się do jego konfesjonału kobieta zawoalowana, której w pierwszej chwili nie poznał. Zapytał się jej, kiedy była ostatni raz u spowiedzi i ze zdziwieniem usłyszał, że to była jej pierwsza spowiedź. Nagle przyszło mu na myśl, że to jest jego bratowa. – Helena?... zapytał. – Tak, odpowiedziała. Ojciec nie posiadał się ze szczęścia, szczególnie gdy przekonał się, że penitentka jego w głębi serca była już katoliczką. Kazał jej przychodzić codziennie i przygotował ją do uroczystego i publicznego wyrzeczenia się swych błędów. Mąż jej o niczym nie wiedział, zauważył tylko częstą nieobecność żony, która zwykle czas spędzała z dziećmi. Pewnego dnia przyszedł do rozmównicy z bratem, o. Rafałem; żona była w pokoju obok. Ojciec kazał ją zawołać i powiedział do niej z uśmiechem: «Chodź,  Helenko, i opowiedz mężowi, co się stało». Powiedziała wtedy, że jest zupełnie przekonana o prawdzie religii katolickiej i że chce złożyć uroczyste wyznanie wiary. Naznaczono dzień na tę uroczystość[92]. Nasz Ojciec udzielił jej chrztu warunkowego, a ona wyrzekła się herezji w obecności męża, który nie posiadał się ze szczęścia. Sakramentu bierzmowania udzielił jej bp Dunajewski. Od tej pory corocznie przyjeżdżała dla odprawienia  rekolekcji i spowiedzi przed o. Rafałem”[93].

 O. Rafał kochał pokornych, biednych i grzeszników, lecz największą życzliwość i szacunek miał dla osób doświadczonych chorobą i cierpieniem. Wielokrotnie zauważyliśmy w jego listach, jaką miłością dla nich było przepełnione jego serce; okazywał im rodzaj czci, gdyż wiara kazała mu widzieć w nich cierpiące członki Chrystusa, powołane do prowadzenia dalej na ziemi Jego dzieła pokuty i zbawienia i do ściągnięcia na ziemię błogosławieństwa niebios. Wiele osób cierpi, ale mało jest takich, które cierpią tak, jak powinny, bo nie rozumieją przyczyny cierpienia, bo zapominają o nauce, jaką Jezus Chrystus zostawił nam w słowie i przykładzie. Sprawiedliwość Boża wymaga pokuty za grzech i póki grzesznik za grzech swój nie odpokutuje, bramy niebios są przed nim zamknięte. Jeżeli nie odpokutuje na ziemi, musi to uczynić w czyśćcu, lecz w czyśćcu znosić będzie straszne męki; gdy sami pokuty nie czynimy, Bóg w swym miłosierdziu przychodzi nam z pomocą, dając nam środek do zadośćuczynienia już tu na ziemi Jego sprawiedliwości: Doświadcza nas chorobą i cierpieniem. Doświadczenia takie są znakiem miłości Boga dla nas, powinniśmy więc przyjmować je z poddaniem i wdzięcznością; święci, choć nie mieli grzechów do odpokutowania, pragnęli cierpienia, rozpalali swą miłość ku Bogu i dzięki obcowaniu świętych mogli wspomagać żywych i umarłych.

O. Rafał nie przestawał przypominać o tej prawdzie duszom doświadczonym cierpieniem, które się oddały pod jego kierownictwo. Pocieszał je i dodawał im odwagi, wskazując na konieczność i korzyści cierpienia, wielkość i piękno życia doświadczonego cierpieniem dla zbawienia innych. Czego uczył słowem, potwierdzał własnym przykładem: całe jego życie było pasmem cierpień, znoszonych z niezwykłą cierpliwością. W roku 1890 otrzymał od Boga nową podnietę dla swej gorliwości.

Pewien człowiek, doświadczony od dawna nieuleczalną chorobą, martwił się, że nie może pracować dla chwały Bożej i dla dobra Kościoła. Widząc jednak, jak wielu ludzi na świecie znajduje się w tym samym położeniu co on, doszedł do przekonania, że w zamiarach Opatrzności Bożej nie mogło być pozostawienie tylu cierpień bezużytecznymi i szukał sposobu, aby one mogły przynieść jak największą korzyść. Zrozumiał, że  nieuleczalna choroba jest stanem, do którego powołuje Bóg niektóre dusze, chcąc je uczynić współuczestnikami w dziele Odkupienia; gdyby więc te dusze ofiarowały Bogu swoje cierpienia za Ojca Świętego i za potrzeby Kościoła, dokonałyby dzieła bardzo pożytecznego i wyprosiłyby przez chrześcijańską cierpliwość i modlitwę to, czego nie mogły dokonać pracą. Myśl ta, rozpowszechniona najpierw w Anglii, dała początek pobożnemu Stowarzyszeniu Nieuleczalnie Chorych, zatwierdzonemu przez bpa Knight z Shrewsbury 13 października 1884 roku. Stowarzyszenie to rozpowszechniło się w Szkocji, Irlandii, we Francji, w Ameryce i Afryce i zyskało aprobatę wielu biskupów i kardynałów, pochwały wielu przełożonych szpitali i zgromadzeń zakonnych. Niespełna dwanaście lat po jego założeniu, biskup z Shrewsbury prosił papieża o zgodę na zakładanie tego stowarzyszenia na całym świecie i na mianowanie zelatorów i zelatorek dla jego rozpowszechniania, co otrzymał 28 marca 1886 roku. Na prośbę lorda Tomasza Longueville, założyciela i pierwszego opiekuna Stowarzyszenia, zostało ono oddane pod opiekę Najśw. Maryi Panny Uzdrowienia Chorych, św. Kamila de Lellis[94] i św. Jana Bożego[95] i agregowane do zgromadzenia Kanoników Regularnych Posługujących Chorym, z prawem udziału we wszystkich odpustach i przywilejach tego zgromadzenia i tym samym przechodziło na zawsze pod władzę jego generała.

W roku 1890 wydrukowano w Tournai broszurkę, która opowiadała o powstaniu, przepisach i przywilejach tego stowarzyszenia. Broszurka ta dostała się do rąk o. Rafała, który od razu zrozumiał, ile dobrego mogło dokonać takie stowarzyszenie. Porozumiał się z lordem Longueville, został promotorem stowarzyszenia[96] i rozpoczął rozpowszechnianie apostolstwa cierpienia. Zakładał pobożne Stowarzyszenie Nieuleczalnie Chorych w Galicji, Królestwie Polskim i na Litwie. W październiku dużo pracował w związku napływem osób na uroczystość św. Teresy do Czernej, lecz 15 października, w sam dzień jej święta, z powodu choroby musiał pozostać w swej celi. Cierpienie swe ofiarował Bogu i myślał o tych, którzy cierpią jak on, lecz może nie umieją wykorzystać swego cierpienia. Napisał do Warszawy, do swej dobrodziejki pani Młockiej i dołączył do listu dwie karty wpisowe do Stowarzyszenia Nieuleczalnie Chorych, jedną dla chorego przyjaciela[97], a drugą dla świętej chorej, pani Karoliny Nowowiejskiej[98], która wprawdzie umiała cierpieć, lecz przypuszczał, że chętnie weźmie udział w przywilejach nowego stowarzyszenia. Trochę później, z pomocą księżnej Moruzi, pierwszej członkini stowarzyszenia w Polsce, kazał wydrukować po polsku informację o nim i karty wpisowe, które ułatwiały rozpowszechnianie stowarzyszenia i niosły pociechę chorym, dając im środek do uświęcenia swych cierpień i znoszenia ich z poddaniem, a nawet radością.

 Miłosierdzie, uprzejmość i poświęcenie o. Rafała pociągały ku niemu i obejmowały rozmaitych ludzi: małych i wielkich, ubogich i bogatych, grzeszników i sprawiedliwych, a on stawał się wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich pozyskać dla Chrystusa[99]. O. Bartłomiej, który tak długo żył z nim razem i znał go dobrze, pisał o nim: „Zaledwie o. Rafał spędził kilka miesięcy w Czernej, a już ludzie z okolicy poznali, jaki skarb w nim posiedli. Przychodzili do niego w swoich zwątpieniach, zmartwieniach, cierpieniach i wszystkich potrzebach z największym zaufaniem i nie na próżno to czynili. Przyjmował ich zawsze z wielką dobrocią, współczując cierpieniu, oświecając w zwątpieniu i zyskiwał serca wszystkich dobrocią i miłosierdziem. Był wszystkim dla wszystkim, aby wszystkich pozyskać dla Boga. Zapominając o stanowisku, jakie zajmował w świecie, lubił rozmawiać z ludźmi ze wsi, których prostota tak dobrze odpowiadała prawości jego charakteru i jego szlachetnej duszy. W krótkim czasie pozyskał sobie serca wszystkich. Kochano go jak ojca, szukano u niego rady i miłosierdzia. Szczególnie radzono się go w sprawach drażliwych, w kłopotach rodzinnych, zwłaszcza w niepokojach sumienia i każdy odchodził oświecony, pocieszony i gotowy do znoszenia przeciwności życia jeżeli nie z radością, to przynajmniej z cierpliwością i poddaniem. Tej jałmużny duchowej, której dusze czasem tak bardzo potrzebują, nigdy nikomu nie odmówił, a dla przyjścia drugiemu z pomocą nie wahał się poświęcić swojego odpoczynku i zdrowia”[100].

Wskazówki, jakie o. Rafał zostawił odnośnie do kierownictwa duchowego, są opisem tego, jak sam postępował i mówią nam, ile dobrego robił w konfesjonale. Odnoszą się one do dwóch spraw zasadniczych: oderwania się od stworzeń, a zwłaszcza zaparcia się siebie i zjednoczenia z Bogiem. Zjednoczenie z Bogiem jest naszym głównym celem,  gdyż tylko przez nie nasza nieśmiertelna dusza znajdzie całe swe szczęście. Sposób osiągnięcia tego celu wskazał nam Chrystus: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”[101]. Kto postanowił powrócić do Boga, powinien przede wszystkim odzyskać czystość serca, jeżeli ją utracił, i jeżeli tego potrzeba, odbyć spowiedź z całego życia. Po odzyskaniu czystości serca ciągle powinien czuwać, ażeby jej znów nie utracić. W tym celu powinien rozważać o złości grzechu, znikomości stworzeń, ułudzie dóbr ziemskich, zepsuciu naszej natury, zawsze skłonnej do złego; o potrzebie gardzenia sobą i nieufności do siebie, wyrzeczeniu się swej woli i wszystkiego, co nie jest Bogiem; o potrzebie umartwienia wszystkich swych złych skłonności. Mamy naśladować Chrystusa, który nas do tego zachęca słowem i przykładem i wzywa nas do pójścia za Nim drogą wąską, która prowadzi do życia. Po takim rozmyślaniu, które powinno być naszym chlebem powszednim, trzeba wejść stanowczo na drogę rozpoznaną na modlitwie i wytrwale nią postępować. O. Rafał wskazuje nam też sposób pewnego i prędkiego postępowania tą drogą: „Pamiętajcie zawsze na obecność Boga, jeżeli Bóg będzie z wami i wy będziecie blisko Boga, będziecie bezpieczni wobec zła; Bóg wiernie dotrzymuje swoich obietnic; jeżeli będziecie Go szczerze kochać, nie potrzebujecie obawiać się szatana”. Ojciec zwracał szczególną uwagę na konieczność częstego odnawiania intencji podobania się Bogu we wszystkich naszych czynnościach, gdyż ta intencja nadaje im wartość. Aby zostać świętym, nie potrzeba czynić wielkich rzeczy, wystarczy dobrze wykonywać małe, te, których Bóg chce. Oto kilka zdań, jakie nam zostawił w tym przedmiocie:

„Są osoby, które Bóg postanowił uświęcić przez pełnienie małych uczynków, i gdy od jednych wymaga, ażeby królestwo niebieskie zdobywali kosztem życia, innym oddaje je za szklankę wody. Bóg sprawił, że wszyscy mają dostęp do doskonałości, czyli do uświęcenia nawet najprostszych czynności codziennego życia, przez wykonywanie ich w intencji jak najlepszego pełnienia woli Bożej. Być wiernym Bogu w drobiazgach codziennego życia: oto tajemnica świętości. Intencja podobania się Bogu nadaje wszystkim naszym uczynkom wartość nadprzyrodzoną. Nie opuszczać naszej zwyczajnej drogi, lecz zadowolić się życiem pokornym, skromnym, ukrytym, choć pełnym dobrych intencji i bezustannie skierowanym ku Bogu; takim było życie świętej Rodziny w Nazarecie. Może i dzisiaj duszą najświętszą i najwięcej kochaną przez niebo jest dusza nieznanej chrześcijanki skromnego pochodzenia, żyjąca w ukryciu, z dala od świata, oddana obowiązkom pospolitym i po synowsku uległa woli Bożej. To, co jest małe w oczach ludzi, często jest wielkie w oczach Boga. Napisane jest, że Bóg w naszych uczynkach nie patrzy na to, co podpada pod zmysły, lecz jedynie patrzy na serce, czyli na wielkość miłości i pragnień, z jakimi je spełniamy.

Byłoby błędem sądzić, że małe rzeczy są pozbawione wielkości; każdy czyn jest wielki, jeżeli go spełniamy z wielką miłością ku Bogu i z wielkim pragnieniem podobania Mu się. Milczeć wtedy, gdy się ma ochotę powiedzieć złośliwe słowo, powściągnąć odruch antypatii, znosić ze spokojem błędy bliźniego, przebaczyć obrazę, uprzedzać życzenia przełożonych, równych sobie, a zwłaszcza podwładnych, starać się ulżyć im w ich trudach, pocieszać strapionych, porzucić miłe zajęcie, by pomóc bliźniemu itd., są to rzeczy same w sobie małe, lecz wielkie w oczach Boga, jeżeli czynimy je z wielkim pragnieniem podobania się Mu. Wypełniać w ten sposób swe zwykłe codzienne obowiązki, to najlepszy środek do postępu w życiu nadprzyrodzonym i do naśladowania świętych”[102].

Pokuta, umartwienie, rozmyślanie, ćwiczenie się w pamięci na obecność Bożą i często ponawiana intencja pełnienia wszystkiego w chęci podobania się Bogu – takie środki uświęcania się polecał o. Rafał duszom, które pozostawały pod jego kierownictwem. Aby im ułatwić ćwiczenie się w pamięci na obecność Bożą, doradzał także nie zajmowanie się bez potrzeby sprawami innych i staranne unikanie niepotrzebnych rozmów i próżnowania. Zachęcał je, aby starały się każdą czynność wykonać dobrze, nie oglądając się na to, co ludzie będą o tym mówić; aby codziennie zastanawiały się nad wadą, która w ich mniemaniu najwięcej im przeszkadza w postępie duchowym, aby naprawić szkody, jakie ona mogła im wyrządzić w ciągu dnia i ponowić postanowienie zwalczania jej bez wytchnienia.

O. Rafał uczył się kierownictwa duchowego na przykładzie św. Jana od Krzyża i z czytania jego dzieł. Aby zachęcić nas do korzystania z tego bogatego źródła, zostawił następującą notatkę: „Jeden z ojców miłosierdzia[103] pisał o św. Janie od Krzyża: Radzę wszystkim znajomym, aby mieli specjalne nabożeństwo do tego świętego, aby czytali jego dzieła i obrali go sobie za przewodnika i za opiekuna. Według mnie, jest to najskuteczniejszy środek do postępu w cnocie. Ci, którzy usłuchali mej rady, dobrze na tym wyszli”.

 O. Rafał starannie wyszukiwał i pielęgnował powołania zakonne wśród swoich penitentów. W pierwszych latach pobytu w Czernej spowiadał dziewczynkę, która wtedy przystępowała do pierwszej Komunii św. Była ona przez rodziców i przez stryja, który był księdzem, bardzo starannie wychowana, a z tego, co później napisała, widzimy, że miała serce bardzo czyste i bardzo szlachetne. O. Rafałowi przyszło na myśl, czyby nie można skierować jej do  klasztoru? Starał się rozwijać w niej gruntowne cnoty, a szczególnie ducha poświęcenia, który tak łatwo kiełkuje i tak prędko wzrasta w duszach niewinnych; dziesięć lat później wstąpiła do Karmelu[104].

Ks. Jerzy napisał nam także: „Po śmierci drogiego naszego brata Karola[105] przyjechałem po pociechę do o. Rafała, gdyż śmierć ta pogrążyła mnie w głębokiej boleści. Zapytałem go się wówczas, czy nie zrobiłbym dobrze, gdybym rozpoczął starania o przyjęcie do zgromadzenia księdza Bosco, tego miłego świętego, który stał się opiekunem sierot. Odpowiedział mi bez wahania: «Spróbuj» – i wtedy zdecydowałem się pojechać do Włoch”. Jerzego pociągało Zgromadzenie Salezjanów, był pobożny i mówił kilkoma europejskimi językami, mógł więc z pożytkiem pracować dla Kościoła w zgromadzeniu, które miało już zakłady po całym świecie. Został przyjęty do nowicjatu, lecz po pewnym czasie próby zdrowie jego zaczęło się psuć, wrócił więc do Warszawy, gdzie dokończył studiów teologicznych i został wyświęcony na księdza.

W czerwcu 1889 o. Rafał pisał do swego brata Gabriela: „Ten ostatni [Jerzy] po kłopotach podroży swojej do Kissingen[106] i innych wód mineralnych, umyślił przyjechać do nas na wypoczynek. Ale niedługo dałem mu wypoczywać; uważałem za właściwsze, aby Juraś nie zwłóczył bez wyraźnej potrzeby i uczynił krok do wypróbowania siebie, tj. czy naprawdę Bóg go powoływa do pracy u salezjanów. Posłuchał mnie Juraś. Opuścił nas we czwartek, a w sobotę rano, w wigilię uroczystości Zielonych Świąt stanął u salezjanów, a tegoż dnia do nich wieczorem się przeniósł i zadowolony jest z pracy, do której go tam powołano, i prosi nas, abyśmy się modlili o ducha wytrwania dla niego. – Jestem przekonany, że gdy Juraś odda się całkiem kierownictwu przełożonych swych, zdobędzie wówczas na drodze posłuszeństwa to, co nabyć pragnie, tj. spokój duszy i wesele w Bogu, co najbardziej, a właściwie każdemu z nas jedynie jest potrzebnym, aby po trudach i niebezpieczeństwach pielgrzymki ziemskiej stanąć móc na sądzie Bożym (...)”[107].

Kilka dni później pisał do Jerzego te proste słowa: „Pragniesz być wytrwałym – naśladuj Zbawiciela naszego, który był posłusznym aż do śmierci, a śmierci krzyżowej. W cnocie posłuszeństwa odnajdziesz wszystkie skarby; uciekaj się pod  obronę N. Maryi Panny”[108].

O. Rafał uważał, że jeżeli Bóg powołuje duszę do swej służby, powinna odpowiedzieć bez zwłoki na to wezwanie, jeżeli jednak nie widział znaków  prawdziwego powołania, jeżeli dusza kierowała się względami czysto ludzkimi, gdy była niestałą, posępną lub została wydalona z innego zgromadzenia zakonnego był nieugięty i żadne prośby nie były w stanie wymóc na nim pozwolenia. Jako kierownik duchowy cieszył się w Krakowie ogólnym szacunkiem. Oto co pisze jedna z polskich karmelitanek: „Kuzynka moja, będąc w wielkiej niepewności i niepokoju co do wyboru stanu, mówiła mi, że w Krakowie radzono jej, by się udała do ks. Kalinowskiego (nie wiedziała, że go znam), gdyż to jest kapłan wielkiej świątobliwości, bardzo światły i bezstronny, na którego zdaniu można całkowicie polegać”[109].

 

 

Rozdział  V

 Nabożeństwo do Maryi

 O. Rafał oddanym sługą Maryi. Maryja, założycielka Zakonu Karmelitańskiego, Królowa Polski. Co Karmel w Polsce zrobił dla Matki Bożej? Co my powinniśmy uczynić? Co zrobił o. Rafał? Szkaplerz św. w Polsce i w Rumunii.

 

O. Rafał opowiedział, jak od samego dzieciństwa rodzice uczyli go kochać Maryję. Pisze w swych Wspomnieniach, że będąc oficerem inżynierii, znalazł się w wielkim niebezpieczeństwie, lecz gdy odmówił pobożnie Zdrowaś Maryjo, żyw i cały uniknął niebezpieczeństwa, które mu groziło[110]. W notatkach, pisanych na Syberii, znajduje się wzmianka o pięknym przywileju Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia Matki Bożej[111]. W dzień swej profesji zakonnej obiecał Bogu i Matce Najśw. z Góry Karmel żyć aż do śmierci w posłuszeństwie, czystości i ubóstwie. Rozumiał, do czego zobowiązywał się tą obietnicą i można powiedzieć, że całe jego życie było jednym aktem miłości Boga i Jego Najświętszej Matki. Chętnie powtarzał, że Matka Boża jest założycielką Zakonu Karmelitańskiego[112] i Królową Polski. „Karmelici, pisze w swych notatkach, są pierworodnymi synami Maryi: Najświętsza Dziewica duchowym sposobem poczęła Zakon Karmelitów i żywiła go swym mlekiem”[113]. (Grzegorz VIII[114]). Są pierworodnymi, gdyż w osobie św. Eliasza znali ją 900 lat przed Jej narodzeniem, bo pierwsi wznieśli Jej kaplicę na Górze Karmel, walczyli wieki całe i umierali dla Jej chwały”[115]. W artykule, które napisał na Kongres Mariański we Lwowie[116], mówi jeszcze w tym przedmiocie: „Jeżeli twierdzenie «wszystko przez Maryję» obejmuje wszystkie potrzeby ludzkości, sprawdzić się ono winno, w naszym wypadku. Któż ma posuwać zakon do rozwoju życia, jeśli nie sam założyciel? (...) szczególne łaski otrzymywane w świątyniach Matki Boskiej z Góry Karmelu i liczne cuda zagrzewały serca i prowadziły do uczczenia tak możnej i dobrotliwej Pani, założycielki Karmelu. Przez przyjmowanie szkaplerza św., tego znaku zbawienia, jakim go mianem zaszczyciła Matka Najświętsza, wzrastała liczba sług Maryi. Stąd ufność w Jej pośrednictwo i popęd do wznoszenia przybytków Jej zakonu. Szczególniej zaś w Polsce. I naprawdę komuż przystało objąć władzę nad narodem, który stał na kresach chrześcijaństwa, jeżeli nie Najświętszej Matce? Któż miał dodawać sił do strzeżenia prawd wiary świętej od pocisków niewiary, schizmy, nowatorstwa, kto rozkrzewienia prawd świętych mógł bardziej pragnąć, aniżeli Przeczysta Bogarodzica, Niepokalana Dziewica Maryja, której za Jej żywota ziemskiego powierzona była straż nad Panem Jezusem i opieka nad pierwiastkami Kościoła świętego, jedynego rozsadnika prawdziwej wiary. «Tyś jest, o Polsko, nasza miła Ojczyzno, woła o. Aleksander od Jezusa[117] dla wytłumaczenia miłości Maryi dla Polski, brzegiem wszystkiego Chrześcijaństwa, która te wszystkie impety wytrzymujesz. (...) Ty grotem kopii twoich jako tama wspierasz tego morza nadęte wały, żeby z brzegów na zgubę Chrześcijaństwa nie wylewały»[118].

Zaradzała więc Matka Najświętsza potrzebom narodu i obronie Królestwa, wznosząc warownie duchowne wewnątrz kraju i na kresach jego”. W XVIII wieku Karmel miał w Polsce 80 klasztorów, gdzie modlono się i pracowano dla zbawienia dusz. Karmelici bosi mieli 27 klasztorów, a z tej liczby 15 znajdowało się na granicy i na linii biegnącej od Kamieńca Podolskiego do Wilna i Głębokiego pod Połockiem. Tam szczególniej karmelici wspólnie z synami św. Jozafata najwięcej walczyli przeciwko zalewowi schizmy. O. Rafał opowiada następnie, jak sama Matka Boska pomagała do rozwoju swego zakonu. „Macierzystym zaś klasztorem i rozsadnikiem w Polsce klasztorów dawnej, tak zwanej mitygowanej obserwy, jest klasztor do dziś dnia istniejący w Krakowie na Piasku. «Władysław II, król Polski, i królowa Jadwiga, małżonka jego, pisze Długosz [w] Liber beneficiorum, pragnąc uczcić sposobem szczególnym Bogarodzicę Najświętszą Pannę Maryję, a razem i dzień uroczystości Nawiedzenia, w którym dniu nawiedziła Elżbietę, tknięci pobożną gorliwością, pod tymże wezwaniem Nawiedzenia wznoszą w Krakowie, w miejscu zwanym Piasek, mury kościoła i przy nim klasztoru i wprowadzają doń Zakon nowy, z regułą dotąd w Polsce nieznaną i niebywałą, ku większej chwale Bożej, dla utwierdzenia i wzrostu Królestwa Polskiego, roku Pańskiego 1397-go»[119].

Szybko rozkrzewiła się w kraju cześć ku Najśw. Maryi Pannie Szkaplerznej i w miarę rozwoju tego nabożeństwa rósł w narodzie popęd ku wznoszeniu świątyń w dziedzinie Karmelu.

Mikołaj Radziwiłł[120], wojewoda wileński, w roku 1506, dnia 5 sierpnia, odnosi pod Kleckiem zwycięstwo nad tatarską hordą i w dowód wdzięczności, gdy dzień piątego sierpnia był dniem uroczystości Najśw. Maryi Panny Śnieżnej, pod tym wezwaniem wznosi klasztor w Wilnie. Drugi wojewoda wileński Lew Sapieha[121], po odparciu w roku 1630 najazdu Moskwy, buduje w Białyniczach na Białej Rusi kościół i klasztor pod wezwaniem Matki Bożej Wniebowziętej. W roku 1624 hetman wielki koronny Marcin Kazanowski[122], po otrzymaniu przez pośrednictwo Matki Najświętszej zwycięstwa nad Tatarzynem, wypłaca się wdzięcznością, wznosząc kościół z klasztorem w Bołszowcach”[123].

W roku 1604 karmelici bosi, wysłani do Persji, przejeżdżali przez Kraków. „Władysław IV (...) w młodziuchnym wieku, wraz ze szlachtą przyboczną, przez o. Szymona Pawła[124], karmelitę bosego, obłóczy się w szkaplerz św. i zbliża go to do zakonu”. W następnym roku pierwszy klasztor karmelitów bosych został ufundowany na przedmieściu Wesoła i poświęcony Niepokalanemu Poczęciu Najśw. Panny. „W czasie podróży w cudzych krajach widział w Antwerpii W.O. Dominika a Jesu Maria[125] i bł. m. Annę od św. Bartłomieja[126] i bardzo długo z nimi bawił. Towarzyszył królewiczowi Stefan Pac[127], późniejszy podkanclerzy W. Ks. Litewskiego, wietrzny młodzian; śmiał się, a później gniewał z tak długiego u kraty pobytu. Obrazek, udzielony królewiczowi przez bł. m. Annę, bardzo czczony w rodzinie królewskiej, dostał się do rąk, w lat sporo później, małżonki Stefana Paca, Rudomiczównej z domu; z szacunku temu obrazkowi okazywanego szydził podkanclerzy. Chcąc męża opamiętać, dała mu do czytania podkanclerzyna żywot św. Teresy[128]. Nowa wówczas zaświtała zorza. Stefan Pac oddał się uczynkom pobożności, wzniósł kościół przy Ostrej Bramie karmelitom, a następnie wspólnie z małżonką stał się założycielem klasztoru karmelitów bosych[129] w Wilnie”[130].

O. Rafał wymienia potem klasztory polskich prowincji, dobrodziejstwa, jakie odebrały od Matki Bożej i co karmelici dla Najśw. Panny zrobili. Mówi długo o Matce Bożej Ostrobramskiej i Berdyczowskiej, które dla Litwy i Ukrainy były tym, czym Matka Boża z Lourdes jest dla Francji. Pisze, że klasztory karmelitańskie były ogniskami, z których światło wiary i pobożności promieniowało daleko po całym kraju. Karmelitanki, Trzeci Zakon i bractwo szkaplerza św. pomagały ojcom w szerzeniu czci Maryi i ducha karmelitańskiego, ducha pokuty i modlitwy. Członków bractwa zachęcano do pokuty i umartwienia i podaje przykład zaczerpnięty z naszych kronik: „Pięknie tu wszędy (w Prenach, dworze podkanclerstwa Paców), porządnie i prawie każda rzecz wyraża ich dobry i pobożny żywot. Chodząc po pokoju Jegomości, znaleźliśmy worek niemały, w którym dyscypliny trzy, bardzo pokrwawione, dwie z łańcuszkami żelaznymi, a trzecia rzemienna ze szpilkami i dwa paski żelazne, jeden z nich szeroki z włosiennicą”. W ten sposób szlachta litewska spełniała swe obowiązki względem Kościoła i ojczyzny. Następnie Ojciec dodaje kilka uwag na temat ducha modlitwy: „Zaprawą wszelkich rzeczy, prowadzących do Boga, jest modlitwa. Ona wlewa żywotność, sprowadzając potrzebną łaskę z nieba. Przywiązana więc i ona była do szkaplerza św. Na całym obszarze ziem polskich, należącym do bractwa, zalecano odmawianie koronki szkaplerznej, zawierającej w sobie  rozpamiętywanie o siedmiorakim wylaniu Krwi Przenajświętszej. Dodawano nadto warunek cnoty czystości, odpowiednio do stanu.

Oprócz zwyczajnego bractwa istniało jeszcze tercjarstwo, czyli zakon III; wstępowały doń osoby, pragnące prowadzić na świecie życie bardziej bogomyślne; znajdowały przeto możność do postępu na drodze doskonałości chrześcijańskiej pod ochroną Maryi i ku Jej czci szerzeniu.

Bractwo i tercjarstwo w Karmelu służyły zbawienną i pobożną łącznością z Kościołem św. ; zaprawiały w ćwiczeniach nabożnych, porządkowały na koniec bieg życia, aby w narodzie, którego królową – Matka Najświętsza, królestwo Jej nie stawało się królestwem bez poddanych”[131].

Z tego wszystkiego, dodaje ze smutkiem, zostaje tylko sama wiara i ufność. „Spoglądając na zwaliska dawnych przybytków Karmelu, gdzie uwielbiano Królową i Panią naszą, z których zaledwie kilku tchnie jeszcze miły powiew Jej obecności, wypada i nam łzy i żale wylewać. Po strasznych nawałnicach, które te przybytki z posad strąciły, zostaje tylko kilka rozbitków, wracać mających powoli do życia. Lecz któż im to życie przywrócić może, jeżeli nie sama Matka Niepokalana, której miłosierdziu zachowanie onych w tutejszym kraju zawdzięczać trzeba. (...) Niech nie niknie jednak z pamięci, jaką czcią za Jej przemożne pośrednictwo, jaką wdzięcznością za Jej macierzyńskie wspomożenie, na łonie narodu w tych przybytkach Maryję jako królową otaczano i chwalono.

To w spadku nam przeszłość zostawiła, powołując do pracy na tej samej niwie. Gdzie czynem, to czynem; gdzie zaś przystępu nie ma, to pokutą i modlitwą”[132].

Ojciec nasz chciałby wszystkim, którymi kierował, wpoić nabożeństwo, jakie sam miał do Najśw. Dziewicy. Oto upomnienia, jakie pozostawił karmelitom i karmelitankom w tym przedmiocie; odnoszą się one również do Trzeciego Zakonu, do bractwa szkaplerza św. i do wszystkich wiernych: „Pracujmy więcej dla Matki Boskiej. – Wierzcie mi, nasze nabożeństwo do Maryi nie jest dosyć gorące; dla karmelity i karmelitanki czcić i kochać Maryję to rzecz jedna z najważniejszych[133]. – Kochamy Maryję, gdy staramy się naśladować Jej cnoty: pokorę, skupienie w modlitwie, gdy pracujemy nad poprawą naszych błędów, ażeby Jej podobać się; powinniśmy chwalić i wielbić Tę, który wieńczy grzeszników tu na ziemi i w niebie. Powinniśmy wpatrywać się w Nią bezustannie i Jej oddawać wszystkie uczucia serca; mieć w pamięci Jej dobrodziejstwa i być Jej zawsze wierni. – Powinniśmy kochać Najśw. Dziewicę, bo Ona jest Matką nas wszystkich: Oto Matka wasza. Jest Ona matką kochającą, bo nie tylko nosiła nas na łonie swej dobroci, lecz razem z Jezusem kochała nas tak jak swe dzieci, karmiła nas i zaradzała wszystkim naszym potrzebom; jest matką łaskawą i miłosierną, gdyż  wszyscy grzesznicy mają do Niej dostęp; matką potężną, bo Bóg swe bogactwa oddał do Jej rozporządzenia. Chce być kochaną jak matka i mówi do nas: «Synu, daj mi serce twoje, serce kochające, wdzięczne, poddane we wszystkim woli mego Syna; tego przede wszystkim od ciebie oczekuję». Przyjdź, Maryjo, panuj nad nami i rozkazuj nam. Jak oddychanie jest nie tylko znakiem życia, lecz zarazem jego przyczyną, tak samo gdy imię Maryi jest nieustannie na ustach sług Bożych, jest ono znakiem, że dusza żyje (św. Herman[134]). Maryjo, nadziejo Królestwa Polskiego”. Te krótkie uwagi zebraliśmy i przepisaliśmy bez objaśnień z jego notatek; poznajemy z nich tkliwe nabożeństwo, jakie Ojciec nasz miał dla Świętej Dziewicy i gorące jego pragnienie, by widzieć Ją czczoną i kochaną w Polsce, a szczególniej w Karmelu.

O. Rafał uczył nas z wielkim naciskiem, że nabożeństwo do Najśw. Dziewicy jest drogą do zbawienia: „Jeżeli chcecie iść do nieba, wzywajcie Maryi, gdyż ona jest bramą. Najłatwiejszym sposobem osiągnięcia zbawienia jest uciekać się do Niej czystym sercem i prosić Ją, ażeby wstawiła się do  Boga za nami i uprosiła nam miłosierdzie. Nie potrzebuje się niczego obawiać ten, który ucieka się do Niej i w Niej całą ufność pokłada; Ona mówi Bogu o nas jak matka i uprosi nam łaskę przebaczenia”. Ojciec pokazuje Ją nam, jak przykładem swym dodaje odwagi swym sługom i pomaga im do odniesienia zwycięstwa nad nieprzyjaciółmi zbawienia. Służąc Bogu, została Królową nieba i ziemi; służąc Jej jak należy, będziemy panowali nad sobą, nad światem i nad nieprzyjaciółmi naszymi: „Służąc Maryi, to królować”. Przez swe modlitwy uprasza nam łaskę znoszenia z miłością, spokojem i wytrwałością doświadczeń, którymi usłana jest droga do nieba. Karmelitance, która skarżyła się, że jest opuszczona na tej ziemi jak sierota, Ojciec odpowiedział: „Mówisz, żeś sierota, a masz Maryję za matkę”. Gdy Jerzy prosił go o środek do znoszenia bez wahań ciężaru życia, posłał mu taką odpowiedź: „Środkiem tym jest łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i powinniśmy ciągle o nią prosić dla siebie i dla drugich, a zawsze przez wstawiennictwo Pocieszycielki strapionych, naszej Pani i Królowej”.

Słudzy Maryi czynami powinni dowieść szczerości swego nabożeństwa; Ojciec był tego przykładem. „Zakon nasz, pisze, szczyci się tym, że nosi Jej imię; toteż powinien więcej z miłości niż z obowiązku pracować nad rozszerzeniem czci swej Matki”. Najlepszym środkiem do osiągnięcia tego celu jest urabiać ludzi na wierne Jej sługi, i dodaje: „Od pewnego czasu czuję się wewnętrznie przynaglonym do uczynienia czegoś, co podniesie w jaki bądź sposób chwałę Maryi. Nie mogę znaleźć nic lepszego, jak przetłumaczenie książeczki ks. Maucourant, zatytułowanej: Życie w zjednoczeniu ze Zbawicielem[135]. W dziełku tym znajdujemy środki, jakich powinniśmy użyć, abyśmy mogli żyć w serdecznym zjednoczeniu z naszym Zbawcą i naśladować Najświętszą Jego Matkę w tym, co nas łączy z Jej Boskim Synem, naszym wzorem najwyższym i tak przysporzyć Jej chwały”. Książeczka ta została przetłumaczona i dzieci Karmelu w Polsce uczą się z niej, jak Boski Zbawiciel je ukochał i jak one powinny Go kochać, jeżeli chcą być godne swej Matki.

O. Rafałowi nie wystarczało, że on pracuje dla Maryi; chciał, aby i inni dla Niej pracowali. W roku 1892 Jerzy przysłał mu z Wilna fotografię obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej[136]. Na jej widok przypomniał sobie, jak Ją odwiedzał będąc dzieckiem; w sercu jego odżyło serdeczne nabożeństwo, jakie miał zawsze dla Niej; przypomniał sobie łaski, jakie otrzymał od tej Matki Miłosierdzia, jak ją chętnie nazywał. Zamówił zaraz dwadzieścia egzemplarzy tej fotografii i rozdał je klasztorom karmelitańskim w Polsce i swym przyjaciołom. Pomiędzy obdarowanymi znalazł się o. Wacław, kapucyn. Fotografia pobudziła go do napisania historii tego obrazu[137]; uczynił to tym chętniej, że miał wielkie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Później napisał też historię cudownego obrazu Matki Bożej Berdyczowskiej, opiekunki Ukrainy, kraju rodzinnego ojca Wacława[138]. Ostatnie lata swego życia poświęcił on na pisanie historii wszystkich cudownych obrazów Najśw. Panny, czczonych w całej Polsce i w krajach dawniej do niej należących. Praca ta obejmuje trzy grube tomy[139]. Autor starannie zebrał w niej wszystko, co Polska zrobiła dla czci Matki Bożej i co Matka Boża uczyniła dla Polski w czasach wielkich wojen z Turkami, Tatarami i schizmatykami. O. Rafał dodawał odwagi przyjacielowi i pomagał mu w tej pięknej pracy, a my mamy przed sobą notatki, jakie mu posyłał na cudownych obrazkach z kościołów karmelitanek w Lublinie, karmelitów bosych we Lwowie, Wiśniowcu i kilku innych.

O. Rafał miał szczególną sympatię dla osób oddanych Matce Bożej i chętnie głosił, co one dla Niej uczyniły. Czytał książeczkę, zatytułowaną Annus Marianus[140], Rok Maryi, w której na każdy dzień roku znajduje się krótki życiorys jednego z czcicieli Maryi z opisem tego, co uczynił dla Jej czci; Ojciec widział w tym dziełku skuteczny środek rozszerzania nabożeństwa do Najśw. Panny i dlatego przetłumaczył je na polski. Celem autora tej książeczki było podanie wiernym codziennej zachęty dla kultu Maryi. Po życiorysie przyjaciela Maryi następuje krótka modlitwa, która odmawiana codziennie, z pewnością może podtrzymać i wzmocnić w nas nabożeństwo do Matki Bożej. Podaję ją tutaj i stosując się do życzenia naszego Ojca, polecam ją czytelnikom: „Bogarodzico Najświętsza i Matko moja ukochana! Ja, najniegodniejszy syn Twój, z pełności i ze wszystkich sił duszy mojej Ciebie pozdrawiam i Tobie się powierzam. Pragnę ze wszystkiego wnętrza mego umiłować Cię wszelką możliwą miłością stworzenia wszystkiego, być sługą Twoim aż do ostatniego tchnienia życia mego i za upodobaniem Twym wszystko czynić. Niech więc przez Krew Najdroższą Jezusa Chrystusa, Syna Twego, przez Niepokalane Poczęcie Twoje i przez nabożną miłość ku Tobie tego świętego, którego pamięć dziś obchodzimy, błagam Cię, abyś mnie, nie oglądając się na potworność grzechów moich, za syna swego wziąć chciała, we wszystkich sprawach pomocniczką być nie odmówiła i wyjednała mi nieskażenie serca mego żadnym grzechem śmiertelnym. Oddaję Ci przeto ciało i duszę moją, wszystkie dnia tego słowa, myśli i uczynki. Zjednocz je z zasługami Syna Twego, Twymi własnymi i zasługami wszystkich świętych i przedstaw je Ojcu Przedwiecznemu, aby przez nie i przez Twoje, o łaskawa, o wdzięczna, o Najsłodsza Matko pośrednictwo otrzymać mógł szczęśliwe skonanie i wieczne zbawienie”[141].

Szkaplerz św. jest zaszczytnym znakiem, jaki Matka Boża dała swemu zakonowi z góry Karmel, aby utorować mu drogę poprzez kraje Zachodu i zgromadzić w jego szeregach niezliczone zastępy. O. Rafał, czytając stare kroniki klasztorów karmelitańskich, poznał całą użyteczność i doskonałość szkaplerza św., jego cudowną skuteczność w nawracaniu grzeszników i w pomaganiu dobrym do wytrwania i postępu na drodze cnoty, toteż miał w szczególnym poszanowaniu ten niecodzienny dar Matki Bożej, starał się spełnić życzenie Matki, zalecając go osobom,  którymi kierował. Ojcowie z Czernej naśladowali jego przykład i wkrótce nabożeństwo szkaplerzne rozpowszechniło się daleko, nie tylko w sąsiednich parafiach, ale też na całym Górnym Śląsku i w wielu miejscowościach Królestwa Polskiego pod panowaniem rosyjskim. W każdą niedzielę, a szczególnie w uroczyste święta ołtarz Matki Bożej był oblężony przez pobożnych, którzy prosili o szkaplerz i o koronkę[142].

Księżna Teresa Moruzi, którą pociągała do Czernej sława świątobliwości o. Rafała, była jednego dnia świadkiem przyjmowania szkaplerza przez tłumy wiernych, przyszła jej wtedy na myśl Rumunia, gdzie tyle dusz, z natury dobrych i szlachetnych, smutno spędza życie w zimnej atmosferze obojętności religijnej, pozbawione zachęty i pociechy, jakie daje wiara i nadzieja chrześcijańska. Lecz pozwólmy, niech sama księżna nam opowie, co mogła zaobserwować dzięki swojemu wysokiemu stanowisku: „Mały ten kraj, pisze, posiada autonomię zaledwie od dwudziestu kilku lat[143];  zaczyna się on dopiero rozwijać i kształtować, organizować wojsko, przemysł, handel itd. Religia jest tam odsunięta na ostatni plan i nikt się o nią nie troszczy. Każdemu wolno wierzyć, w co mu się podoba, a obojętność religijna jest tak wielka, że nawet katolicy chrzczą swoje dzieci w kościołach schizmatyckich, a robią to nie ze złej woli, lecz jedynie dlatego, że im to jest obojętne. Religią  państwową jest schizma grecka; jest też w Rumunii dużo katolików, lecz mało księży dla ich obsługi, a ci co są, zajmują się przede wszystkim szkołami. Nie było nigdy w tym kraju żadnego stowarzyszenia religijnego ani żadnego bractwa i nikt nie pomyślał o ich założeniu”.

O. Rafał od kilku lat był kierownikiem duchowym księżnej, a ona zwykle swoje wakacje i cały czas, jakim mogła rozporządzać, spędzała w jego bliskości, w Czernej lub w Wadowicach. Informowała go dokładnie o wszystkim, co się działo w Rumunii. Opowiadania księżnej rozbudzały jego troskę i gorliwość do pracy nad zbawieniem dusz, pozbawionych opieki w kraju, który go tak interesował. Nie mogąc sam przyjść im z pomocą, użył wszechpotężnego środka, jakim jest modlitwa, a modlił się tak dobrze,  pisze księżna Moruzi, że osiągnął rezultaty nieoczekiwane.

„Powróciwszy do Rumunii, pisze o. Wacław, księżna opowiadała swemu proboszczowi w Sulinie[144], ks. Michałowi Wirwoll o wszystkim, co widziała w Czernej i w Wadowicach, chwaliła działalność karmelitów i ich nabożeństwo do Matki Bożej, ich życie surowe, nocne czuwania przed Najśw. Sakramentem, pobożność wiernych, którzy dniami całymi oblegają konfesjonały i otrzymują z rąk ojców szkaplerz św.; powiedziała, że o. Rafał Kalinowski, ich przełożony, jest jednym z najsławniejszych ludzi Kościoła św. w Polsce”.

W maju 1893 roku, po dłuższym pobycie w Wadowicach, gdzie o. Rafał założył właśnie nowy klasztor, księżna Moruzi powróciła do Suliny. Wtedy to zapewne opowiadała tamtejszemu proboszczowi katolickiemu to, o czym wspomina o. Wacław. Jesteśmy w posiadaniu listu tego zacnego proboszcza, pochodzącego ze Śląska; otrzymał właśnie list o. Rafała, polecający mu osobę księżnej; odpisał po francusku: „Księżna dziękuje Ojcu i ja także. W środę rozpoczęliśmy nowennę o powrót Ojca do zdrowia i oto nadeszło Boże Ciało. Czas był wspaniały, podczas procesji był wielki spokój. Wszystko udało się bardzo dobrze; zawdzięczamy to Tobie, święty Ojcze. Widocznie jesteś bardzo dobry w oczach Boga; niechże On Ojca zachowa na najdłuższe lata. Serdecznie dziękuję Ojcu za obrazki i szkaplerze i proszę bardzo o pozwolenie przyjmowania do bractwa”. Pozwolenie otrzymał, ale bractwo jeszcze nie zostało założone.

Przez dwa lata o. Rafał zajęty był przede wszystkim postępem duchowym osób, które miały mu być pomocą w rozszerzaniu czci Matki Bożej w Sulinie. Najpierw rozpoznawał ich możliwości, następnie pomagał im do pełnienia wszelkiego dobra, do jakiego tylko byli zdolni. Na kapitule prowincjalnej w 1894 roku ponownie został obrany przeorem w Czernej i dopiero w następnym roku zajął się realizacją swoich zamiarów. Księżna Moruzi uzyskała w arcybiskupstwie w Bukareszcie pozwolenie na kanoniczne założenie bractwa w Sulinie. O. Rafał, zachęcony tym pierwszym powodzeniem, napisał do kanonika Josepha Baud’a, proboszcza katedry w Bukareszcie i wikariusza generalnego, polecając jego opiece bractwo szkaplerzne i prosząc go o pomoc w rozszerzaniu czci Najśw. Panny z Góry Karmel w Rumunii. Odpowiedź wikariusza generalnego była życzliwa i zachęcająca. „Od dzieciństwa, czytamy w niej, należę do Karmelu i zawsze noszę szkaplerz, toteż Przewielebny Ojciec pisał do swego brata i proszę mi wierzyć, że będę bardzo szczęśliwy, jeżeli Ojciec zechce zaprowadzić w naszych parafiach to zbawienne nabożeństwo. W okolicy, skąd pochodzę, znajdował się klasztor Karmelitów bosych i tuż obok wielka świątynia, należąca do nich. Ile razy odwiedzam dom rodziny, zawsze odprawiam pielgrzymkę do tego kościoła. Mówię to Ojcu, aby go przekonać, że zrobię wszystko, co będzie w mej mocy dla sprawienia mu przyjemności”. W innym liście ksiądz Baud pisze, że kościół, o którym wspominał, to kościół w Laghetto[145]. „Gdy byłem studentem w kolegium OO. Jezuitów w Monaco, chodziłem do tego kościoła w każdy czwartek; przede wszystkim przystępowałem tam do Komunii św., a potem rozmawiałem z tymi dobrymi ojcami”[146].

W czasie gdy wikariusz generalny pisał cytowane wyżej listy, proboszcz z Suliny otrzymał już od generała Zakonu Karmelitów Bosych dokument erygujący w jego parafii bractwo szkaplerzne, a o. Rafał wysłał mu instrukcje niezbędne do zorganizowania i prowadzenia bractwa. Dnia 17 lipca ks. proboszcz pisał: „Wczoraj mieliśmy w Sulinie wielkie święto. Położyliśmy kamień węgielny pod bractwo Najśw. Panny z Góry Karmel, a zawdzięczamy to modlitwom Ojca i księżnej Moruzi. Wiem dobrze, że nie jestem godny przewodniczyć bractwu Najśw. Dziewicy; to Przewielebnemu i Kochanemu Ojcu należy się cała zasługa za łaski, jakich Bóg chce nam udzielić. Ostatniej niedzieli miałem kazanie o tym bractwie i o obowiązkach, jakie nakłada, zachęcając wszystkich do zapisywania się. W poniedziałek po południu kazałem wszystkim dzieciom ze szkoły przyjść do spowiedzi, są to jednak wakacje i nie wszystkie przyszły. Ponieważ mieliśmy wielkie upały, zapowiedziałem, że Msza św. nazajutrz odbędzie się o wpół do 9.00. Od piątej rano siedziałem w konfesjonale aż do Mszy św. i nie skończyłem: więcej ludzi było do spowiedzi niż w Wielki Czwartek. Odprawiłem cichą Mszę św. przed ołtarzem Matki Bożej; kościół był pełny. Przed Mszą św. dałem Komunię św. tylko dorosłym, bo wiedziałem, że nie ma dosyć komunikantów; dzieciom udzieliłem Komunii św. przed ołtarzem Matki Bożej. Niech mi Ojciec wierzy, że ze łzami w oczach patrzyłem na te niewinne dziatki i polecałem je opiece Najśw. Panny z Góry Karmel. Po Mszy św. miałem dłuższe przemówienie o obowiązkach brackich, o górze Karmelu, o św. Szymonie Stocku i jego życiu; w końcu opowiedziałem o pierwszym cudzie, a potem poświęciłem szkaplerze i nałożyłem je. W ubiegłą sobotę dostałem z Krakowa list polecony z obrazkami pamiątkowymi; przypuszczam, że przysłała mi je dobra ręka Ojca. Serdecznie dziękuję. Niech się Ojciec modli za mnie i za moje bractwo”.

W roku 1895, przed świętem Matki Bożej z Góry Karmel o. Rafał znów pisał do Bukaresztu i posłał kanonikowi Baud’owi szkaplerze i władzę nakładania ich wiernym. Dał mu też objaśnienia, jak doprowadzić do kanonicznej erekcji bractwa. W odpowiedzi kanonika z 2 sierpnia czytamy: „Piszę do P.O. Generała z prośbą, aby dał mi władzę zaprowadzenia bractwa w naszych parafiach. Piszę po włosku i proszę o to pozwolenie dla 14 parafii. Jestem pewien, że inni księża również zechcą zaprowadzić to nabożeństwo u siebie”.

Dnia 21 tego samego miesiąca proboszcz z Suliny ponownie pisał; przyjął do bractwa 24 osoby, między nimi jedną schizmatyczkę, która przeszła na katolicyzm, chcąc dostąpić szczęścia noszenia szkaplerza św. Nazywała się Elżbieta Mrak. Był to pierwszy owoc nowego bractwa, które w zamiarach o. Rafała miało być narzędziem zbawienia dla Rumunii. Matka Boża powiedziała papieżowi Janowi XXII[147], że chcąc mieć udział w przywilejach bractwa, jego członkowie powinni odmawiać Godziny kanoniczne i zachować czystość według swego stanu. Zwykli członkowie nie mogli odmawiać siedmiu Godzin kanonicznych, czyli Brewiarza, toteż nowe bractwo w Sulinie postanowiło zastąpić każdą godzinę jednym Ojcze nasz i jednym Zdrowaś Maryjo, czyli odmówić codziennie, łącząc się z duchowieństwem, 7 Ojcze nasz i 7 Zdrowaś Maryjo w intencji Kościoła św. Nawrócenie Elżbiety Mrak było pierwszą, ale nie ostatnią nagrodą ich gorliwego nabożeństwa.

Od ośmiu lat ojcowie jezuici z Polski prowadzili w Jassach seminarium[148]. Kościół parafialny nie należał do nich, słuchali w nim jednak spowiedzi i głosili kazania w trzech językach. Pomiędzy nimi był też o. Józef Wasilewski[149], siostrzeniec o. Wacława, którym się o. Rafał z wielką troskliwością opiekował na Syberii. O. Rafał przypuszczał, że może oczekiwać drobnych usług od człowieka, któremu kiedyś uratował życie. Napisał więc do niego w lipcu 1895 roku, mając nadzieję, że pod kierunkiem ojców jezuitów bractwo, a nawet i Trzeci Zakon Matki Bożej z Góry Karmel przyniosą w Rumunii obfite owoce. O. Wasilewski odpisał 5 lipca:

„Bardzo serdecznie dziękuję za list, którego się po tak długim milczeniu nie spodziewałem. Podyktowała go gorliwość o chwałę Najśw. Panny”. W dalszym ciągu listu pisał o Jassach, że mieszkańcy tego miasta w większości są prawosławnymi i żydami, obojętnymi na sprawy religijne; nieliczni katolicy nie mają stałego miejsca zamieszkania. Ojciec rektor Feliks Wierciński[150] dodał, że jedyny kościół katolicki w Jassach nie należy do nich. Szkaplerz św. mogą dać tym, którzy o to poproszą, nie mogą założyć bractwa ani też nim kierować. Przyjął już do Trzeciego Zakonu młodą osobę, bardzo pobożną, która przez cały miesiąc odprawiała ćwiczenia św. Ignacego i wolała wyrzec się małżeństwa niż poślubić schizmatyka, który nie chciał zgodzić się na warunki wymagane przez Kościół katolicki. W końcu lipca o. rektor udał się na wakacje razem z siedemnastoma seminarzystami do jednego ze swych współbraci, o. Andrzeja Czarnoty[151], proboszcza w Husi w Mołdawii. 16 lipca, w święto Matki Bożej Karmelitańskiej, dał szkaplerz 21 osobom; imiona ich posłał do Czernej, a dla o. Czarnoty prosił o władzę przyjmowania do bractwa. „Ludność tutejsza, pisał, nie wiedziała nawet, co to jest szkaplerz; daliśmy go tylko najpobożniejszym osobom. Ceremonia odbyła się z wielką uroczystością; radość ich nie miała granic, ponieważ – jak  mówią – «zawarli  przymierze z Matką Bożą».  Tych, którzy otrzymali szkaplerz, po ceremonii otoczył tłum gorliwych, którzy koniecznie chcieli się dowiedzieć, co to jest szkaplerz? Jest ich około 2 000 i o. Czarnota gorąco pragnie erygować przy swym kościele bractwo. Niech Wielebny Ojciec zechce wyświadczyć mu tę łaskę; katolików jest tu ponad 3 000, a nie ma żadnego bractwa”.

W liście z września podaje nowe nazwiska do wpisania do księgi brackiej, dziękuje o. Rafałowi za obrazki, szkaplerze i książkę. Gorliwość ojców jezuitów była miłą Bogu i liczba ich uczniów zwiększała się. O. Wasilewski był profesorem filozofii, pomagało im trzech teologów z Bukaresztu. W lutym 1896 roku o. Wierciński pisał do Czernej, że w Husi szkaplerz św. pod względem moralnym czyni cuda. Ludność została jakby przeistoczona: pijacy już nie piją, bluźniercy nie bluźnią, wszyscy mówią, że odkąd noszą szkaplerz św., zaszła w nich jakaś zmiana. Trochę później o. rektor prosił o władzę wpisywania do bractwa dla ks. Przerembel z Dunaburga [?] oraz dla ojców Szydłowskiego, Bondi i Lipskiego[152], misjonarzy w Rumunii, i dodaje: „Szkaplerz wywołuje cudowne skutki: poprawę obyczajów, uczęszczanie do sakramentów świętych”. O. Rafał okazywał swą wdzięczność ojcom, przychodząc im z materialną pomocą, gdyż lud katolicki jest tam bardzo biedny.

We wrześniu 1896 roku ks. proboszcz z Suliny pisał: „Odebrałem szkaplerze przez pośrednictwo ks. Doulcet’a, biskupa z Ruszczuka[153]; serdecznie dziękuję i całuję Ojcu ręce. O. Arndt[154], jezuita z Krakowa, przyjechał tu i miał dla nas nauki rekolekcyjne; wszyscy skorzystaliśmy z nich dużo. Oby Bóg dał, żebyśmy tego szczęścia mogli dostąpić każdego roku. Jesteśmy tutaj opuszczeni i jeżeli nie upadamy, to dzięki specjalnej łasce, udzielanej nam przez Boga dla zasług pobożnej osoby, która modli się za nas, tak jak Ojciec modli się za mnie”. Kilka miesięcy później, 7 lutego 1897 pisał: „Ojciec jest dobry i święty i cieszę się z wiadomości zawartej w liście, że Ojciec modli się za biednego o. Michała z Suliny. Niech Bóg zachowa Ojca jeszcze na długie lata dla dobra dusz. Gdy uda mi się nawrócić kogo, mówię sobie: Zawdzięczam to zasługom P.O. Rafała i jego pobożnym modlitwom. Jest nas niewielu w Sulinie i wśród tylu narodowości  trudno jest pracować. Mimo to posyłam Ojcu tym razem nazwiska trzydziestu osób, które prosiły o szkaplerz św., a między nimi są schizmatycy i protestanci. Ci ostatni należą do rodziny Schnell’ów, pochodzącej z Austrii. Czworo ich dzieci chodziło do naszej szkoły, jedna z córek była nawet ochrzczona przeze mnie. Najstarszy z nich jest pomocnikiem agenta na statkach angielskich i zarabia dużo pieniędzy, lecz chodząc z oficerami tych statków do kasyna, wszedł na złą drogę. Cała rodzina wstydziła się jego złego prowadzenia się, a matka płacząc przyszła mi się zwierzyć ze swego zmartwienia. Pocieszyłem ją, a chłopcu kazałem przyjść do siebie. Powiedział mi, że czuł nieprzeparty pociąg do złego i pytał się, co ma robić; uzbroiłem się w odwagę i poradziłem mu, żeby nosił szkaplerz, a on zgodził się na to chętnie. Pożyczyłem mu też książkę, którą mu poleciłem czytać. Dziś czuje się szczęśliwy, jest pobożny i niezachwiany w swych przekonaniach, a matka jego przyszła mi podziękować i przyniosła świece do kościoła. «Niech pani nie dziękuje mnie, powiedziałem jej, lecz Matce Bożej i o. Rafałowi z Czernej». Trzy z jej córek są już zapisane do bractwa Matki Bożej z Góry Karmel. W tych dniach dałem ślub dwóm osobom, które od dawna żyły w konkubinacie. Wszyscy, mężczyzna, kobieta i świadkowie byli u spowiedzi i otrzymali szkaplerz św.”.

Te dobre wiadomości napełniały radością serce naszego Ojca i pobudzały jego gorliwość. Od dwóch lat był już w kontakcie z rodziną Jelinek, konsula austriackiego w Rumunii, który mieszkał w Braile. Najstarsza córka konsula, panna Fanny, inteligentna i pobożna, w listach najchętniej podpisywała się: Dziecko Maryi lub sługa Najświętszego Serca. O. Rafał chętnie by ją widział w klasztorze, poświęconą na całkowitą służbę Bogu; użył ją przynajmniej do urzeczywistnienia swych planów. Zaproponował pannie Fanny, czy nie chciałaby mu pomóc w założeniu w Braile bractwa szkaplerznego i posłał jej potrzebne informacje z prośbą o doręczenie ich proboszczowi[155]. List został wysłany na początku lutego [1897], odpowiedź – po francusku – nadeszła z końcem marca: „Przewielebny Ojcze, po wszystkich dowodach dobroci, jakie odebrałam od Ojca, podziękowanie moje przychodzi zbyt późno. Przyczyną tego jest choroba mojej matki. Wymagała ona dużych starań, prócz tego musiałam ją zastępować w obowiązkach pani domu, dlatego nie mogłam do Ojca prędzej napisać. Dzięki świętym modlitwom Ojca, mama jest już prawie zupełnie zdrowa, nie wychodzi jednak jeszcze z domu. Ojciec mój mówi o Ojcu z wielką czcią i poleca siebie i całą naszą rodzinę świętym modlitwom Ojca;  ja specjalnie im się polecam. Spełniłam życzenie Ojca, oddając papiery tyczące się bractwa Szkaplerza św. Matki Bożej z Góry Karmel naszemu proboszczowi, ojcu Janowi Knossala, który napisał do Bukaresztu i niedawno otrzymał upoważnienie. My wszystkie jesteśmy już wpisane do tego pobożnego stowarzyszenia, prócz Lili, najmłodszej siostrzyczki, która jutro dostanie szkaplerz św. z kilkoma innymi w kapliczce Pań Angielskich”. List ten – podpisany: „Fanny Jelinek, Dziecko Maryi” – kończy się przypiskiem: „Księżna Moruzi także przesyła Ojcu wyrazy uszanowania”.

Proboszcz z Braiły w liście z 14 czerwca tegoż roku podziękował o. Rafałowi za jego list: „Posłałem Ojcu spis osób, które przyoblekły się w suknię Najśw. Panny. Wielebny Ojcze, jestem szczęśliwy, że mogłem założyć bractwo szkaplerza św. w mojej parafii w Braile i ufam, że nasza Matka Niebieska zleje wszystkie swe błogosławieństwa na swe dzieci. W dzień Wniebowstąpienia było u nas wielkie święto, a ks. Arcybiskup sam nakładał szkaplerz św. Arcybiskup obiecał mi, że podczas swej podróży pasterskiej po Dobrudży odwiedzi Braiłę, a ja wtedy poprosiłem go, żeby zechciał sam nałożyć szkaplerz św., na co on zgodził się. Uroczystość była wspaniała, a jego przemówienie o szkaplerzu prześliczne. Bardzo byłbym Ojcu wdzięczny, gdyby Ojciec mógł mi się wystarać o popularne książeczki o szkaplerzu św. w języku węgierskim. Proszę przyjąć wyrazy szacunku i wdzięczności".

Zakończymy słowami księżnej Moruzi, która była inicjatorką i narzędziem w rozszerzaniu czci Matki Bożej w Rumunii. „Pod względem moralnym, pisze, Rumunia stoi bardzo nisko. Społeczeństwo nie jest religijne, zachowuje tylko niektóre zewnętrzne formy. Religii nie rozumie, nie zna i, co gorsze, nie odczuwa jej potrzeby. Dzieją się tu krzyczące nadużycia, a ci, którzy je popełniają, nie rozumieją i nie wiedzą nawet, jak wielka jest ich wina. Ten, kto wie, co się tam dzieje, sam tylko ocenić może, jak miłą w oczach Boga musi być modlitwa o. Rafała, jeżeli mogła uprosić dla tego biednego kraju opiekę Maryi”.

 

 

 Rozdział VI

Trzeci Zakon

Początki III Zakonu na Wschodzie i na Zachodzie. Zaprowadzenie III Zakonu w Poznaniu i Krakowie. Księżna Marcelina Czartoryska. Ks. Golian, bp Janiszewski; o. Serapion, prowincjał, naznacza o. Rafała przełożonym III Zakonu. Nauka p.o. generała (Gotti). Zebrania. Kierownictwo o. Rafała. Cnoty pierwszych tercjarek. Trzeci Zakon w Czernej.

 

Celem życia zakonnego jest doprowadzenie duszy do doskonałej miłości Boga, zjednoczenie jej z Bogiem, jako źródłem jedynego, prawdziwego szczęścia, odrywając ją od dóbr ziemskich, niezdolnych uczynić człowieka szczęśliwym. Ten rodzaj życia zapoczątkowali mężczyźni ze św. Eliaszem, Elizeuszem, św. Janem Chrzcicielem, apostołami i mnichami na czele. Kobiety, pociągnięte pięknością i wyższością takiego życia, więcej anielskiego niż ludzkiego, naśladowały mężczyzn, żegnały świat i udawały się na samotnię klasztorną, ażeby tam życie całe poświęcić służbie Bożej. Osoby obojga płci, zatrzymane w świecie przez więzy rodzinne lub inne, które jednak pragnęły wieść życie doskonałe, w swoich domach, o ile tylko mogły, praktykowały ćwiczenia życia zakonnego. Stąd w rodzinach zakonnych powstały trzy gałęzie: zakon pierwszy – męski, drugi – żeński i trzeci, czyli tercjarski, obejmujący osoby świeckie, złączone z zakonem, ażeby mieć udział w jego dobrach duchowych i pracować z nim i pod jego kierownictwem nad szerzeniem chwały Bożej i zbawieniem dusz.

Od samych początków życia klasztornego, od czasów św. Elizeusza, tj. dziewięciuset lat przed Chrystusem, były już osoby świeckie, złączone z zakonem prorockim. Czytamy w czwartym rozdziale czwartej Księgi Królewskiej[156], że żona  jednego z proroków przyszła do św. Elizeusza prosić o pomoc. Józef Flawiusz[157]  pisze, że była to wdowa po proroku Abdiaszu, zarządcy króla Achaba, który podczas prześladowania Izebel ukrywał i żywił stu proroków. Św. Elizeusz dopomógł jej, spełniając wielki cud. Na początku ery chrześcijańskiej esseńczycy[158] dzielili się na dwa odłamy: jedni składali ślub dozgonnej czystości, drudzy żyli w małżeństwie, lecz zachowywali czystość według swego stanu, mieli „tę samą regułę, ten sam ubiór i to samo pożywienie” jak esseńczycy żyjący we wspólnocie[159]. Św. Tekla[160], kierowana przez św. Pawła, św. Ifigenia[161], córka króla etiopskiego, nawrócona przez apostoła św. Mateusza, cztery córki św. Filipa[162], św. Flawia Domicylla[163], św. Eufrozyna[164] itd. są wzorami, które tercjarki powinny naśladować. Św. Grzegorz z Nazjanzu[165] pisał w IV wieku: „Wszędzie, gdzie zbawienna nauka Jezusa Chrystusa była opowiadana, jest dużo kobiet, które żyją we wspólnotach, ożywione pragnieniem życia dla nieba; inne z poświęceniem pomagają niedołężnym rodzicom i mieszkają z braćmi, którzy są świadkami ich czystego życia”[166]. Gdy zakonnicy z góry Karmel osiedlili się na Zachodzie, widzimy bł. Agnieszkę[167], córkę króla czeskiego, bł. Joannę z Tolosy[168] i za ich przykładem wiele dusz szlachetnych, żyjących w świecie, oddających się modlitwie, pokucie i innym uczynkom pobożnym, o ile ich obowiązki rodzinne na to pozwalały. W XII i XIII wieku liczba braci i sióstr Trzeciego Zakonu nie była mniejsza niż zakonników i zakonnic. Trzeci Zakon Karmelitański był zatwierdzony przez papieży Mikołaja V[169] i Sykstusa IV[170], którzy nadali jego członkom te same łaski i przywileje, jakimi obdarzone są trzecie zakony św. Franciszka, św. Dominika i pustelników św. Augustyna. Bulla Sykstusa IV przyznaje im też wszystkie przywileje i wszystkie odpusty, które aż do tego czasu lub kiedykolwiek w przyszłości były lub będą  nadane karmelitom i karmelitankom. Nadaje ona również przełożonym zakonu władzę przyjmowania do Trzeciego Zakonu osób obojga płci, które posiadają wymagane przymioty, dawać im habit i zobowiązywać do zachowania Reguły Zakonu Karmelitańskiego, o ile w sumieniu stwierdzą, że będzie to pożyteczne dla ich zbawienia.

Przed zatwierdzeniem Trzeciego Zakonu przez papieża jak i potem tercjarze zachowywali Regułę karmelitów, przystosowaną przez kierowników duchowych do indywidualnych możliwości każdego z nich. Gdy jednak po reformie św. Teresy liczebność zarówno karmelitów bosych, jak i trzewiczkowych gwałtownie wzrosła we wszystkich krajach Europy i na misjach zagranicznych, wzrosła również liczba tercjarzy, dlatego przełożeni uznali za stosowne dać im jedną regułę, wzorowaną na Regule karmelitańskiej, którą można by praktykować w każdym stanie. Pierwsze wydanie tej reguły, opracowanej przez o. Stefana od św. Franciszka Ksawerego z klasztoru reformy tureńskiej[171], zatwierdził generał zakonu w roku 1671; wydano ją w Paryżu w roku następnym[172]. Reguła ta, uproszczona i udoskonalona przez o. Marka od Narodzenia NMP, również zakonnika reformy tureńskiej, została zatwierdzona w roku 1680. Ojcowie reformy tureńskiej rozpowszechnili ją we wszystkich prowincjach zakonu, zwłaszcza w Bretanii, Owernii, Prowansji, Belgii, Niemczech i nawet w Polsce, gdzie ich prowincja wielkopolska lub Najśw. Sakramentu była w kwitnącym stanie.

Karmelici bosi także opracowali regułę dla swoich tercjarzy, zgodną z duchem reformy św. Teresy. Pierwsze jej wydanie wyszło w Belgii, w Liège w roku 1699[173], drugie we Francji w roku 1708[174]. Ta sama reguła, kilkakrotnie dostosowywana do zmieniających się warunków życia, do dziś służy naszym tercjarzom. Dla Trzeciego Zakonu w Polsce i na Litwie wyszły dwa wydania tej reguły jeszcze przed reformą klasztoru w Czernej w roku 1880[175]. Potem ukazały się nowe wydania.

Gdy w.m. Jadwiga Wielhorska z pomocą biskupa Czackiego[176], swego krewnego, kardynała Ledóchowskiego[177] i papieża Piusa IX z karmelitankami z Belgii założyła klasztor w Poznaniu[178], p.o. Andrzej od św. Romualda, spowiednik zgromadzenia, zapoznał z naszym Trzecim Zakonem przyjaciół tego Karmelu i dał święty habit tercjarski kilku kapłanom, znanym z pobożności i gorliwości o chwałę Bożą. Gdy p.m. Maria Ksawera została przyjęta do tego zgromadzenia (1873) i otrzymała habit karmelitański (19 marca 1874), księżna Marcelina z Radziwiłłów Czartoryska zainteresowała się naszym zakonem i chciała poświęcić się służbie Bożej. Dowiedziała się wtedy o Trzecim Zakonie i postanowiła zostać tercjarką karmelitańską. Została przyjęta w Krakowie, gdzie schroniło się zgromadzenie poznańskie, uciekając przed prześladowaniem. Ceremonii obłóczyn dopełnił w.o. Andrzej. Księżna była pierwszą tercjarką przyjętą w Krakowie [w klasztorze łobzowskim]. Przyczyniła się bardzo do rozpowszechnienia Trzeciego Zakonu i pociągnęła za sobą wiele osób z najlepszych rodzin. Ona też postarała się o to, że zebrania tercjarskie odbywały się regularnie w pierwszy piątek każdego miesiąca w kaplicy karmelitanek. Z początku nauki miał ks. Golian[179], kanonik krakowski, potem ks. Janiszewski, biskup koadiutor wygnany z Poznania, którego przyjął do Trzeciego Zakonu o. Bertold, przeor z Czernej, w końcu ks. [Władysław] Kociałkowski, kapelan klasztoru na Łobzowie, także tercjarz. Młody ten ksiądz odznaczał się  pobożnością i wymową; był, jak mówiono, jedną z pereł diecezji poznańskiej, dlatego i on został wydalony z Prus w czasie Kulturkampfu.

Gdy o. Rafał przyjął w Czernej święcenia kapłańskie, o. prowincjał Serapion zlecił mu kierownictwo Trzeciego Zakonu. Karmelitanki, które słuchały jego nauk w pierwsze piątki, tak je oceniły: „O. Rafał mówił krótko, lecz to, co powiedział, było bardzo praktyczne i pełne namaszczenia i zwracało te panie ku życiu wewnętrznemu, jak nam same to mówiły”.

W Trzecim Zakonie było wtedy kilka osób, prowadzących życie prawdziwie  budujące. Nikt nie mógł być przyjęty bez zgody księżnej Marceliny, która była uważana za przełożoną, choć pokora nie pozwalała jej przyjąć tego obowiązku. Nie wszystkie tercjarki należały do wyższego towarzystwa krakowskiego; księżna zwracała uwagę tylko na cnotę, stosując się do ducha reguły, która pozwalała na przyjmowanie osób wszelkich stanów, byle tylko były ożywione szczerym pragnieniem prowadzenia życia doskonalszego i budowały bliźnich prawdziwą czcią Boga i Matki Najświętszej.

Gdy generał o. Hieronim Maria od Niepokalanego Poczęcia pierwszy raz wizytował Karmel polski, o. Rafał prosił go o radę odnośnie do sposobu kierowania Trzecim Zakonem, w odpowiedzi otrzymał list, datowany w Linzu 27 września 1885 roku:

„Co się tyczy nauk dla tercjarek, to radzę Ojcu, żeby były jak najprostsze. Gdyby Trzeci Zakon miał swoją kaplicę, to byłaby inna sprawa, lecz ponieważ zbieracie się w kaplicy sióstr, życzę sobie, żeby nauki były budujące, proste i żeby nie wprowadzały żadnej zmiany w zajęciach zgromadzenia. Myślę, że nie należy wystawiać Najświętszego Sakramentu in pyxide [w puszce], chyba od czasu do czasu, jeżeli zebranie odbywać się będzie w dzień świąteczny. W zasadzie mógłby Ojciec wystawić relikwię Matki Bożej, po nauce naznaczyć cnotę na następny miesiąc, odmówić różaniec i litanię do Matki Bożej, pobłogosławić relikwią świętą i podać ją tercjarkom do ucałowania”[180].

„Tercjarki, czytamy w relacji z klasztoru łobzowskiego, oddały się całym sercem pod kierownictwo o. Rafała, którego uważały za świętego. Wszystkie spowiadały się u niego lub zdawały mu sprawę ze stanu swojej duszy. On dawał habit postulantkom i profeskom; kaplica wtedy była oświetlona jasno, tercjarki gromadziły się, a Ojciec za każdym razem przemawiał do nich w budujących słowach. Następne zdarzenie pozwoli nam poznać, jak dobry ten Ojciec starał się, ażeby tercjarki miały czasem jakąś duchową pociechę. Gdy przyjeżdżali do nas nasz o. generał Gotti i nasz o. Bernardyn[181], gromadził tercjarki w kaplicy i kazał im odnowić śluby przed ojcami generałami; inne dostały od ojców habit lub złożyły na ich ręce profesję. Jak bardzo tercjarki szanowały o. Rafała, świadczy następujący fakt: Jedna z nich dostała list od Ojca i przechowywała go jak relikwię. Gdy ciężko zachorowała, przysłała nam go, prosząc, byśmy go zachowały «jak relikwię po Ojcu»”[182].

Był on dla wszystkich tercjarek prawdziwym ojcem; kochał je, starał się, aby poznały swe obowiązki, usiłował natchnąć je prawdziwym duchem św. Teresy, duchem modlitwy i poświęcenia. Uczył je, jak mają uświęcać swe czynności i cierpienia przez ofiarowanie ich Bogu na większą Jego chwałę i dla zbawienia dusz; zachęcał te, które żyły w dostatkach, do praktykowania uczynków miłosierdzia i często wskazywał im biednych, którym mogły i powinny były pomóc. Relacja klasztoru łobzowskiego opowiada młodej Rosjance, która wyrzekła się schizmy i wskutek tego musiała iść na wygnanie. Żyła w Krakowie z pracy rąk i była w wielkiej potrzebie. O. Rafał, dowiedziawszy się o tym, polecił ją tercjarkom i w ten sposób zapobiegł jej biedzie[183].

Założycielka Trzeciego Zakonu, księżna Marcelina, przykładem swym potwierdzała nauki ojca Dyrektora, a przyszłe tercjarki z pewnością będą nam wdzięczne, gdy im przypomnimy tutaj księżnę, godną córkę św. Teresy i jedną z największych ozdób rodów Radziwiłłów i Czartoryskich. Wyżej mówiliśmy już o Czartoryskich. Radziwiłłowie sławni byli na Litwie w XV wieku i w tym czasie   dostali tytuł książęcy od cesarza. Księżna Marcelina była córką księcia Michała[184], pułkownika armii Napoleona I. Urodziła się w roku 1817. W młodym wieku straciła matkę i była wychowywana przez babkę, która mieszkała w Wiedniu. Zamiłowanie do muzyki było w tej rodzinie dziedziczne. Młoda księżniczka uczyła się gry na fortepianie u Chopina, swego rodaka, i tyle skorzystała z tej nauki, że później zbierała oklaski na salonach Wiednia, Paryża, Londynu i Krakowa. Gounod[185] kilkakrotnie zasięgał jej rady pisząc muzykę do Fausta, a Liszt[186] z przyjemnością słuchał jej gry.

W roku 1840 poślubiła księcia Aleksandra Czartoryskiego[187], bratanka księcia Adama, który ją kochał jak ojciec, księżna ze swej strony czuła się szczęśliwa, że mogła go mieć za opiekuna i przewodnika przez te 18 lat, które spędziła w Paryżu. Dom jej był otwarty dla wszystkich, co kochali Polskę, literaturę i sztukę; do liczby jej gości zaliczali się, oprócz artystów wyżej wymienionych, Montalembert[188], Berger, Villemain, o. Gratry[189], Horace Vernet[190], Ingres[191], Jules Janin[192], Dudley Stuart, Klaczko[193], Kalinka, Krasiński[194], Maurice Mann, Kwiatkowski[195], Matejko[196] itd.; wszyscy oni byli oczarowani niezwykłą kulturą i uprzejmością księżnej.

Główną cechą charakteru księżnej była dobroć i śmiało można powiedzieć, że całe jej życie było poświęcone uczynkom miłosierdzia. Chęć niesienia pomocy emigrantom polskim zatrzymywała ją w Wiedniu, Paryżu, Londynie, a resztę życia, spędzonego w Woli Justowskiej w Krakowie, poświęciła wspieraniu ubogich. Jeżeli grała na koncercie, to jedynie dlatego, aby przyjść z pomocą rodakom, skazanym na wygnanie za przywiązanie do religii i do ojczyzny. W Wiedniu wspierała młodych Polaków, którzy uczęszczali tam do szkół; w Paryżu odwiedzała weteranów z 1831 roku i opiekowała się biednymi z taką macierzyńską troskliwością, że nazywano ją  „Księżną matką”, „naszą Księżną”. Pewnego dnia musiała powiedzieć w szpitalu swoje nazwisko. Jeden z chorych, widząc ją tak skromnie ubraną, rzekł szorstko: „Pani ma być «naszą Księżną? ». Pani nie zasługuje nawet na to, żeby być jej służącą”. Księżna nie pogniewała się na niego za to powiedzenie i odwiedzała go w dalszym ciągu.

W roku 1867 wróciła do Krakowa, aby spędzić tam resztę życia. W tym właśnie czasie jej krewna, księżna Maria, wdowa po księciu Witoldzie Czartoryskim, wstąpiła do Karmelu w Poznaniu i otrzymała imię siostra Maria Ksawera od Jezusa. Heroiczny ten czyn, pełen zaparcia się siebie i miłości ku Bogu i ludziom, wzruszył głęboko szlachetne serce księżnej Marceliny. Chętnie poszłaby w ślady swej kuzynki, lecz więzy rodzinne zatrzymały ją w świecie i wtedy to została przyjęta do Trzeciego Zakonu. Otworzyło się przed nią nowe pole pracy. Blisko dwadzieścia lat prowadziła, zachęcając swym przykładem, po drogach doskonałości chrześcijańskiej i zakonnej grono osób wybranych, których życie całe było poświęcone służbie Bogu, Matce Bożej z Góry Karmel i ludziom. Dla jej gorliwości nie wystarczał jednak Trzeci Zakon; całym swym wpływem poparła reformę klasztoru w Czernej. „A jak ona się do reformy Czerny przyczyniła, to tylko Bogu wiadomo. Jak do naszych ojców generałów jeździła, wstawiała się za nami, pisze w.m. Maria Ksawera. Spokoju nie dawała, a sobie nigdy nic przyznać nie chciała, tylko pod płaszczykiem Karmelu wszystkie swoje dobre uczynki chowała”[197].

Wierne wypełnianie obowiązków chrześcijańskich i tercjarki karmelitańskiej nie przeszkadzało jej w dziełach miłosierdzia i w obowiązkach towarzyskich. Jeden z jej gości[198] z ostatnich lat z podziwem opowiadał o jej przywiązaniu do ojczyzny i interesowaniu się wszystkim, co mogło przyczynić się dla dobra rodaków. W Woli Justowskiej i w domu przy ul. Basztowej 10 studenci i młodzi artyści byli zawsze mile widziani. Gdy który z nich zachorował, odwiedzała go; gdy wyjechał, pisywała do niego dla dodania mu odwagi i udzielenia pomocy. W Krakowie, tak samo jak w Paryżu, dom jej był otwarty dla wszystkich, którzy uprawiali sztuki piękne albo oddawali się wspomaganiu biednych. Miała dla wszystkich słowa zachęty i nie zaniedbywała niczego, co mogłoby innym sprawić przyjemność. „Drżałem ze wzruszenia, pisze jeden z nich, gdy ta, godna swego mistrza uczennica Chopina, grała jego siódme preludium i poloneza o wzięciu Warszawy”. W Krakowie żyła skromnie, prawie biednie: tyle było biedy do wspierania. W szpitalu św. Ludwika[199], który jej zawdzięcza swe istnienie, sama usługiwała biednym, brała udział w pracach Towarzystwa św. Wincentego à Paulo, w salach zajęć św. Jadwigi[200], w pracach sióstr miłosierdzia [szarytek] na Kazimierzu, gdzie odwiedzała biednych po domach, niosąc im, razem z pomocą materialną, słowa zachęty i pociechy. Wszystko to robiła bez rozgłosu; była skromna, miła, pokorna i nie lubiła pochwał. Jedna z jej znajomych powiedziała raz w jej obecności: „Co się stanie z nami, gdy nam Księżnej zabraknie?” Nie podobało jej się to i odparła sucho: „Znajdą się zawsze dusze szlachetne, które będą wspierać ubogich i bronić ich”. Otrzymywała dużo listów od osób z wyższego towarzystwa, lecz ponieważ było w nich dużo pochwał dla niej, paliła je.

W ostatni dzień maja 1894 roku, w wigilię święta Serca Jezusowego, siostra Maria od Serca Jezusowego, księżna Marcelina, mająca wtedy 77 lat, napisała do karmelitanek na Łobzowie, że czuje się zmęczona i nie przyjdzie na zebranie nazajutrz, i prosi o modlitwę. O czwartej rano dostała ataku apopleksji, a pięć dni później dusza jej poszła po koronę sprawiedliwości, które przygotowało jej w niebie jej miłosierdzie. Jej spowiednik, o. Marszałkiewicz[201], zmartwychwstaniec, przyszedł udzielić jej ostatnich sakramentów świętych. Cały Kraków był poruszony, a szczególniej biedni i ich opiekunowie. Księżna przewodniczyła wszystkim zebraniom charytatywnym u sióstr szarytek, toteż gdy się dowiedziały o jej chorobie, telegraficznie prosiły o. generała o pozwolenie pielęgnowania swojej dobrodziejki. Karmelitanki, nie mogąc jej odwiedzić, przysłały relikwię św. Teresy, którą ucałowała z radością, mówiąc: „Śmiało mogę iść w drogę, mając z jednej strony św. Teresę, a z drugiej św. Wincentego à Paulo”[202]. Jej syn, książę Marceli, był przy niej z żoną, księżną Zuzanną[203]. Głęboko wzruszona, błogosławiła ich po raz ostatni i oznajmiła ostatnią swą wolę: na pogrzebie nie ma być żadnych przemówień ani w kościele, ani na cmentarzu; ciało ma być pochowane na cmentarzu w Krakowie, a nie w grobowcu rodzinnym w Sieniawie. Umarła w następny wtorek o godz. 9.00 wieczorem. Książę Marceli kazał zawiadomić o jej śmierci karmelitanki na Łobzowie, które właśnie zgromadziły się w chórze zakonnym na jutrznię i prosił je o habit karmelitański dla matki. Tercjarka nie może go nosić za życia, lecz może być w nim pochowana. „Czas” pisał 7 czerwca: „Śmiertelne szczątki księżnej Marceliny Czartoryskiej wystawione są w  jej domu przy ul. Basztowej nr 10. Dużo osób wszystkich stanów widzi się przy trumnie, szczególniej biedni głośno wyrażają boleść, jaką sprawia im śmierć tej opiekunki nieszczęśliwych  i sierot. Ciało Księżnej, która należała do Trzeciego Zakonu Karmelitańskiego, ubrane jest w habit córek św. Teresy i spoczywa na skromnym katafalku”. „Płacz, biednych szczególnie, których umiała wspierać tak bardzo delikatnym sposobem! Dopiero teraz widzi się, jakie było wielkie koło jej dobroczynności. Książę Marceli mówi: Jakiś uczeń medycyny bardzo smutny przychodzi i stoi przy wystawionej trumnie. Czy Pan moją  matkę znał? Jakżeż nie znałem, mówi, to ona mnie w tyfusie odwiedzała i ratowała! Jakaś babka zatrzymuje [się] i szlocha: Ona była moją pociechą i podporą. Przed śmiercią nazbierała 3 000 florenów dla nieuleczalnych. W krakowskim ogrodzie jakąś tam fetę ułożyła, a o sobie jak mówiła, z jaką to pokorą prawdziwą”[204].

Nabożeństwo żałobne odbyło się w piątek 8 czerwca w kościele Panny Maryi „w skupieniu i smutku”; nie było żadnej mowy. Zarząd szpitala św. Ludwika tyle uzyskał, że orszak pogrzebowy zatrzymał się na chwilę przed szpitalem, żeby chorzy mogli oddać ostatni hołd swej dobrodziejce.

Księżna Marcelina, jako prezydentka Trzeciego Zakonu, jak już wyżej wspomnieliśmy, przy przyjmowaniu postulantek nie zwracała uwagi na majątek, lecz na cnotę kandydatki. Mamy tego przykład w „Annales du Carmel[205]” i nie możemy tego puścić w niepamięć. Pewna osoba przyszła do klasztoru na Łobzowie i prosiła o przyjęcie jej do zgromadzenia. Miała czterdzieści lat i nie cieszyła się dobrym zdrowiem. Odpowiedziano jej, że reguła Karmelu byłaby dla niej zbyt surowa, lecz może być przyjętą do Trzeciego Zakonu. Propozycję tę przyjęła z radością. Była bardzo biedna, lecz z całym poświęceniem spełniała uczynki miłosierdzia względem ubogich i chorych, a to dla księżnej Marceliny było najlepszą rekomendacją. Została przyjęta do Trzeciego Zakonu. Stała się błogosławieństwem dla Karmelu w Polsce, który dokonał tak trudnego dzieła, jak reforma w Czernej.

Nowa tercjarka „Całe mienie swoje nosiła przy sobie. Największy pociąg miała do pielęgnowania chorych, czy to biednych, czy bogatych, w miarę jak jej gorliwość znajdowała obszerniejsze pole między jednymi i drugimi. Wolała jednak pilnować biednych, bo im częściej brak pomocy. Nie tylko nic od biednych nie brała, ale nawet żebrała dla nich; a kiedy bogatsi dawali jej coś od siebie na jej osobiste potrzeby, spieszyła się dzielić z biednymi. Niepodobna opisać jak czułą miłość bliźniego, jaką delikatność starań rozwijała względem chorych bez wyjątku. Mówiła o nich z miłością matki, dbając przede wszystkim o zbawienie ich duszy. Nigdy nie znużona, nigdy nie zmęczona usługami, niekiedy tak przykrymi, była zawsze skłonną do tłumaczenia ich błędów. Chorzy zastępowali jej w konieczności Mszę św., Najświętszy Sakrament, Komunię św. i wszystkie praktyki dla duszy pobożnej tak drogie i pożądane. Nie wahała się ani chwili zostawić wszystko i spieszyć za cierpiącymi członkami Kościoła Chrystusowego. Jedyną myślą, która ją zajmowała, a którą słowami wypowiadała, było: «Ach! gdybym mogła dostać się do jakiej wioski, aby pielęgnować biednych wieśniaków, którzy są tak opuszczeni«. – Pewien młody pan, mieszkający w Polsce zostającej pod zaborem rosyjskim, gdzie lud jest bardzo nieszczęśliwy, dowiedział się o tym pragnieniu tercjarki. Sam zaś pan Karol Brzozowski od dawna szukał osoby, zdolnej do kierowania dość znacznym szpitalem, zbudowanym przez jego śp. matkę, gdzie chorzy nie mogli być przyjmowani, gdyż brakło osoby do ich pilnowania i obsługi. Wiadomo wszystkim, że zakonnice, które w innych krajach podejmują się tej obsługi, nie są cierpiane w tej części naszej biednej rozdzielonej ojczyzny.

Z uniesieniem radości nasza pobożna siostra przyjęła propozycję poświęcenia się temu. Na próżno przedstawiałyśmy jej, że kościoły i księża rzadko dają się spotykać w tym kraju, że będzie często pozbawioną pociech duchowych, a nawet najpotrzebniejszej pomocy religijnej. Nic jej nie odwiodło od jej postanowienia. Mieć chorych, pielęgnować ich wystarczało tej szlachetnej duszy.

Z powodu nagłego odjazdu nasz ojciec Jenerał pozwolił nam przyspieszyć profesję i siostra Anna Teresa, która już nosiła pierwsze imię (nazywała się Anna Szpakowska[206]), wyjechała w jesieni 1881 roku na Podole rosyjskie.

Nie domyślając się wielkości jej zasług, miałyśmy głębokie przekonanie, że zakon nasz zdobył sobie w niej jedną świątobliwą duszę więcej. Nadzieje nasze spełniły się, a nawet przewyższyły oczekiwania. Nowa nasza siostra, nadzorczyni szpitala, wzięła się do dzieła z gorliwością prawdziwie bohaterską. Zaraz prawie po objęciu obowiązków dostała pod straż swojej pieczołowitości wielką ilość chorych, z których wielu było dotkniętych wrzodami wstrętnymi, a z braku starań wrzody te zdawały się nieuleczalne, wkrótce dzięki staraniom inaczej wyglądały. Wielka była wdzięczność tych nieszczęśliwych, a także ich pobożnego młodego pana, który przezwyciężał wstręt w sobie, aby być obecnym przy opatrywaniu ran i nie mógł dość nauwielbiać tak wielkiej miłości bliźniego, podczas gdy siostra nasza w listach swoich do nas pisanych nie mogła znaleźć wyrazów szacunku dla cnót szlachetnej rodziny, w pośród której Bóg ją umieścił.

Sama jedna przez 30 miesięcy wystarczała potrzebom w usługach szpitalnych. W czasie zeszłorocznych świąt Bożego Narodzenia miała osiemnastu ciężko chorych. «Módlcie się za mną, pisała, gdyż taka praca byłaby nad siły najzdrowszej osoby. Czuję się tak osłabioną, że życie moje podtrzymuje tylko widoczna łaska i pomoc Boga». Do ostatecznego wyniszczenia sił własnych nie przestała chodzić od jednego łóżka do drugiego i dopełniać miary zasług swoich ofiarą zupełną z siebie. Umarła, położywszy się do łóżka na półtory godziny przed śmiercią.

Siostra Anna Teresa nie mogła mieć łaski przyjęcia sakramentów świętych, gdyż w tym kraju, wydanym na pastwę schizmy wrogiej dla katolicyzmu Rosji, trzeba czekać niekiedy długo, zanim kapłan przyjedzie. Ale czyż ona tysiąc razy za ten jeden raz nie przyjmowała Jezusa, pielęgnując Go w osobie biednych? A Jezus, który przyjmuje jakby uczynione Jego przenajświętszej Osobie to, co się czyni dla najmniejszego z Jego braci, czyżby odmówił daru z samego Siebie jako nagrodę natychmiastową życia wiecznego tej bohaterce miłosierdzia chrześcijańskiego i miłości bliźniego? Odrzucamy tę myśl, gdyż wyobrażamy sobie miłość Boga ku człowiekowi zupełnie inną, jak miłość człowieka ku Bogu. Cokolwiek bądź, błogosławieństwo chorych i płacz szlachetnej rodziny, która znalazła w naszej siostrze godne narzędzie swojej chrześcijańskiej dobroczynności, w końcu głos ogólny był dla niej w dzień pogrzebu prawdziwym tryumfem. Uznanie zresztą ogólne znalazło wyraz w liście własnoręcznym pana Karola Brzozowskiego, z którego podajemy tu wyjątek: «Dnia 31 grudnia 1882 roku odbył się u nas pogrzeb zacnej i cnotliwej panny Szpakowskiej. Niepodobna mi wypowiedzieć naszej boleści i naszego żalu. Zeszła z tego świata po półtoragodzinnym cierpieniu, usługując do ostatniej chwili biednym chorym, pomimo silnych cierpień, jakimi sama była dotknięta, nie żaląc się nigdy. Była to osoba święta i z trudnością znajdziemy drugą, tak godną czci i szacunku. Niepodobna mi wypowiedzieć całego zaparcia się samej siebie. Żyje ona w pamięci naszej. (...) Opłakujemy ją tak, jakbyśmy opłakiwali kogoś najbliższego i najdroższego nam». (...) Dodam jeszcze tylko kilka słów do tego opowiadania (...) Kiedy była jeszcze w Krakowie, w klasztorze panien Karmelitanek na Łobzowie, była obdarzona łaskami, które nam opowiadała z zadziwiającą prostotą, a do których, wyznajemy, nie przywiązywałyśmy wagi. W ostatnich czasach jej obcowanie z Panem naszym i świętymi było ciągłe (...) W Krakowie jej kierownikiem duchownym przez 13 lat był ksiądz Dunajewski, potem nasz najdostojniejszy biskup. (...) Szczęśliwe tercjarki, które pójdą w jej ślady. Szczęśliwe będziemy i my, jeżeli w naszym zamknieniu zdobędziemy się na podobne zaparcie samych siebie dla służby Boga i bliźnich![207]

Jedna z tercjarek polskich spoczywa więc na cmentarzu na Podolu. Czy księżna Moruzi, pochodząca z tych samych stron, wiedziała o tym? Czy czytała życiorys tej siostry, wydany po francusku, a potem po polsku w roku 1883 w czasie, gdy o. Rafał był pierwszy raz przeorem i prawdopodobnie na jego polecenie. Byłoby dziwnym, gdyby jej kierownik duchowy nie udostępnił jej tego życiorysu. W każdym razie nie mogła nie znać dobroczynnego wpływu Trzeciego Zakonu w Krakowie, a szczególnie jego założycielki, księżnej Marceliny, i postanowiła iść w jej ślady. Razem z inną jaszcze penitentką o. Rafała, za pozwoleniem i zachętą swego spowiednika, założyła Trzeci Zakon w Czernej. Dużo młodych osób z Czernej, z Nowej Góry i z sąsiednich parafii, urabianych w pobożności przez naszych ojców, prosiły usilnie o suknię Trzeciego Zakonu i otrzymały ją. Przełożeni generalni przejrzeli właśnie i poprawili regułę. Wydano ją po polsku[208] i liczba postulantek ciągle rosła. Wiele osób z tych części Polski, które należały do Niemiec i do Rosji, szczególnie z Górnego Śląska i z okolic Sosnowca przyjeżdżało kilka razy w roku do naszego kościoła dla odbycia spowiedzi. Najgorliwsze z nich, a było ich sporo, prosiły także o przyjęcie do Trzeciego Zakonu. Był to zastęp dusz szlachetnych i oddanych, które ojcowie prowadzili drogą doskonałości i którym usiłowali wpoić ducha pokuty, modlitwy i gorliwości świętej Reformatorki Karmelu. Rozproszone w rodzinach, fabrykach i kopalniach przez swe modlitwy i swą skromność, w razie potrzeby, przez dobrą radę tercjarki karmelitańskie czyniły dobrze osobom ze swego otoczenia, a gdy wracały do Czernej, nie przychodziły same: towarzyszyły im osoby różnego wieku i różnych stanów. Jedne chciały uwolnić się u kratek konfesjonału z ciężaru długich lat spędzonych z dala od Boga i wśród grzechu, inne chciały nauczyć się, jak prowadzić życie doskonałe. Pewna miła dziewczyna mówiła nam o jednej z tych tercjarek, która pracowała z nią w fabryce: „Za każdym razem, gdy ją widzę, odczuwam pragnienie żyć tak jak ona”. I rzeczywiście poszła w jej ślady i nawet uczyniła coś więcej: po kilku latach przykładnego życia w Trzecim Zakonie pożegnała świat, aby się poświęcić Bogu w zgromadzeniu zakonnym. Chętnie zniosłaby wszystkie męki, aby zbawić swe siostry, które żyły z dala od Boga. Inna także wstąpiła do klasztoru, pociągnąwszy przedtem do Trzeciego Zakonu ojca, matkę i trzy siostry. Inne długie noce spędzały u łóżka chorych albo poświęcały życie wychowywaniu małych dzieci, których  rodzice pracowali w fabrykach lub kopalniach. Jeszcze inne prowadziły sale zajęć, gdzie dzieci z dala od wszelkiego niebezpieczeństwa uczą się pracować i służyć Bogu.

Aby Trzeciemu Zakonowi zapewnić jednolite kierownictwo, klasztor w Czernej wydał po polsku podręcznik używany w Austrii i w Bawarii z dodatkiem, mogącym tercjarki natchnąć szacunkiem dla ich świętego stanu i pomóc im w doskonałym pełnieniu dzieła, jakie Bóg im powierzył. Niech korzystają z tej pracy dla uświęcenia własnego i swych bliźnich[209].

 

 

Rozdział VII

Założenie klasztoru w Wadowicach (1892)

Kapituła w roku 1891. O. Kazimierz, przeor w Czernej, i o. Rafał przygotowują założenie klasztoru w Wadowicach. P. o. generał i o. Rafał wizytują klasztory karmelitanek w Krakowie, Przemyślu i Lwowie. Reforma klasztoru w Wieliczce. Wizytacja klasztoru w Czernej; decyzja o założeniu klasztoru w Wadowicach. Wadowice i doktor Wadowita. Założenie. Praca w Czernej. P.o. Bonawentura, prowincjał, z o. Rafałem wizytują klasztory karmelitanek. 1 sierpnia 1892 roku o. Rafał i o. Bartłomiej wyjeżdżają do Wadowic. Otwarcie Alumnatu. Poświęcenie nowej kaplicy. Nasz o. generał mianowany przez Leona XIII arcybiskupem tytularnym Petry i wysłany jako internuncjusz do Brazylii. Pierwsze prace w Wadowicach.

 

Długie  przesiadywanie w konfesjonale w zimnym i wilgotnym kościele w Czernej, rozliczne i nieustanne zajęcia, jakich wymagała administracja dóbr klasztornych i kierownictwo duchowe własnego zgromadzenia i czterech klasztorów sióstr karmelitanek, męcząca podróż po Galicji wschodniej – wyczerpały siły o. Rafała. 25 marca 1891 roku pisał do swego brata Aleksandra: „U nas po dawnemu, tylko ja jeden ku starości się pochyliłem i nie starczy mi już sił, szczególnie do pracy w konfesjonale dla wiernych. Oby przynajmniej Bóg raczył pobłogosławić dawnej pracy i aby zastępcy dalej ku dobru dusz te ostatnie kierować mogli. (...) Ja w połowie kwietnia już kończę moje triennium przeorstwa; czy zostawią mię na Czernie, nie wiem. – Ze zdrowiem mi bardzo licho, katary żołądkowe, płucne, ciągle jakby w influency”[210].

Kapituła prowincjalna pozostawiła go w Czernej, lecz skazała na zupełny wypoczynek i nie powierzyła mu żadnego urzędu. Jego misja jednak nie była jeszcze zakończona i przełożeni wkrótce powierzą mu zadanie, które zadecyduje o przyszłości Karmelu w Polsce.

Przeorem w Czernej został w.o. Kazimierz od Niepokalanego Poczęcia. Wiedział on, że pierwszym jego staraniem powinno być wzmocnienie sił o. Rafała, aby nam zachować tego świętego zakonnika. Zobowiązał go do wypoczynku, jakiego potrzebował, i powierzył  mu urząd ekonoma, który go zmuszał do odbywania licznych spacerów przez pola i lasy Czernej, Żbiku, Siedlca, Dębnika i Paczółtowic – własności klasztoru. O. Kazimierz, który po raz pierwszy był przeorem, potrzebował więc roztropnego doradcy, jakim był o. Rafał, w trudnej i skomplikowanej administracji dóbr klasztornych. Karmelitanki także w dalszym ciągu zwracały się do niego w swych wątpliwościach i zmartwieniach, a on nigdy nie odmówił im rady, pociechy i zachęty, jakich potrzebowały. Przy każdej sposobności przypominał im o obowiązku ciągłej modlitwy w intencjach Kościoła, zgodnie z wolą św. Teresy. 13 maja pisał do matki przeoryszy w Przemyślu: „Zaledwie przed 10-ciu dniami wróciliśmy na Czernę. (...) Zwiedziliśmy Cieszyn. Jeżeli nie może wasze kółko zakonne ruszyć się z Przemyśla, to chociaż modlitwą niech Przewielebna Matka ze swymi dziećmi wyprasza błogosławieństwo Boskie dla pracowników w tej zaniedbanej winnicy Pańskiej”[211].

Odwiedziny Cieszyna wiązały się z zamiarem nowej fundacji, której karmelici z Czernej od dawna pragnęli, a która nareszcie miała dojść do skutku. W lipcu matka przeorysza z Przemyśla prosiła o. Rafała, aby przybył w sprawie nie cierpiącej zwłoki. Odpowiedział jej po francusku w kilku słowach, z których przebija cała jego pokora, ufność w Bogu i delikatność: „Mocno wątpię, czy jest wykonalny przyjazd do Przemyśla przed przybyciem N.O. Generała. Radzę nie pisać nic i czekać na wizytę, oddając się Opatrzności Bożej. – N.O. Generał, według telegramu otrzymanego przedwczoraj wieczór, powinien przyjechać do Wiednia w najbliższą środę, to znaczy pojutrze. Nie znam programu naszego drogiego Ojca. Prawdopodobnie nasz Ojciec rozpocznie od klasztorów naszych sióstr; łaska Boża będzie działać więcej przez niego niż przeze mnie”[212].

Ojciec generał znał dobrze o. Rafała od czasu swej bytności w Polsce w roku 1885. Teraz również uczynił go swoim tłumaczem i cały sierpień spędzili razem w Krakowie, Przemyślu i Lwowie. W tym ostatnim mieście nasz o. generał pozostał dłużej dla załatwienia pewnych spraw, które mu polecił papież Leon XIII i dla przeprowadzenia reformy zgromadzenia karmelitanek, które przybyły tam z Wieliczki w 1889 roku. Matka Maria Anioł, która założyła ten klasztor pod jurysdykcją biskupa[213], nie stanęła na wysokości zadania i Bóg nie błogosławił jej pracy. Od trzech lat, kiedy karmelitanki z Wieliczki przeniosły się do Lwowa, żadna z nowicjuszek nie złożyła profesji. W roku 1891, w chwili wizytacji kanonicznej, zgromadzenie liczyło tylko trzy zakonnice[214], te, które przybyły z Wieliczki, i cztery nowicjuszki. W katalogu z roku 1892 nie ma już nazwisk dwóch najstarszych sióstr ani nazwisk trzech nowicjuszek; opuściły one zakon. Zastąpiono je prawdziwymi karmelitankami z Krakowa[215] i z Niemiec[216], na czele z zasłużoną m. Franciszką Teresą od św. Józefa[217], siostrą założycielki klasztoru w Przemyślu, m. Anny od Jezusa. Po wizytacji kanonicznej o. generał dał habit dwóm nowicjuszkom. Gdy nadeszła chwila obłóczyn, kaplica pełna była ludzi, lecz kaznodzieja nie przyszedł; czekano jakiś czas, lecz na próżno; wtedy o. generał skinął na o. Rafała, żeby wszedł na ambonę, co też ten uczynił natychmiast, bez żadnego przygotowania. Pokazał zebranym, że umartwienia w Karmelu nie są ciężarem przykrym, lecz przeciwnie – źródłem pokoju i szczęścia.

We wrześniu o. generał był w Czernej i po wizycie kanonicznej napisał w księdze wizytacyjnej: „Pragniemy mieć nowicjuszów Polaków i postanawiamy z pomocą Boską znaleźć ich i przygotować; będziemy się też starać, ażeby ten cel osiągnąć”[218]. – W Karmelu polskim, jak prawie wszędzie, trudno było o nowicjuszów i ojcowie w Czernej od dawna szukali środków, jak by temu zaradzić. Doszli do wniosku, że najlepiej będzie, idąc za przykładem dwóch klasztorów prowincji austro-węgierskiej i wielu innych prowincji, a także większości zakonów, założyć mały nowicjat[219], aby móc przyjmować do niego młodych chłopców, pragnących poświęcić się służbie Bożej i wychowywać ich do życia klasztornego.

Ojciec generał, jak widzimy, podzielał tę opinię i przyrzekł swą pomoc. W październiku wziął udział w zebraniu definitorium prowincjalnego w klasztorze w Linzu. W zebraniu tym uczestniczył również o. Bartłomiej od św. Teresy z Czernej jako trzeci definitor prowincjalny. Oto co nam napisał o tym zebraniu: „Nasz Ojciec Generał mówił o. Prowincjałowi i definitorom między innymi o konieczności założenia w Polsce nowego klasztoru, przy którym byłby mały nowicjat. Definitorium, po uważnym zapoznaniu się z tą propozycją, na pierwszym posiedzeniu przyjęło ją. Ponieważ miejscowość, gdzie miał powstać nowy klasztor, nie została jeszcze wybrana, definitorium poleciło prowincjałowi, w.o.  Bonawenturze od Najśw. Serca Maryi[220], aby zajął się wyszukaniem odpowiedniej miejscowości. Ten z kolei zadaniem tym obarczył ojców z Czernej: Kazimierza, Rafała i Bartłomieja”[221].

Ponieważ nie mieliśmy zakonników, którzy mogliby się zająć uczeniem chłopców, byliśmy zmuszeni na początek, ku wielkiemu naszemu żalowi, posyłać ich do któregoś z gimnazjów w Galicji. Nowa fundacja miała więc powstać w miejscowości posiadającej gimnazjum. Ojcowie odwiedzili Bochnię i Wadowice i napisali do o. prowincjała, co myśleli o tych dwóch miasteczkach[222]. Relację ich posłano do Rzymu i 11 stycznia 1892 roku definitorium generalne zdecydowało, że nowy klasztor powstanie w Wadowicach[223].

Miasteczko to leży w diecezji krakowskiej, trzydzieści dwa kilometry od Czernej, na skraju pogórza Karpat, na lewym brzegu Skawy, która wpada do Wisły. Prawa miejskie otrzymało na początku XIV wieku; na początku XV wieku zniszczył je pożar, lecz wkrótce odbudowało się i Kazimierz, książę oświęcimski, do którego należało, w roku 1430[224] przywrócił Wadowicom prawa miejskie. Wadowice należały wtedy do parafii w Woźnikach; w roku 1440 wybudowano kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych, a w roku 1446[225] proboszcz z Woźnik zamieszkał w Wadowicach. Chociaż kościół ten znajdował się we włościach książąt oświęcimsko-zatorskich, kolatorem jego był opat i klasztor cystersów w Mogile[226]. Pod koniec XV wieku księstwo zatorskie stało się lennem Polski, a w roku 1564[227] zostało do niej ponownie w pełni przyłączone.

W tym samym czasie, w 1567 roku, urodził się w Wadowicach, jako syn prostego kmiecia, sławny doktor Marcin Wadowita, w dawnych kronikach zwany Campiusem lub Vadoviusem (Marcin z Wadowic). Uczony ten i świątobliwy kapłan przez pięćdziesiąt lat wykładał teologię na Uniwersytecie Krakowskim; pod koniec XVI i na początku XVII wieku był jednym z najsławniejszych obrońców wiary katolickiej. On sam i jego uczniowie bronili w Krakowie i Rzymie tez teologicznych najczęściej atakowanych przez heretyków, jak: o woli Bożej, o Wcieleniu, o Eucharystii, o nieomylności Kościoła katolickiego, o zasłudze dobrych uczynków u sprawiedliwych itd.[228]. Papież Sykstus V, który słuchał go w Rzymie, mówił o nim, że posiadał „uczoność anielską”. Miłosierdzie szło u niego w parze z nauką. Jako dziekan wydziału teologicznego, rektor Uniwersytetu i prepozyt kościoła św. Floriana wszystkie swoje dochody oddawał na cele dobroczynne. Założył w Krakowie szkołę i szpital, a śmierć jego okryła żałobą miasto, które prawie całe wzięło udział w pogrzebie. Pamięć jego uczczono pięknym pomnikiem w kościele św. Floriana i portretem w Ratuszu. Podziwiał on cnoty swego współziomka św. Jana z Kęt, i jak on całe życie poświęcił na służbę Akademii, a majątek oddał biednym, słusznie więc po śmierci pozostali złączeni we wdzięcznych sercach swych współobywateli.

Miasto Wadowice posiada przeszło dwadzieścia dokumentów pochodzących od królów polskich. W roku 1765 król Stanisław August zatwierdził wszystkie przywileje miasta i zabronił Żydom osiedlać się w nim. Przywilej ten potwierdził cesarz Franciszek II w roku 1793. W roku 1798 do pierwotnego kościoła dobudowano jedną nawę; powiększony kościół poświęcił w roku 1808 biskup krakowski Andrzej Gawroński w tym samym dniu, w którym urodził się Aleksy Bocheński[229], proboszcz wadowicki w czasie gdy zakładaliśmy tam klasztor. Był on wtedy poważnym starcem, bardzo kochanym przez swe owieczki, które gorliwie nauczał od blisko pięćdziesięciu lat; z wdzięczności przyznano mu honorowe obywatelstwo Wadowic.

Nie wiemy kiedy założono w Wadowicach pierwszą szkołę; na początku XVII wieku, gdy Marcin Wadowita wykładał teologię na Uniwersytecie Krakowskim, miasto miało nauczyciela, utrzymywanego kosztem gminy; w początkach XIX wieku szkoła w Wadowicach miała cztery klasy, a miasto dawało rocznie na jej utrzymanie 1300 florenów. W roku 1831 otworzono szkołę dla dziewcząt, która wkrótce miała 6 klas. To wszystko nie wystarczało jednak światłym mieszkańcom Wadowic. W roku 1835 kilka osób zebrało większą sumę pieniędzy i rozpoczęło starania o założenie gimnazjum[230]. W roku 1866 miasto ponowiło starania i uzyskało pozwolenie władz państwowych; od roku 1882 gimnazjum w Wadowicach ma osiem klas humanistycznych[231]. Gmach, w którym obecnie mieści się gimnazjum, wybudowano w roku 1875. W przedsionku na parterze znajduje się płyta marmurowa z napisem: „Zbudowany kosztem miasta w roku 1875”. Pan Arzt[232], który był dyrektorem gimnazjum w roku 1892, kazał umieścić w tym samym  przedsionku, na ścianie przy drzwiach wejściowych, piękny dwuwiersz [Albiusa] Tibullusa:

Casta placent superis, pura cum veste venite,
Et manibus puris sumite fontis aquam.

„To co czyste podoba się Najwyższemu, przychodźcie w czystej szacie
I rękami czystymi czerpcie wodę ze źródła”.

Dobra opinia, jaką cieszyło się Gimnazjum w Wadowicach, skłoniła naszych ojców do założenia klasztoru w tymże mieście; jego mieszkańcy również pragnęli mieć zakonników. Prefekt[233] Gimnazjum widział tę potrzebę jeszcze przed poznaniem naszego zamiaru, a władze cywilne, zwłaszcza starosta Stanisław Dunajewski, bratanek kardynała, i burmistrz [Jan] Iwański dowiedziawszy się, że karmelici mają zamiar osiedlić się w ich mieście, poparli ten zamiar i życzyli sobie, aby doszedł do skutku. Także biskup tarnowski Łobos[234] przesłał ojcom słowa zachęty[235]. W liście do o. Rafała pochwali cel naszej przyszłej fundacji, pisząc, że najlepszym sposobem pozyskania powołań zakonnych jest wychowywanie młodych chłopców i wczesne wprawianie ich do życia klasztornego. Podobał mu się nasz plan osiedlenia się w Wadowicach i wyraził nadzieję, że w tym kraju górzystym znajdziemy chłopców nadających się do surowego życia w Karmelu.

22 kwietnia kardynał Albin Dunajewski, książę-biskup krakowski, przysłał do Czernej pozwolenie, wymagane przez sobór trydencki:

„Naszemu drogiemu synowi w Chrystusie, P.O. Kazimierzowi Rybka, przeorowi klasztoru w Czernej Zakonu Ojców Karmelitów, pozdrowienie w Panu.

W liście swym z dnia 21 kwietnia br. donosisz nam, że zakon wasz, za zgodą Definitorium Generalnego waszego Zakonu, ma zamiar założyć i wybudować nowy dom w mieście Wadowice w naszej Diecezji Krakowskiej, i dlatego prosi nas Ojciec o pozwolenie na tę fundację. Z wielką radością przyjęliśmy tę wiadomość w nadziei, że dom ten wyda obfite owoce na chwałę Boga i dla zbawienia dusz. Dlatego zgodnie z postanowieniem Świętego Soboru Trydenckiego (sess. 25 de Reg.., c. 3), mocą naszej władzy chętnie udzielamy pozwolenia i zgadzamy się, aby w mieście Wadowice naszej Krakowskiej Diecezji nowy klasztor waszego Zakonu został erygowany i założony, prosząc Wszechmogącego Boga, aby błogosławił wam i waszemu przedsięwzięciu. Na znak Naszej życzliwości udzielamy Tobie, Przewielebny Ojcze, i całemu Zgromadzeniu naszego pasterskiego błogosławieństwa.

Dan w Krakowie, 22 kwietnia 1892 roku.

+ Albin Kard. Dunajewski. Anatol Nowak, sekretarz”[236].

 

Gdy już wszystko było przygotowane, pełnomocnik klasztoru w Czernej dr Faustyn Jakubowski, adwokat z Krakowa, dostał polecenie od naszych ojców, aby się udał do Wadowic i poszukał tam domu odpowiedniego na nową fundację. Znalazł go 3 czerwca, w pierwszy piątek miesiąca, i doniósł o tym ojcom. Dom ten znajdował się przy drodze do Zatora, oddalony osiemset metrów od miasta i należał do pana Foltina, jednego z najzamożniejszych i najbardziej poważanych właścicieli w Wadowicach. Ojciec prowincjał przebywał wtedy w Czernej, pojechał więc dom obejrzeć. Na parterze były trzy pokoje i kuchenka, a na piętrze obszerne mieszkanie z przedpokojem. – Pan Foltin, dowiedziawszy się, że  potrzebne są cele dla czterech lub pięciu zakonników, sypialnia dla chłopców, którzy mieli chodzić do gimnazjum i prócz tego kaplica, przyznał, że dom jego był za mały, postanowił zatem dobudować kaplicę i dwie cele, z których jedna miała służyć za zakrystię. Propozycja jego została przyjęta; powiększony dom wynajęto na trzy lata. Pan Foltin polecił zaraz rozpocząć prace budowlane i przygotować wszystko, co było potrzebne dla zakonników.

O. Rafał ciągle mieszkał w Czernej, gdzie pracował i poświęcał się dla dobra duchowego swych braci i sióstr w Karmelu. W początkach grudnia 1891 roku klasztor przygotowywał się do 300. rocznicy śmierci św. Jana od Krzyża, pomocnika św. Teresy w przeprowadzeniu reformy w Zakonie Karmelitańskim. O. Rafał zajął się wydrukowaniem dwóch książeczek[237], w celu rozpowszechnienia wiadomości o życiu i cnotach świętego reformatora, pomagając w tym gorliwie młodemu przeorowi, a ks. Wincenty Smoczyński, proboszcz z Tenczynka, wielki przyjaciel naszego klasztoru, napisał i wydał sprawozdanie z naszej uroczystości[238]. Ponieważ, oprócz wizyty kardynała, jest tam dokładny opis uroczystości, jakie obchodzimy w naszych karmelach w Polsce w dni poświęcone czci św. Józefa, Matki Bożej z Góry Karmel i św. Teresy, podajemy ten opis w streszczeniu, ażeby nasi młodzi ojcowie, czytając go, pobudzali się do postępowania śladami swych poprzedników:

„Szóstego, siódmego i ósmego grudnia Zgromadzenie w Czernej obchodziło z wielką uroczystością trzechsetletnią rocznicę śmierci św. Jana od Krzyża. Kościół cały tonął w zieleni. Oczekiwano Jego Eminencji Kardynała Dunajewskiego i wzniesiono na jego cześć bramę tryumfalną, zakończoną wieżyczkami i ubraną zieleniną i chorągiewkami w barwach papieskich i polskich. Na czterech tarczach przedstawione były herby Leona XIII, Kardynała, dawnej Polski i Zakonu Karmelitów. Pierwszego dnia nabożeństwo odprawili OO. Jezuici, drugiego dnia OO. Dominikanie, a trzeciego – Jego Eminencja Ks. Kardynał. Przyjechał on dnia poprzedniego, przyjmowany na dworcu w Krzeszowicach przez O. Rafała i O. Bartłomieja, otoczonych licznym duchowieństwem. Na jego spotkanie przybyło pięćdziesięciu jeźdźców na koniach, ubranych w białe sukmany i czapki krakuski, pod wodzą wójta z Siedlca i towarzyszyło mu aż do klasztoru. – Przeor, niezmordowany O. Kazimierz, na czele Zgromadzenia w białych płaszczach i tłumu ludzi, liczącego około tysiąc pięćset osób, oczekiwał Eminencji przy bramie tryumfalnej i wprowadził do kościoła. Orkiestra z Czernej  grała, a moździerze klasztorne budziły echo w górach. Po modlitwie przed Najświętszym Sakramentem Kardynał przyjmował w sali przyjęć zakonników i wójta z Siedlca, życzliwie z każdym rozmawiał i pobłogosławił wszystkich. (...)

Przez wszystkie te trzy dni, w kościele był ogromny napływ wiernych z całej okolicy. Ojcowie z klasztoru, którym pomagał o. jezuita, o. reformata, o. franciszkanin i kilku świeckich księży siedzieli w konfesjonale od świtu do nocy; Komunii św. rozdano więcej niż dwa tysiące. Ostatniego dnia, podczas Mszy św. pontyfikalnej, odprawionej przez Kardynała, kościół nie mógł pomieścić wszystkich wiernych, którzy się zeszli z okolicznych parafii, aby otrzymać błogosławieństwo od swego Pasterza. Kazanie o św. Janie od Krzyża powiedział tego dnia ks. Smoczyński. Po Mszy św. Kardynał udzielił Sakramentu Bierzmowania kilkuset dzieciom z okolicznych parafii, a wieczorem, po nieszporach i odśpiewaniu „Te Deum” miał gorącą przemowę do wiernych i duchowieństwa i odjechał do Krakowa o siódmej wieczorem, przy tych samych odznakach czci i miłości, jakie odbierał dnia poprzedniego, gdy przyjeżdżał do Czernej”.

W marcu 1892 roku odbyła się w Przemyślu profesja jednej z nowicjuszek, bratanicy ks. Smoczyńskiego. Panienka ta, wkrótce po swej Pierwszej Komunii św., jak o tym była wyżej mowa, oddała się pod kierownictwo o. Rafała, który ją urabiał przez blisko dziesięć lat i prowadził ją za rękę, aż na szczyty Karmelu. Początki życia klasztornego były dla niej trudne. Dużo ją kosztowało opuszczenie kochającej rodziny, lecz Bóg ją wspierał, a o. Rafał czuwał nad nią. Bóg, który stokrotnie nagradza tych, co wszystko dla Niego opuszczają, przygotował dla naszej nowicjuszki w Karmelu przemyskim rodzinę, godną tej, którą pozostawiła w świecie, a nawet więcej jeszcze. Przed wstąpieniem do nowicjatu, gdy była jeszcze postulantką, przyłączyła się do niej pełna wdzięku panienka[239], cała pociecha jej życia, aby się więcej z nią nie rozłączyć. O. Rafał ze swej strony czuwał i modlił się, a jego listy, przychodzące od czasu do czasu, miały łagodzić gorliwość jego młodej penitentki i jej towarzyszki lub ożywiać ich odwagę i zachęcić je do zapomnienia o sobie i o świecie, a żyć  jedynie dla Boga i z Bogiem. ”Co do siostry Z[ofii Smoczyńskiej] – pisał ze zwykłą pokorą – dla niej i dla jej współzawodniczki, siostry K. – którym obydwom pozdrowienie i podziękowanie za gorliwość ich, jako przykład i razem gorzki wyrzut i zawstydzenie dla mnie – przytoczę to, co piszą o naszym Ś.O. Janie od Krzyża: «Obok surowości życia, do uczynków pokuty zewnętrznej dołączał pokutę i zaparcie się wewnętrzne; chował ducha ustawicznej modlitwy, a przede wszystkim jedynie w Bogu się miłował i przez to wszystko, co myślał, czy mówił, czy pisał, czy czynił, wonią miłości Bożej ożywiał. A gdy kto siebie miłuje, ten Boga miłować nie może, prosił nasz święty Ojciec, aby być wzgardzonym...» itd. «pro Te», to znaczy dla miłości Chrystusowej”[240].

Te roztropne rady znajdujemy w jednym z listów do matki przeoryszy, gdyż o. Rafał zwykle nie pisywał do zakonnic. Jeżeli miał im co do powiedzenia, robił to przez pośrednictwo przeoryszy i tym sposobem w sercach swych dzieci rozwijał i podtrzymywał zaufanie do ich duchowej matki. W tym samym liście czytamy ponadto: „Dla dwóch siostrzyczek Z[ofii] i K[atarzyny] dodaję jeszcze do przedtem napisanego: Miasto Boże jest to zamek duchowny N.Ś. Matki Teresy. Niech każda z nich uwięzi w tym zamku Pana Jezusa i pilnie tego Boskiego Więźnia strzeże”[241]. Kilka dni po obłóczynach, po ostatnim pożegnaniu z rodziną, w tej uroczystej chwili, gdy nowicjuszka umiera dla świata na zawsze, dobry Ojciec ponownie pisał do swego dziecka: „(...) jeśli nie będę widział jej pogrążonej w Najświętszym Sercu Jezusowym, trzeba mi będzie przygotować się na wiele cierpień, a szczególnie na moim łożu śmierci. Niech myśli bardzo często o Jezusie na Górze Oliwnej i rozważa przyczyny smutku Boga, który stał się człowiekiem z miłości do nas. To jest mój testament dla niej”[242].

Gdy młoda nowicjuszka zapewniała go o swej wierności, pisał: „Gdy w sprawozdaniu Twoim znalazłem właśnie to, com przypuszczał, w razie jeżeli byś miała pełnością miłości i woli zmierzać bezpośrednio do Pana i Boga naszego, nie widzę nic Ci do dodania, jak pracować in simplicitate cordis, tj. w prostocie serca, w ciągłej obecności Bożej, zaglądając wprost do nieba, do orszaku Królowej i Matki naszej, i razem z chórem świętych Dziewic, jako oblubienica Jezusowa służyć tu, w klasztorku Twoim, Twemu Boskiemu Oblubieńcowi. – Rozmawiać z Jezusem i Maryją, jakbyś miała Ich zawsze nie tylko przed oczyma duszy Twojej, ale jakby wyraźnie przed Tobą, czy przy Tobie. O przeszłości zapomnij zupełnie, jest to rzecz konieczna; uważaj siebie jakby dzisiaj dla Boga narodzoną. – Do walki zawsze bądź przygotowaną; jest to dola nasza na ziemi – a później nagroda w niebie. „Vincenti dabo manna absconditum – Zwycięzcy dam mannę ukrytą”[243]. „(...) gdy w chórze Cię trapi pokusa – staw się w obecności Boga, Najśw. Maryi Panny, Świętych wszystkich, a szczególniej przez Ciebie umiłowanych, wobec chórów anielskich. Wszyscy na Cię patrzą, jak z walki wyjdziesz; zachęcają do wierności, za Ciebie się modlą. (...) Westchnij za mnie, ja za Ciebie szczególniej, abyś była zawsze mężnego serca; a godłem twym: «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia»[244], a wszystko przez Maryję”[245].

Trochę później przypomina młodej nowicjuszce radę św. Jana od Krzyża: „Ora et spera – Módl się i ufaj”. Pisze jej, że modlitwa i ufność w Bogu pomagają nam w zwyciężaniu wszystkich trudności, spotykanych na drodze życia, w surowości Reguły, w pokusach, nawet w męczeństwie, i że musimy być gotowi na wszystko, czego Bóg od nas zażąda dla zdobycia nieba[246].

Wzmacniana dobrymi radami swego duchowego Ojca, siostra nasza szczęśliwie przebyła wszystkie próby nowicjackie i 9 marca 1892 roku złożyła profesję, poświęcając się na zawsze na służbę Bogu. 21 lipca tego samego roku o. Rafał przyprowadził na łono Kościoła katolickiego żonę jednego ze swych najlepszych przyjaciół, p. Tadeusza Czudowskiego[247]. Wyrzekła się ona greckiej schizmy i złożyła wyznanie wiary przed kardynałem Dunajewskim w kaplicy karmelitanek na Łobzowie, a nazajutrz przystąpiła tamże do Komunii św. Było to jakby nagrodą i ukoronowaniem pracy o. Rafała w konfesjonale w Czernej i Krakowie. Bóg miał mu powierzyć teraz inne zadanie.

W maju wizytował klasztory polskie prowincjał w.o. Bonawentura od Najśw. Serca Maryi. W początkach czerwca odwiedził Wadowice i pochwalił wybór domu p. Foltina na klasztor. Dla realizacji tego dzieła potrzebny był odpowiedni człowiek. Zadanie to zostało powierzone o. Rafałowi. Przed wyjazdem z Czernej prowincjał dał mu potrzebne upoważnienia i wziął go na tłumacza w czasie wizytacji kanonicznej klasztorów karmelitanek w Krakowie, Przemyślu i Lwowie.

Z końcem lipca, po ukończeniu wizytacji, o. Rafał powrócił do Czernej dla poczynienia ostatnich przygotowań. 1 sierpnia wczesnym rankiem odprawił Mszę św. w intencji nowej fundacji i z błogosławieństwem o. przeora wyruszył do Wadowic w towarzystwie brata konwersa[248]. Zaledwie wsiedli na wóz, zerwała się gwałtowna burza i towarzyszyła im do dworca w Krzeszowicach. Patronem nowego klasztoru miał być św. Józef, stąd o. Rafał, na wzór św. Teresy, wiózł ze sobą jego figurkę, którą otrzymał na wyjezdnym z Czernej. Jechał w imię świętego posłuszeństwa, Bóg więc był z nim i odwaga jego była niewzruszona. Po południu przybyli do Wadowic w.o. Bartłomiej od św. Teresy, Hiszpan, trzeci definitor prowincji austro–węgierskiej z drugim bratem konwersem[249] i z bagażami. O. Rafał z br. Izydorem przyjechali o 10-tej wieczór. W domu nie było ani jednego łóżka, rozścielono więc słomę na podłodze i zakonnicy położyli się spać, myśląc o stajence betlejemskiej.

Kilka dni później nadeszły od nich do Czernej pierwsze wiadomości. List o. Bartłomieja do przeora kończył się tymi słowami: „Piszę do Waszej Wielebności na kolanach, czynię to jednak nie przez pokorę, lecz ponieważ nie mam ani krzesła, ani stołu. Piszę na przewróconej skrzyni”. Dwa dni później o. Rafał pisał: „Dziś mieliśmy pierwszy porządny obiad: kawę i omlet; za stół służy nam przewrócona skrzynia”[250].

W maju, w imieniu przeora z Czernej, o. Rafał pisał do przeoryszy w Przemyślu: „(...) mamy na widoku założenie w Wadowicach czegoś w postaci małego nowicjatu. – Zresztą jest to sposób, którym posługują się we Francji, w Belgii, w Hiszpanii, w Italii i częściowo w Linzu i w Raab. Sprawa nie jest łatwa w naszym kraju; to znaczy: o ile trudno jest znaleźć młodzieńców z predyspozycją do życia wewnętrznego, o tyle łatwo jest znaleźć mnóstwo takich, którzy chętnie zaludnią mały nowicjat, aby go potem szybko opuścić. Nadto sama formacja zdolnych kandydatów wymaga także zakonników, którzy byliby w stanie oddawać się tej pracy z powodzeniem. N.O. Przeor myśli, że byłoby rzeczą pożądaną znaleźć u księży biskupów potrzebne poparcie. Mając to na myśli, ośmiela się prosić Przewielebną Matkę, aby się zgodziła porozmawiać na ten temat z J.E. ks. Biskupem sufraganem przemyskim[251]. Być może, Jego Ekscelencja, kierując się intencją rozszerzenia czci Matki Najświętszej, zechce zobowiązać księży, którzy najlepiej znają młodzież w diecezji, do starania się o rozpoznanie wśród niej chłopców z prawdziwym powołaniem zakonnym, i jeśli będą uważali to za dobre, skierowania ich do nas. Chodzi tutaj nie tylko o młodzieńców, lecz także o osoby  w wieku dojrzałym. Nie ma obawy, aby duchowieństwo diecezjalne ucierpiało na tym. Trzeba myśleć raczej przeciwnie – licząc na błogosławieństwo Boże i opiekę Matki Bożej z Góry Karmelu”[252].

Podobną prośbę zapewne wysłano również do innych biskupów w Polsce, czego możemy się domyślać po liście biskupa z Tarnowa, o którym była wyżej wzmianka, wysłanym do Czernej, jako odpowiedź na list o. Rafała.

8 sierpnia przyjechał do Czernej z diecezji tarnowskiej Erazm Jakubowski[253], chłopiec czternastoletni, opatrzony najlepszymi świadectwami i pełen chęci poświęcenia się Bogu w zakonie Matki Bożej. 24 sierpnia wyjechał do Wadowic z magistrem nowicjatu[254], który został właśnie wyznaczony na nową fundację. W dniach 22 i 23 sierpnia dwóch innych chłopców przybyło do Wadowic: jeden z diecezji przemyskiej, a drugi ze Śląska[255]. Definitorium prowincjalne na posiedzeniu z 5 września w Linzu potwierdziło nominację o. magistra[256] na urząd prefekta uczniów w Wadowicach, a o. Bartłomiej został wybrany nowym magistrem nowicjuszów.

Dom w Wadowicach był urządzony w następujący sposób: pierwszy pokój, przy wejściu, służył za celę o. wikariuszowi; drugi, największy, został przedzielony ścianką na trzy części, z których jedna służyła za bibliotekę i salę rekreacyjną, a pozostałe dwie – za cele dla dwóch zakonników. W trzecim pokoju była czwarta cela i refektarz. W dużym pokoju na piętrze urządzono sypialnię dla chłopców, a w przedpokoju jadalnię dla nich i małą celkę dla prefekta. Wszystko było biedne w tym małym zgromadzeniu, tak jedzenie, jak i mieszkanie. Do wstrzemięźliwości od mięsa, przepisanej przez Regułę, trzeba było w początkach dołączyć wstrzemięźliwość od ryb, wina i owoców; często i jaj brakowało, ale wszyscy chętnie znosili te braki dla Boga i Karmelu.

27 sierpnia, w święto Przebicia Serca św. Teresy, nasi trzej chłopcy przystąpili do spowiedzi i Komunii św. w kościele parafialnym, gdyż ojcowie uważali, że najlepiej zostawić im pod tym względem zupełną swobodę. Tego samego dnia wieczorem prefekt nałożył im szkaplerz św., a nazajutrz wzięli się do pracy. 30 sierpnia zdali egzamin przed profesorami Gimnazjum i zostali przyjęci do pierwszej klasy. 3 września kwadrans przed godz. 8.00 wszyscy uczniowie zebrali się w Gimnazjum, skąd z dyrektorem i profesorami na czele udali się do kościoła parafialnego na uroczystą Mszę świętą, połączoną z odśpiewaniem hymnu Veni Creator w intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego dla pracy w nowym roku szkolnym. Codziennie rano, po modlitwach, chłopcy uczyli się pod nadzorem i kierunkiem prefekta; o godz. 7.00 słuchali Mszy św., jedli śniadanie i wychodzili do Gimnazjum, gdzie pozostawali do południa. Również po południu spędzali tam dwie godziny. O. Rafał uzyskał dla nich zwolnienie od wspólnych ćwiczeń gimnastycznych. Poobiednią i wieczorną rekreację spędzali w ogrodzie, przylegającym do naszego domu, pod okiem ojców, a gdy regulamin szkolny na to pozwalał, szli na przechadzką z prefektem. Na prośbę o. Rafała, dyrektor zwolnił ich też z wycieczek letnich, w których wszyscy uczniowie musieli brać udział. – „Co do wychowanków Wielebnego Ojca, pisał w odpowiedzi na list o. Rafała, to tak wysoko cenię waszą dobroć, że nie wątpię ani chwilę, że wszystko, co ojcowie robią, robią dla ich dobra duchowego i materialnego. Proszę przyjąć wyrazy prawdziwego szacunku, jaki mam dla Wielebnego Ojca od pierwszego dnia naszej znajomości”.

Ponieważ ojcowie  nie mieli jeszcze kaplicy w domu, otrzymali pozwolenie  odprawiania Mszy św. w kaplicy szpitala wojskowego, który stał bardzo blisko ich domu; tam odprawiali msze święte od 4 sierpnia do 15 października, spowiadali chorych żołnierzy, udzielali im Komunii św. i w każdą niedzielę mieli do nich krótką naukę, której oni chętnie słuchali. Pan Foltin tymczasem starał się o przyspieszenie prac budowlanych. Dwa pokoje były wkrótce gotowe i 15 października jeden z nich został zamieniony na kaplicę. Wszyscy zebrali się tam o wpół do siódmej rano, a o. Rafał odprawił pierwszą Mszę św. Bracia i chłopcy przystąpili do Komunii św., następnie o. prefekt odprawił Mszę św. dziękczynną. W ten sposób Pan wziął w posiadanie ten dom w dzień św. Teresy, swej wiernej służebnicy i reformatorki Karmelu. Karmelici z Czernej, karmelitanki z Krakowa, Przemyśla i Lwowa, rodzina o. Rafała i kilka osób z Trzeciego Zakonu pospieszyli z dostarczeniem wszystkiego, co było potrzebne do odprawiania nabożeństwa.

Ojciec prowincjał, zawsze pełen życzliwości dla nas, przysłał nam dokumenty, które powinny być przechowywane w archiwum nowego klasztoru: pozwolenie księdza biskupa krakowskiego na założenie klasztoru w Wadowicach, pozwolenie Kongregacji super Disciplina Regulari, upoważniające p.o. generała do kanonicznej erekcji klasztoru i nadania mu wszystkich przywilejów i praw przyznanych przez Stolicę Apostolską Zakonowi Matki Boskiej z Góry Karmel, wreszcie dokument kanonicznej erekcji przez p.o. generała, a raczej przez jego wikariusza, p.o. Dionizego od św. Teresy[257]. Nasz o. generał Hieronim Maria od Niepokalanego Poczęcia został nam zabrany. Jego wielka inteligencja, roztropność, połączone z wielką skromnością i dobrocią zwróciły na niego uwagę papieża Leona XIII, który widząc go tak wiernego w małych rzeczach, postanowił powierzyć mu większe. Zamianował go arcybiskupem tytularnym Petry i nuncjuszem przy rządzie republiki Brazylii.

Nasz o. generał bardzo kochał polski Karmel; odwiedzał go dwa razy, pracował dużo nad jego rozwojem, a klasztor w Wadowicach był jego najmłodszym dziełem. Będąc tak daleko, nie przestawał myśleć o nas, czego dowodem jest list, skierowany do nas kilka lat później, który tu podajemy, jako dowód jego przywiązania do nas i naszej wdzięczności dla niego[258]. [...]

Po spełnieniu swego zadania w Brazylii arcybiskup Hieronim Maria Gotti powrócił do Rzymu. Papież Leon XIII, w uznaniu jego usług, zamianował go kardynałem. Papież cenił go bardzo i stawiał w rzędzie tych kardynałów, którzy w jego przekonaniu, godni byli zostać jego następcami; jednak na konklawe otrzymał tylko siedemnaście głosów. Papież Pius X mianował go prefektem Kongregacji Rozkrzewiania Wiary i na tym stanowisku umarł, wyczerpawszy swe siły w służbie Zakonu Karmelitańskiego i Kościoła św. Beatyfikacja naszych męczenników Dionizego od Narodzenia Pańskiego i Redempta od Krzyża była mu również nagrodą za jego pełną poświęcenia służbę Kościołowi św.

Lato w roku 1892 było pogodne, co ułatwiało prace  budowlane. W końcu października kapliczka była ukończona i kardynał krakowski sam raczył ją poświęcić. 31 października o godz. 10.00 wieczór przyjechał do Wadowic; na dworcu powitali go duchowieństwo z miasta i okolicznych parafii, władze cywilne, starosta Stanisław Dunajewski, jego bratanek, burmistrz adwokat [Jan] Iwański, dyrektor Gimnazjum z profesorami i uczniami i tłum wiernych, którzy przybyli, aby otrzymać błogosławieństwo od ukochanego kardynała. Miasto było iluminowane, na głównych budynkach powiewały flagi i cała ludność Wadowic dała wyraz swego przywiązania do Kościoła.

Na dworcu Jego Eminencja spotkał karmelitów w białych płaszczach. Pochylił się ku nim i powiedział: Jutro o 7.00 rano przybędę  poświęcić waszą kapliczkę. Nazajutrz, w dzień Wszystkich Świętych, kapliczka była przygotowana. Duży i piękny obraz św. Józefa zdobił wielki ołtarz, na bocznych ścianach wisiały obrazy Serca Jezusowego i Matki Bożej. Pierwszy obraz był darem karmelitanek z Wesołej, drugi ofiarowały karmelitanki z Łobzowskiej, a trzeci karmelici z Czernej. O oznaczonej godzinie przybył kardynał ze swym bratankiem starostą; u wejścia do kaplicy powitało go nasze nieliczne zgromadzenie. Chłopcy brali udział w uroczystości jako ministranci; obecny był również pan Foltin ze swym budowniczym. Wzruszenie i radość ogarniały go na myśl, że w jego domu zamieszka Bóg. Wierni nie byli powiadomieni o mającej się odbyć uroczystości, mimo to pod koniec nabożeństwa kapliczka była prawie pełna i kardynał wygłosił do zebranych krótkie przemówienie o tym, że ojcowie przybyli tu, aby ich uszczęśliwić i będą szczęśliwi, jeśli będą ojców szanować i rad ich słuchać. Obejrzał potem ze starostą nasze mieszkanie i pokoje chłopców, dla dodania nam odwagi opowiedział o wielkim ubóstwie, w jakim żyją siostry w Przemyślu i pobłogosławiwszy nas, odjechał. O godz. 9.00 odprawił Mszę św. w kościele parafialnym dla uczniów Gimnazjum, udzielił im Komunii św. i bierzmował tych, którzy jeszcze nie przyjęli sakramentu Bierzmowania. Tego samego dnia odwiedził Gimnazjum, gdzie był przyjęty przez dyrektora i profesorów z należnymi wyrazami szacunku, poświęcił nową bursę[259] i uczniów tam mieszkających i tego samego dnia wrócił do Krakowa.

O. Rafałowi pozostawił ten zaszczyt, że mógł odprawić pierwszą Mszę św. w naszej nowej kaplicy; tego samego dnia, 1-go listopada, o 8.00 rano sygnaturka, ważąca 25 kg, zawieszona w małej wieżyczce na szczycie domu, powiadomiła sąsiednich mieszkańców o tej uroczystej chwili. Wzruszony o. Rafał przystąpił do ołtarza i odprawił św. Ofiarę w intencji uproszenia u Bożego Miłosierdzia błogosławieństwa dla pracy, która miała się rozpocząć dla dobra wielu dusz. Postawiono dwa małe konfesjonały z prawej i lewej strony, blisko wielkiego ołtarza. Pierwszego zaraz dnia pięć osób przystąpiło do spowiedzi św. i trzech uczniów przyjęło szkaplerz św. Do końca grudnia rozdano 932 Komunie św., a do końca następnego roku ponad 9 000. W czasie oktawy św. Jana od Krzyża i podczas Adwentu spowiadaliśmy do południa, a w dni świąteczne do piątej wieczór.

Ścianka, postawiona przy drzwiach wejściowych, zamyka klauzurę. Umieszczono tam małą figurkę św. Józefa z napisem: „Posuerunt me custodem. – Jestem opiekunem tego miejsca”. Jeden z dwóch nowych pokoi przeznaczono na salę do nauki dla chłopców, w drugim, połączonym z kaplicą oszklonymi drzwiami, urządzono zakrystię i chór zakonny. Tam o. Rafał codziennie odprawiał rozmyślanie z braćmi. Ojciec prefekt modlitwy poranne odmawiał z chłopcami, a rozmyślanie odprawiał w celi w czasie gdy chłopcy się uczyli. Gdy o. Rafał miał trochę wolnego czasu, czytał Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa Ludolfa z Chartreux[260], dzieło bardzo uczone i bardzo pobożne, napisane na podstawie czterech Ewangelii i Ojców Kościoła. Piękna ta książka była jakby ogrodem rozkoszy, w którym dusza naszego Ojca odpoczywała przy Tym, którego jedynie kochała. W dziele tym czerpał treść do rozmyślań i nauk pobożnych, które co niedzielę miał do wiernych zgromadzonych w kaplicy.

14 listopada o. Rafał udał się do Czernej; przejeżdżając przez Kraków, odwiedził kardynała Dunajewskiego, który mu pozwolił korzystać w Wadowicach z przywileju udzielania wiernym cztery razy w roku papieskiego błogosławieństwa i urządzania w jedną niedzielę każdego miesiąca procesji ku czci szkaplerza św. Kardynał bardzo był zadowolony, gdy usłyszał, ile dobrego robi się w kaplicy w Wadowicach. Podczas Wielkiego Postu w roku 1893 nasze konfesjonały były oblężone; penitenci przybywali nie tylko z Wadowic i parafii okolicznych, lecz i z dalszych, oddalonych o piętnaście i dwadzieścia kilometrów. Pozostawaliśmy w konfesjonałach zwykle do południa, a czasem do piątej i szóstej wieczór. Na początku następnego roku, po powrocie z Krakowa, o. Rafał dostał gorączki i musiał leżeć w łóżku przez cały miesiąc. Zaledwie przyszedł do siebie, powrócił do swej pracy w kaplicy i wytrwał na stanowisku aż do Wielkanocy, nie zwracając uwagi na swoje słabe zdrowie; gorąca miłość ku bliźnim zdwajała jego siły.

 

 [Strona poprzedna]  [Góra]  [Strona następna]

 

 

PRZYPISY     

 

[1] M. Teresa Steinmetz do o. Jana Bouchauda, bez daty, APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 143r-v i 149r-v. Autor przestawił kolejność akapitów. M. Teresa Steinmetz była przeoryszą klasztoru łobzowskiego w latach: 1889-1892, 1895-1898, 1901-1904, 1907-1910 i 1913-1916.

[2] Teresa od Jezusa (Steinmetz), autorka tych słów [także poprzedniego akapitu], była w tym czasie podprzeoryszą i miała 44 lata (p.a.)

[3] Por.: św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, I, 11, 4 (wyd. cyt., s. 175): „Bo wszystko jedno, czy ptak będzie uwiązany tylko cienką nitką czy grubą, bo jedna i druga go krępuje; dopóki nie zerwie jednej czy drugiej, nie będzie mógł wzlecieć swobodny”.

[4] M. Teresa od Jezusa (Steinmetz) do o. Jana Bouchauda, b. daty, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 145r-146v.

[5] Marcin Rubczyński OCarm, Głos Pana kruszącego cedry libańskie, albo rekolekcje osobom zakonnym służące..., Berdyczów 1768.

[6] Ten akapit pochodzi z poprzedniego listu m. Teresy Steinmetz, k. 149r.

[7] To zdanie pochodzi również z poprzedniego listu m. Teresy Steinmetz, k. 149v.

[8] APKB, AŚRK 44, k. 98r-101v: [M. Cherubina Paul OCD], Wspomnienie pośmiertne o naszym Czcinajgodniejszym O. Rafale od S. Józefa, długoletnim najlepszym Wikarym Prowincjalnym, 1913. – Data dopisana ołówkiem, inną ręką. Kolejność wybranych fragmentów tekstu jest inna niż w oryginale listu.

[9] Bp Albin Dunajewski.

[10] Maria Anioł z Góry Karmel (Sabina Elżbieta Trzmielewska, 1847 – po  roku 1921), habit otrzymała w 1867 roku w klasztorze poznańskim, w 1875 z drugą grupą sióstr wyjechała do Krakowa, w 1881 przeszła do klasztoru w Wieliczce, w 1888 z całym zgromadzeniem przeniosła się do Lwowa, gdzie otworzyły nowy klasztor. W 1891 opuściła klasztor; zmarła poza zakonem.

[11] Klasztor w Wieliczce powstał z inicjatywy bpa A. Dunajewskiego i m. Jadwigi Wielhorskiej, fundatorki klasztoru w Poznaniu (1867) i pierwszej przełożonej na Łobzowie (1875-1877). Pierwsze zakonnice zamieszkały w Wieliczce w 1880, 1 stycznia 1882 nastąpiła kanoniczna erekcja domu. Warunki materialne, a przede wszystkim wewnętrzne skłócenie zgromadzenia skłoniły biskupa do rezygnacji z jurysdykcji nad klasztorem (1887), następnie generał przeniósł zgromadzenie do Lwowa (1888) i przeprowadził jego reorganizację (1891) w oparciu o zakonnice z klasztoru łobzowskiego i z Niemiec.

[12] Chodzi o katalog prowincji austro-węgierskiej, w tym roku nie było jeszcze prowincji polskiej.

[13] Hieronim Maria od Niepokalanego Poczęcia (Antoni Gotti, 1834-1916), 1850 wstąpił do zakonu, w 1856 otrzymał święcenia kapłańskie, w latach 1881-1892 był przełożonym generalnym zakonu. W 1892 Leon XIII mianował go tytularnym arcybiskupem i nuncjuszem w Brazylii, w 1895 kardynałem.

[14] Anna od Jezusa (Anna Julianna Kalkstein, 1842-1911), w 1870 wstąpiła do zakonu w Poznaniu, w 1875 przyjechała do Krakowa, fundatorka klasztoru w Przemyślu i jego pierwsza przełożona (1884-1907 i od 1911 do śmierci).

[15] Ks. Stanisław Spis (1843- 1920) urodził się w Radymnie, w 1868 otrzymał święcenia kapłańskie, po ukończeniu studiów we Wiedniu był profesorem Pisma Świętego najpierw w seminarium przemyskim, potem przez 30 lat na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez wiele lat był spowiednikiem karmelitanek bosych na Łobzowie.

[16] Maria od Najśw. Serca Jezusa (Maria Katarzyna Sokolnicka, 1856-1888), w 1880 otrzymała habit w klasztorze na Łobzowie, 24 VIII 1881 złożyła śluby; zmarła w Przemyślu.

[17] Maria Teresa od Jezusa (Tekla Stefania Bnińska, 1831-1899), w 1882 otrzymała habit w klasztorze łobzowskim, 2 II 1883 złożyła śluby zakonne; zmarła w Przemyślu.

[18] Maria Barbara od Najśw. Sakramentu (Barbara Bartkowiak, 1859-1908), w 1870 otrzymała habit w klasztorze poznańskim, 18 VII 1871 złożyła śluby zakonne, w 1875 wyjechała do Krakowa; zmarła w Przemyślu.

[19] Maria Alojza od Męki Pańskiej (Ludwika Maria Żołna, 1860-1950), habit otrzymała 7 XII 1882 na Łobzowie, śluby złożyła 12 VII 1885 w Przemyślu, tam też zmarła.

[20] Ks. Stanisław Spis, O czci, jaką Kościół oddaje świętej Teresie od Jezusa we Mszy św. dnia 15 października, Kraków 1882.

[21] Józef Sebastian Pelczar (1842-1924) w 1864 wyświęcony na kapłana, od 1877 profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1900 biskup przemyski; był autorem licznych dzieł z zakresu teologii i prawa kanonicznego. Kanonizowany 18 maja 2003 roku w Rzymie.

[22] Wyjazd z Krakowa miał miejsce 29 lutego 1884 roku.

[23] Notatka m. Anny od Jezusa z karmelu przemyskiego, w: APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje. Opinie, k. 164r.

[24] List ten nie zachował się.

[25] M. Teresa Steinmetz.

[26] Nie zachował się autograf tego tekstu.

[27] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 35.

[28] Zob. list 1707, do ks. Jerzego Kalinowskiego, Wadowice, 27 IX 1907.

[29] O. Rafał Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim, w: Księga pamiątkowa maryańska..., t. 1, Lwów – Warszawa 1905, s. 403.

[30] APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k.137v: Quelques souvenir du R.P. Raphaël. – Nie udało się ustalić autorki tego wspomnienia. Najpewniej należała do zgromadzenia łobzowskiego w Krakowie.

[31] Gustaw Breslauer.

[32] Przebieg procesu dla o. Bouchauda opisał o. Bartłomiej Díaz de Cerio. Zob. APKB, 44, k. 321v-324r (Procés sur le clôtur du Couvent de Czerna).

[33] O. Bertold Schormann, przeor w latach 1880-1882.

[34] Przebieg procesu dla o. Bouchauda opisał o. Bartłomiej Díaz de Cerio. Zob.: APKB, AŚRK 44, k. 321r (Procés du Couvent de Czerna avec le curé de Nowa Góra). Kościół w Nowej Górze spalił się w roku 1875. Ks. Jan Polowiec dokończył budowę nowego kościoła w latach 1889-1895. – Zob. St. Polaczek, Powiat chrzanowski w W. Ks. Krakowskim. Monografia historyczno-geograficzna, wyd. 2, Kraków 1914, s. 246.

[35] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 12. Autor własnymi słowami przedstawił myśl o. Rafała, zawartą w cytowanym tekście.

[36] Przypuszczalnie jest to swobodny przekład zapisków św. Rafała: „Boże, jeżeli mam żyć, to spraw, żebym już tylko dla Ciebie żył w uczynkach podjętych dla miłości Twej”. (1, 18) „Oto masz mię przed sobą, Boże Ojcze, któryś mnie stworzył, któremu zawdzięczam to, że jestem...” (1, 20). – Tamże.

[37] Tamże, 1, 26.

[38] Tamże, 1, 18.

[39] Tekst ten jest kompilacją zdań wyjętych z listów i konferencji św. Rafała Kalinowskiego. Por. autograf o. Jana Bouchauda „Nauki i przestrogi W.O. Rafała”, w: APKB, AŚRK 173 (zeszyt w teczce).

[40] Hrozów, wieś pod Słuckiem, w tym czasie dzierżawiona przez Karola Kalinowskiego, brata Józefa. Dwór hrozowski Karol oddal na mieszkanie swoim rodzicom. Józef Kalinowski spędził tam czteromiesięczny urlop, od lipca do października 1873. Po urlopie, za pozwoleniem władz, nie wracał już do Permu, ale ostatnie miesiące wygnania spędził w Smoleńsku.

[41] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 36.

[42] Miesiące od sierpnia 1876 do początku kwietnia 1877 roku Kalinowski z księciem Augustem Czartoryskim spędzili w Davos, słynnym kurorcie. Mogli tam liczyć tylko na msze święte odprawiane w prywatnych kaplicach przez kapłanów towarzyszących chorym.

[43] Ml 2, 7.

[44] Św. Jan Chryzostom, Dialog o kapłaństwie, tłum. ks. W. Kania, Kraków 1992, s. 74-75.

[45] Antoni Molina, kartuz z klasztoru w Villanueva w Kastylii, zmarł w 1619, autor cenionych i popularnych dzieł pastoralnych, m.in. Instrucción de sacerdotes..., Barcelona 1618. Dzieło to miało wiele wydań i liczne tłumaczenia na obce języki, m.in. na łacinę (Kraków 1618).

[46] Władysław Dembowski, salezjanin, Wspomnienie o ś. p. Ojcu Rafale Kalinowskim, karmelicie bosym, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł.B. Rafale Kalinowskim, k. 233r.

[47] Ludwika Młocka, bezdzietna mężatka, działaczka charytatywna w Warszawie w ramach Towarzystwa św. Wincentego à Paulo, dalsza kuzynka Marii (Masi) z Gruszeckich Kalinowskiej, żony Wiktora. Pomagała materialnie Józefowi Kalinowskiemu na zesłaniu.

[48] Por.: Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 29, 12.

[49] Por. tamże. W przypisie autor odsyła do kilku różnych źródeł, z których zebrał cytowane myśli.

[50] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 2.

[51] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 13.

[52] Tamże, 1, 14: „O matko Kościele... Który podnosi z ziemi biednego i z gnoju wywyższa ubogiego” (Ps 113[112], 7).

[53] Niewiastę mężną któż znajdzie? (Prz 31, 10).

[54] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 15.

[55] Zob. Mt 16, 18.

[56] Mt 28, 20.

[57] Mt 16, 18.

[58] Mt 16, 19.

[59] J 21, 16-17.

[60] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie! , dz. cyt., 35, 3-4.

[61] Antonio Possevino (1533-1611), jezuita, teolog i dyplomata. Doprowadził do zawarcia pokoju między Iwanem Groźnym i Stefanem Batorym w 1582 roku w Jamie Zapolskim.

[62] Ks. Piotr Skarga (Pawęski, 1536-1612), jezuita, pierwszy rektor Akademii Wileńskiej (1579-1584), pisarz, kaznodzieja nadworny Zygmunta III Wazy.

[63] Por. 2 Tm 4, 7.

[64] Św. Jozafat Kuncewicz (ok. 1580-1623), bazylianin, arcybiskup połocki, męczennik; kanonizowany w 1867 roku przez Piusa IX. Od 1949 roku jego relikwie spoczywają w bazylice św. Piotra na Watykanie.

[65] Józef Welamin Rutski, reformator bazylianów, od 1611 bp halicki i koadiutor metroplity kijowskiego H. Pocieja, od 1614 jego następca.

[66] O. Rafał Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim, dz. cyt., s. 426-427.

[67] Zob. lekcja szósta w dawnym Breviarium romanum w dniu 14 listopada, we wspomnienie św. Jozafata, biskupa i męczennika.

[68] Przekład za: Liturgia Godzin, cz. IV, 12 listopada.

[69] Jan Maria od św. Józefa (Centurione, 1589-1634), do Polski przyjechał w roku 1611 przed otrzymaniem święceń kapłańskich. Był lektorem, wychowawcą kleryków, 1617-1620 przeorem w Lublinie, 1620-1625 prowincjałem. Brał udział w staraniach o fundację klasztoru w Wilnie (1626); w roku 1626 został pierwszym prowincjałem niemieckim. Do prowincji niemieckiej należał wówczas klasztor we Wiedniu, założony w roku 1622 przy współpracy prowincji polskiej.

[70] O. Rafał Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim, dz. cyt., s. 410-411. O włosiennicy bł. Jozafata w Grazu zob. list 1211 z 15 VI 1900. List był pisany w Linzu, gdzie w archiwum prowincji znajdowała się kronika klasztoru w Wiedniu.

[71] Zwyczajowo w nagłówku listów zakonnicy wpisywali skrót: J.M.J.T.[= Jezus, Maria, Józef, Teresa]. O. Rafał dodawał zwykle: Pax Christi! Dwukrotnie napisał: J.M.J.T. Jozafat. – Zob. listy: 1126 i 1169, oba z roku 1899.

[72] Hipacy Pociej (1541-1613), od 1600 metropolita kijowski, jeden z twórców unii brzeskiej; autor wielu prac w obronie Unii.

[73] O. Rafał Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim, dz. cyt., s. 405, 407.

[74] Acta Capituli Generalis Congregationis S. Eliae, vol. I (1605-1641), MHCT, 11, ed. A. Fortes OCD, Romae 1990, s. 8.

[75] Kontakty ze studentami Szkoły Inżynierii Wojennej w Petersburgu, z gen. Imertyńskim – Bagrationem, z Murawiewem i swoimi sędziami. (p.a.). Zob. także J. Kalinowski, Wspomnienia 1835-1907, wydał R. Bender, Lublin 1965.

[76] Prawdopodobnie jest to swobodny cytat z listu 1459, do m. Marii Józefy Firganek OCD (Lwów) z 30 stycznia 1905 roku. W liście nie ma jednak wzmianki o św. Jozafacie. Św. Rafał odnosi się w tym liście do wydarzeń związanych z rewolucją lutową w Rosji i w Królestwie Polskim.

[77] APKB, AŚRK 44, s. Zofia od Jezusa i Maryi do o. J. Bouchauda, Kraków, 28 XII 1913, k. 109r-v. Autorka listu pisze, że warzywa były przeznaczone dla klasztorów na Łobzowie i sióstr szarytek.

[78] O. Bertold Schormann, prowincjał w latach 1888-1891.

[79] Kołowa – furtianka wewnętrzna, pośredniczka między klauzurą a światem zewnętrznym.

[80] Teresa z Giżyckich Moruzi, żona Dymitra, księcia rumuńskiego. Jego matka, z rodziny Sturdza, była ciotką królowej Natalii, żony króla serbskiego Milana. Obie rodziny były prawosławne. (p.a.) – Milan I Obrenowicz (1854-1901) w latach 1882-1889 był królem Serbii.

[81] APKB, AŚRK 44, list s. Zofii od Jezusa i Marii do o. Jana Bouchauda, Kraków, 28 XII 1913, k. 108r-109r.

[82] Julia Łabędzka, w zakonie Michalina (1829-1912), do felicjanek wstąpiła w roku 1859 w Warszawie. Po kasacie zgromadzenia w Królestwie została przełożoną Zakładu św. Heleny we Lwowie. W roku 1870 opuściła zgromadzenie, ale po trzech katach wróciła i pracowała w Krakowie i Lwowie. O. Rafał uwolnił ją od choroby skrupułów.  Zachowało się kilkadziesiąt listów o. Rafała do niej. Zob.: J. Kalinowski, Listy, t. II, cz. 1-2.

[83] Teresa z Giżyckich Moruzi.

[84] Relacja s. Marii Kazimiery Grabowskiej OCD (spisana przez m. Marię Ksawerę Czartoryską OCD), w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k.173r-v.

[85] List 954, do Heleny i Gabriela Kalinowskich, Czerna, 25 IV 1897.

[86] List ten nie zachował się.

[87] M. Ludwika, felicjanka do o. Rafała, Kraków, 3 X 1892, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 3r-4r. Wspomniane bractwo miało za cel wspomaganie biednych kościołów.

[88] J 12, 32.

[89] Relacja s. Marii Kazimiery Grabowskiej OCD (spisana przez m. Marię Ksawerę Czartoryską OCD), w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k.173v-177v.

[90] Helena Dorota Weryha (1854-1919), żona Gabriela Kalinowskiego (ok. 1845-1898). Wspomagała materialnie klasztor wadowicki w pierwszych latach jego istnienia, finansowa również niektóre wydawnictwa o. Rafała, niejednokrotnie ofiarowała mu pieniądze na cele charytatywne.

[91] Byli to: Maria (1879-1947, za mężem Ślaska), Lucjan (1883-1936), Zofia (1889-1947, za mężem Werner). Kilka lat później urodziła się Helena Stanisława (1894). Ponadto dwoje dzieci, Gabriela i Józef, zmarło w wieku niemowlęcym.

[92] Uroczyste wyznanie wiary Heleny Kalinowskiej miało miejsce 29 sierpnia 1890 roku w kaplicy karmelitanek bosych na Łobzowie. – Zob. List 582, do Heleny i Gabriela Kalinowskich, Kraków, 7 IX 1890.

[93] Relacja s. Marii Kazimiery Grabowskiej OCD (spisana przez m. Marię Ksawerę Czartoryską OCD), w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 177v-178v.

[94] Św. Kamil de Lellis (1550-1614), założyciel Kanoników Regularnych Posługujących Chorym (kamilianie); Leon XIII w 1886 roku ogłosił go współpatronem, ze św. Janem Bożym, szpitali i chorych.

[95] Św. Jan Boży (1495-1550), założyciel zgromadzenia posługującego chorym, zwanego w Polsce bonifratrami.

[96] Dokument nominacyjny nosi datę 1 X 1890 roku, podpisał go Jan Mattis, przełożony generalny kamilianów. O. Rafał otrzymał prawo mianowania zelatorów stowarzyszenia.

[97] Chodzi o Jana Rychlewicza.

[98] Karolina z Kozłowskich Nowowiejska z Warszawy, wielokrotnie jest wspominana w listach św. Rafała od roku 1879.

[99] Por. 1 Kor 9, 22.

[100] Bartłomiej od św. Teresy, Rapports du R. P. Raphaël avec toutes les classes de la societé, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 82r. (Kopia)

[101] Mt 5, 8.

[102] Zob. o. Ferdynand, karmelita z Paryża: Postęp przez praktykę małych cnót. (p.a.). – Zob. APKB, AŚRK 173, ulotka: „Union au coeur de Jésus dans l’Eucharistie”, octobre 1893.

[103] W oryginale: „Un père de la Merci”. Zob. Nauki i przestrogi W.O. Rafała, w: APKB, AŚRK 173, s. 34 (nr 45).

[104] Chodzi o s. Marię Weronikę od Najśw. Oblicza (Zofię Kazimierę Smoczyńską, 1870-1951), od 1890 roku karmelitankę bosą w Przemyślu, bratanicę ks. Wincentego Smoczyńskiego, proboszcza w Tenczynku. O. Rafał był jej kierownikiem duchowym od dziecka, z jego rąk otrzymała habit zakonny, on też przygotowywał ją do złożenia ślubów.

[105] Karol Rafał Kalinowski (1841-1886), przyrodni brat o. Rafała. Zmarł w Hrozowie. Zob. List 506, do Emilii Kalinowskiej, Przemyśl, 8 VII 1886.

[106] Kissingen, miejscowość uzdrowiskowa i turystyczna w Bawarii.

[107] List 535, do Gabriela Kalinowskiego, Czerna, 26 VI 1889.

[108] List 536, Czerna, 2 VII 1889.

[109] APKB, AŚRK 44, k. 42r, relacja anonimowa i bez daty.

[110] Wspomnienia, dz. cyt., s. 55.

[111] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, dz. cyt., 1, 3.

[112] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, 7, 1.

[113] Takiego tekstu nie znalazłem z znanych rękopisach św. Rafała. Są inne, podobne: „Naśladować zaś [Maryję] kto bardziej powinien, aniżeli my, podwójnie synowie Maryi, abyśmy wierni w synostwie – z owoców macierzyństwa czerpać mogli...”. Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!., dz. cyt., 8, 9. „Podwójnie synowie”, czyli na mocy chrztu i na mocy ślubów zakonnych.

[114] Grzegorz VIII (ok. 1100-1187), w ostatnim roku życia przez dwa miesiące był papieżem. Tu raczej chodzi o Grzegorza VIII antypapieża (1118-1121), wyliczanego wśród tych papieży, którzy nadali zakonowi odpusty. Por. Nilo Geagea OCD, Maria Madre e Decoro del Carmelo, Roma 1988, s. 488, przyp. 23.

[115] Autor, zgodnie z legendarną tradycją, uważa proroka Eliasza za założyciela Karmelitów. Według niektórych komentatorów karmelitańskich, prorok Eliasz (IX wiek przed narodz. Chrystusa) w chmurze zapowiadającej deszcz po długiej suszy (1 Krl 18, 44) rozpoznał Maryję, Matkę Mesjasza. W 1. połowie XIII wieku eremici na górze Karmel, wykonując polecenie zawarte w Regule patriarchy Alberta, zbudowali kościół pw. Najśw. Maryi Panny. Według niektórych historyków, 30 lipca 1291 roku po zajęciu Hajfy muzułmanie spalili klasztor na górze Karmel i wymordowali znajdujących się tam zakonników, gdy ci śpiewali antyfonę Salve Regina.

[116] Z okazji 50-lecia ogłoszenia dogmatu o niepokalanym poczęciu Najśw. Maryi Panny, z inicjatywy abpa Józefa Bilczewskiego, w dniach 28 – 30 września 1904 roku odbył się we Lwowie I Polski Kongres Mariański. Materiały z tego Kongresu zostały ogłoszone drukiem w Księdze pamiątkowej Mariańskiej, t. 1 – 2, Lwów 1905.

[117] Aleksander od Jezusa (Andrzej Kalinowski, 1618-1667) OCD, jeden z najwybitniejszych kaznodziejów barokowych w Polsce, uczestnik Colloquium charitativum w Toruniu (1645), lektor, autor podręcznika metafizyki (Metaphisica iuxta genuinam D. Thomae Aquinatis Doctoris Angelici mentem et Carmelitarum Discalceatorum Collegii Complutensis doctrinam, Cracoviae 1676).

[118] R. Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu polskim, dz. cyt.,  s. 404-405. O. Rafał cytuje kazanie: Jaśnie Wielmożny Stanisław na Potoku Potocki... kazaniem wystawiony... W Podhajcach Roku Pańskiego 1667, dnia 20 czerwca, Kraków, b.r.w., s. 7.

[119] J. Długosz, Liber beneficiorum, t. 3, Kraków 1864, s. 475.

[120] Mikołaj Radziwiłł (zm. 1522), wojewoda wileński i kanclerz wielki litewski. Klasztor w Wilnie został otwarty w 1514 roku przez karmelitów z Krakowa.

[121] Lew Sapieha (1557-1633), 1589-1623 kanclerz wielki litewski, 1621 wojewoda wileński, 1625 hetman wielki litewski. Klasztor w Białyniczach powstał w roku 1622. Rosja wznowiła wojnę o Smoleńsk w roku 1632, po śmierci króla Zygmunta III Wazy. Z tego wynika, że nie było związku między fundacją w Białyniczach a wojną z Rosją. 

[122] Marcin Kazanowski (ok. 1563-1636), 1632 wojewoda podolski, 1633 hetman polny koronny; w czerwcu 1624 roku brał udział w bitwie z Tatarami pod Martynowem. W tym samym roku miała miejsce fundacja w Bołszowcach w archidiecezji lwowskiej.

[123] R. Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu polskim, dz. cyt., s. 405-406.

[124] Paweł Szymon od Jezusa i Maryi (Rivarola, 1571-1643), Włoch, do zakonu wstąpił w Genui i tam w 1594 roku złożył śluby zakonne. Pracował w Persji i w Polsce. Był przełożonym misji perskiej.

[125] Dominik od Jezusa i Maryi (Ruzola, 1559-1630), Hiszpan, porywający tłumy kaznodzieja, cudotwórca i papieski dyplomata. W bitwie pod Białą Górą (1620) zagrzewał armię cesarską do walki.

[126] Bł. Anna od św. Bartłomieja (Anna García, 1549-1626), sekretarka św. Teresy od Jezusa i współpracownica w dziele reformy zakonu; brała udział w pierwszych fundacjach we Francji i Belgii. Beatyfikowana w roku 1917.

[127] Stefan Pac (1587-1640), podkanclerzy litewski, żonaty z Anną Marcybellą Rudominianką Dusiatską (zm. ok. 1643).

[128] Najpewniej był to Żywot św. Teresy Zakonu Karmelitów i Karmelitanek Bosych fundatorki, Kraków 1608, przeróbka znanego życiorysu hiszpańskiego jezuity Franciszka de Ribera, wykonana przez ks. Sebastiana Nucerinusa w oparciu o przekład włoski.

[129] Błąd. Powinno być: karmelitanek bosych. Fundacja miała miejsce w roku 1638.

[130] R. Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu polskim, dz. cyt., s. 416. W tym fragmencie o. Rafał korzysta z kroniki wileńskiej karmelitanek bosych. Zob. Klasztory karmelitanek bosych w Polsce, na Litwie i Rusi... Wilno, wyd. o. Rafał Kalinowski, Kraków 1900, s. 12-13.

[131] R. Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu polskim, dz. cyt., s. 416-417.

[132] R. Kalinowski, Cześć Matki Boskiej w Karmelu polskim, dz. cyt., s. 423-424.

[133] Por.: „Sr. Sophie, croyez moi notre devotion à Marie n’est pas assez vive; c’est un point des plus grave, principale pour un Carme, pour une Carmelite d’aime, d’honorai la tres sainte Vierge”. - S. Zofia od Jezusa i Maryi do o. J. Bouchauda,  Kraków, 28 XII 1913, w: APKB, AŚRK 44, k. 110r. – Podobne wspomnienie zanotował o. Bronisław Jarosiński: „R. 1906. Przed Matką Boską Szkaplerzną była kolacja o czci Matki Boskiej. Przy zakończeniu kolacji powiedział, że u nas jest wielki brak w czczeniu Matki Boskiej. Inne zakony swoich patronów czczą o wiele więcej i rozszerzają ich cześć na zewnątrz, u nas tego nie ma. Na nic się przyda szczycić tytułem Braci Maryi, gdyż sam czczy tytuł nic nam nie da, ani chwały i czci Maryi Pannie nie przysporzy, jeżeli my duszą i sercem nie będziemy czcić Maryi i tej czci rozszerzać między wiernymi”. – APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 40r.

[134] Przypuszczalnie chodzi o św. Hermana Kalekę (Herman z Reichenau, 1013-1054), benedyktyna, wybitnego uczonego o szerokim zainteresowaniach; był on m.in. autorem znanych antyfon maryjnych: Salve Regina i Alma Redemptoris Mater. Przytoczonego cytatu nie ma w znanych tekstach św. Rafała Kalinowskiego.

[135] François Maucourant, La vie d’intimité avec le bon Sauver, Navers 1898. O wydaniu polskiego przekładu tego dziełka wspomina również s. Weronika Smoczyńska w relacji spisanej w roku 1950 (APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 129v-130r). Wydawcy nie udało się odnaleźć polskiego wydania tego dziełka.

[136] List 752 (Wadowice, 9 VIII 1893).

[137] O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Ostrobramskiej w Wilnie wiadomość historyczna, Kraków 1897.

[138] O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Berdyczowskiej wiadomość historyczna, Kraków 1897.

[139] O cudownych obrazach w Polsce Przenajśw. Matki Bożej, Kraków 1902, jeden tom. Zebrana dokumentacja ikonograficzna nie została wydana drukiem.

[140] Annus marianus seu pietas quotidiana erga Beatam Virginem Mariam, Tournai 1841. Autograf przekładu znajduje się w APKB, AŚRK 70. Początkowy fragment tego przekładu (do 14 stycznia) znajduje się w archiwum klasztoru Karmelitanek bosych w Krakowie na Wesołej.

[141] Przekład św. Rafała Kalinowskiego. – APKB, AŚRK 173, Materiały do biografii o. Rafała Kalinowskiego..., nlb. Zeszyt zatytułowany: Kopia 2 egzort wizytacyjnych (...) oraz „Annus Marianus” (fragment), (...) znajdujących się w Klasztorze SS. Karmelitanek Bosych na Wesołej w Krakowie”.

[142] Koronka szkaplerzna składa się z 7 Ojcze nasz, 7 Zdrowaś Maryjo i 7 Chwała Ojcu dla uczczenia siedmiu boleści Chrystusa lub siedmiu radości Jego Matki. Koronka zastępowała odmawianie Małego oficjum, do czego byli zobowiązani członkowie bractwa szkaplerznego. – Zob. J.-B. Bouchaud OCD, Dzieci Matki Boskiej Szkaplerznej czyli ćwiczenia duchowne dla członków bractwa szkaplerza świętego, Kraków 1910, s. 559-562.

[143] Rumunia proklamowała niepodległość 21 V 1877 roku, w roku następnym uznał ją kongres berliński, przyznając jej równocześnie północną Dobrudżę z Konstancą. Południowa Besarabia została wówczas przyznana Rosji.

[144] Miasto Sulina leży w delcie uformowanej przez odnogi Dunaju i Morze Czarne. Po wojnie z Turcją Rosja przyłączyła ten kraj do Rumunii, natomiast bogatą Besarabię zagarnęła sama. (p.a). Por. przypis poprzedni.

[145] Klasztor w Laghetto (Laghet) w Piemoncie (obecnie we Francji) powstał w 1674 roku. Skasowany w okresie rewolucji francuskiej, został odnowiony w 1860 roku w ramach prowincji akwitańskiej. Obecnie nie istnieje.

[146] Nie zachowały się listy do o. Rafała z Rumunii.

[147] Tradycja przypisuje papieżowi Janowi XXII (1316-1334) tzw. Bullę sobotnią, w której zapisany jest przywilej sobotni, związany z noszeniem szkaplerza. Zgodnie z nim, każdy kto umrze przyodziany szkaplerzem i zachowa przypisane praktyki pobożne, będzie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Bulla ta jest falsyfikatem, jednak wielu papieży potwierdziło zawarte w niej przywileje.

[148] W roku 1885, na mocy umowy z biskupem, jezuici otworzyli w Jassach Małe Seminarium diecezjalne, gdzie pracowało od 4 do 6 zakonników. Oprócz tego posiadali w tym mieście rezydencję, od której zależały stacje misyjne. W roku 1906 wycofali się z prowadzenia seminarium.

[149] Ks. Józef Wasilewski pracował w Jassach w latach 1894-1896, 1897-1900 i 1901-1905. Był profesorem filozofii i teologii oraz ojcem duchownym.

[150] Ks. Feliks Wierciński (1858-1940), w latach 1887-1899 był wychowawcą i profesorem w Seminarium Duchownym w Jassach.

[151] Ks. Andrzej Czarnota (1860-1939), był administratorem parafii w Horlesti (1892-1894), Husi (1894-1897), Bargaoami (1898-1899) i Gheraesti (1899-1907) na Bukowinie; potem pracował w różnych polskich klasztorach.

[152] Ks. Antoni Szydłowski (1862-1927) w latach 1896-1905 pracował na terenie Rumunii; ks. Jakub Bondi (1853-1930) w 1880 wstąpił do jezuitów; ks. Józef Lipski (1861-1935), w latach 1895-1900 był administratorem parafii w Tamaseui w Rumunii, 1900-1903 przełożonym jezuitów galicyjskich w tym kraju.

[153] Ruszczuk (Ruse), miasto w Bułgarii.

[154] Ks. Augustyn Arndt (1851-1925), wybitny wykładowca, pisarz, publicysta.

[155] Zob. listy: 938, 952, 968 i 1081 do m. Teresy od Jezusa Ukrzyżowanego z klasztoru w St. Dié we Francji.

[156] 2 Krl 4. Według Wulgaty dwie Księgi Samuela i dwie Księgi Królewskie stanowiły całość i miały łączną numerację.

[157] J. Flawiusz, Dawne dzieje IzraelaAntiquitates judaicae”, przekł. polski pod red. ks. E. Dąbrowskiego, Poznań-Warszawa-Lublin 1962, ks. 9, rozdz. 4, s. 458.

[158] Esseńczycy, odłam judaizmu na przełomie I wieku przed i pierwszego wieku po Chrystusie, praktykowali celibat, wspólnotę dóbr, mieli własne obrzędy religijne i ascetyczne. Część esseńczyków żyła w małżeństwie.

[159] J. Flawiusz, Dzieje wojny żydowskiej przeciwko rzymianom, tłum. A. Niemojewski, Kraków 1906, ks. 2, rozdz. 8, s.139-146.

[160] Tekla, „pierwsza męczennica”, według apokryfów, uczennica św. Pawła. Nie ma dowodów historycznych na jej istnienie. Była czczona jako orędowniczka w czasie zarazy i pożarów. W prowincji polskiej w XVIII wieku jej kult był bardzo żywy.

[161] Ifigenia, postać legendarna z apokryficznych „Dziejów św. Mateusza apostoła”.

[162] Chodzi o diakona Filipa, wspomnianego w Dziejach Apostolskich (21,8). Istnienia jego czterech córek, obdarzonych darem proroctwa, nie da się udowodnić.

[163] Flawia Domicylla, chrześcijanka, żona Flawiusza Klemensa, kuzyna Tytusa i Domicjana.

[164] Eufrozyna z Aleksandrii miała żyć w V wieku. Nie chcąc wyjść za mąż, w przebraniu męskim uciekła z domu rodzinnego i żyła wśród mnichów, przez nikogo nierozpoznana.

[165] Grzegorz z Nazjanzu (ok. 330-389 lub 390), zwany Teologiem, bp Nazjanzu, potem Konstantynopola, zostawił po sobie bogatą spuściznę literacką.

[166] Autor cyt. za: Marc de la Nativité de la Vierge, karmelita reformy tureńskiej, Manuel de Thiers-Ordre, wyd. 1, 1680; wyd. 2, Paryż 1725, s. 9. Autor tego dziełka i o. Jan Bauchaud nawiązują do legendarnej tradycji o początkach i historii Zakonu Karmelitańskiego, a nawet o początkach życia zakonnego w ogóle.

[167] Bł. Agnieszka z Pragi (1205-1282), zwana także Czeską (w odpisie błędnie: Angèle), córka króla Przemysława Ottokara, ksieni założonego przez siebie klasztoru franciszkanek, beatyfikowana w 1874, kanonizowana przez Jana Pawła II. Autor omyłkowo związał ją z zakonem karmelitów.

[168] Św. Joanna z Tolosy (Nawarra w Hiszpanii) żyła w XV wieku. Niektórzy uważają ją za tercjarkę  karmelitańską.

[169] Papież Mikołaj V wydał bullę Cum nulla fidelium  (1452), w której dał podstawy prawne gałęzi żeńskiej zakonu i III Zakonu Karmelitańskiego.

[170] Papież Sykstus IV bullą Mare magnum (1476) pozwalał Zakonowi Karmelitów założyć trzeci zakon na wzór innych zakonów mendykanckich. Niektórzy uważają, że trzeci zakon karmelitański powstał na mocy bulli Dum attenta meditatione tego samego papieża, wydanej również w 1476 roku.

[171] Na początku XVII wieku, pod wpływem reformy terezjańskiej i działań reformistycznych papieża Klemensa VIII w prowincji Touraine, z inicjatywy kilku zakonników zrodził się ruch „ściślejszej obserwy”, który z czasem rozszerzył się również na inne prowincje zakonu we Francji i poza jej granicami. Ojcem duchowym reformy stał się Jan od św. Samsona (Moulin, 1571-1636), ociemniały brat konwers i mistyk.

[172] Étienne de Saint François Xavier, Le tiers-Ordre de Nostre-Dame du Mont Carmel..., Paris 1672.

[173] Explication du Thiers-Ordre de N.D. du Mont Carmel, opracował Victor de Saint-Laurent OCD, Liège 1699. W tym czasie Karmelici bosi nie posiadali jeszcze kanonicznie erygowanego Trzeciego Zakonu. Opracowanie to świadczy o rozwoju oddolnej inicjatywy, zmierzającej w tym w kierunku.

[174] La Règle, le cérémonial et le directoire des soeurs du thiers-Ordre de Notre-Dame du Mont-Carmel et de Sainte Thérèse, établi dans plusieurs villes de France, d’Italie, d’Espagne, d’Allemagne et de Flandre, Marseille 1708. Zob. przypis poprzedni.

[175] Trzeci Zakon Najświętszej Maryi Panny z góry Karmelu i św. Teresy..., Kraków 1876 (Reguła: s. 22n). Drugiego wydania reguły sprzed 1880 roku nie udało się odnaleźć. Następne wydania pochodzą z 1901 i 1913 roku (Reguła Trzeciego Zakonu Najśw. Maryi Panny z Góry Karmelu i Świętej Teresy poprawiona i potwierdzona przez Definitorium Generalne Karmelitów Bosych w Rzymie dnia 8 stycznia 1883 r., Kraków 1901; Reguła Trzeciego Zakonu Najświętszej Panny Maryi z góry Karmelu i św. Teresy od Jezusa, Kraków 1913).

[176] Włodzimierz Czacki (1834-1888), doradca papieża Piusa IX, tytularny abp i nuncjusz apostolski w Paryżu, kardynał (1882), dyplomata.

[177] Mieczysław Ledóchowski (1822-1902), abp metropolita gnieźnieński i poznański (1866), prymas Polski; w 1874 uwięziony przez władze pruskie za obronę praw Kościoła, w 1875 mianowany kardynałem, w 1876 uwolniony z więzienia wyjechał do Rzymu, gdzie – po rezygnacji z godności metropolity – został prefektem Kongregacji Rozkrzewiania Wiary.

[178] Zob. wyżej, rozdz. I.

[179] Ks. Zygmunt Golian (1824-1885), teolog, homileta, współtwórca neoscholastyki w Polsce. Był spowiednikiem karmelitanek w klasztorze łobzowskim.

[180] List ten nie zachował się.

[181] Bernardyn od św. Teresy (Girolamo Martini), generał zakonu w latach 1895-1901.

[182] Relacja s. Marii Kazimiery Grabowskiej OCD (spisana przez m. Marię Ksawerę Czartoryską OCD), w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k.175r-v.

[183] Konwertytka nazywała się Sergejew. O. Rafał znalazł jej pracę w Krakowie. Zob. APKB, AŚRK 44, Zofia od Jezusa i Maryi do o. Bartłomieja  de Cerio, Kraków, 28 XII 1913, s. 107-111.

[184] Michał Hieronim Radziwiłł (1778-1850), generał, uczestnik kampanii napoleońskiej, nominalny wódz powstania listopadowego.

[185] Charles Gounod (1818-1893), kompozytor francuski, m.in. autor opery Faust.

[186] Ferenc Liszt (1811-1886), kompozytor i pianista węgierski.

[187] Aleksander Romuald Czartoryski (ur. 1811), wielki meloman i protektor Towarzystwa Muzycznego w Krakowie.

[188] Charles René Forbes Montalembert de, hrabia (1810-1870), francuski historyk i publicysta, działacz katolicki.

[189] Alphonse Gratry (1805-1872), oratorianin, filozof i teolog francuski.

[190] Horace Vernet (1789-1863), francuski malarz i grafik.

[191] Jean Auguste Dominique Ingres (1780-1867), malarz francuski.

[192] Jules Gabriel Janin (1804-1874), francuski krytyk, felietonista i pisarz; członek Akademii Francuskiej.

[193] Julian Klaczko (1825-1906), publicysta, krytyk literacki, historyk sztuki.

[194] Zygmunt Krasiński (1812-1859), dramatopisarz, poeta.

[195] Teofil Antoni Kwiatkowski (1809-1891), polski malarz emigracyjny, związany z rodziną Czartoryskich.

[196] Jan Matejko (1838-1893), jeden z najwybitniejszych polskich malarzy, autor słynnych obrazów historycznych.

[197] Maria Ksawera Czartoryska do karmelity bosego, Kraków 1894 (po śmierci księżnej Marceliny Czartoryskiej).  – APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 154v-155r.

[198] K. M. Górski. (p.a.)

[199] Szpital dla dzieci im. św. Ludwika przy ul. Strzeleckiej został otwarty w 1876 roku.

[200] W roku 1890, z inicjatywy m. in. księżnej Marceliny Czartoryskiej i hr. Andrzejowej Potockiej, powstał w Krakowie Zakład św. Jadwigi, którego zadaniem była opieka i pomoc dla młodych robotnic. W roku 1892 zarząd Zakładu przejęły ss. nazaretanki. – Elżbieta Elena Wróbel CSFN, Siostry Nazaretanki w Krakowie w latach 1881-1931, „Nasza Przeszłość”, t. 89(1998), s. 304-309.

[201] Ks. Władysław Marszałkiewicz (1861-1927), z pochodzenia Mołdawianin, w 1879 wstąpił do zmartwychwstańców, w 1884 przyjął święcenia kapłańskie; pracował w Krakowie (1889-1894 rektor internatu), w Bułgarii i Rzymie, gdzie zmarł.

[202] Maria Ksawera Czartoryska do karmelity bosego, Kraków 1894 (po śmierci księżnej Marceliny Czartoryskiej).  – APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 156v.

[203] Księżna Susanne de Chimay, Belgijka rodem. (p.a.)

[204] Maria Ksawera Czartoryska do karmelity bosego, Kraków 1894 (po śmierci księżnej Marceliny Czartoryskiej).  – APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 154r-v.

[205] „Annales du Carmel”, pismo wydawane przez karmelitów francuskich w Paryżu. Artykuł o Annie Szpakowskiej znajduje się w numerze z maja 1883 roku.

[206] Urodzona w Nowym Sączu 1828 r. z ojca Piotra Szpakowskiego, herbu Belina, obywatela ziemskiego w guberni mińskiej, a z matki Marii z Szadurskich, herbu Ciołek. Otrzymała na chrzcie św. imiona: Anna Lukrecja. (przyp. autorki art.)

[207] Anna Teresa (Lukrecja) Szpakowska, siostra tercjarka zakonu pp. Karmelitanek bosych w Krakowie na Łobzowie. Wspomnienie pośmiertne, Lwów 1883. Nakładem pp. Karmelitanek bosych. O. Bouchaud posłużył się najpewniej tekstem francuskim, ogłoszonym w „Annales du Carmel”.

[208] Reguła Trzeciego Zakonu Najśw. Maryi Panny z Góry Karmelu i świętej Teresy poprawiona i potwierdzona przez Definitorium Generalne Karmelitów Bosych w Rzymie dnia 8 stycznia 1883 r., Kraków 1901.

[209] Podręcznik do nauki i nabożeństwa członków Trzeciego Zakonu Najśw. M. Panny z Góry Karmelu i św. Matki Teresy, ułożony przez OO. Karmelitów Bosych prowincji bawarskiej z aprobatą władzy biskupiej w Ratisbon oraz przełożonych Zakonu, przekład z niem. poprawiony i powiększony, Kraków 1905, 704 s.

[210] List 636, Czerna, 25 III 1891.

[211] List 647, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 13 V 1891. W postscriptum do tego listu o. Rafał informuje o śmierci bpa Stanisława Krasińskiego, ordynariusza wileńskiego, wydalonego do Galicji. Odwiedził on o. Rafała w Czernej, nazywając go jednym z najwybitniejszych kapłanów polskich. (p.a)

[212] List 654, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 27 VII 1891.

[213] O fundacji w Wieliczce zob. wyżej, rozdz. III.

[214] Były to: Karmela Wiktima od Jezusa (Amalia Zenopolska, 1844-po 1892), profeska z Pamiers we Francji, w 1880 przeniosła się do Wieliczki, 28 IX 1891 opuściła zgromadzenie; Maria Anioł z Góry Karmel (Sabina Elżbieta Trzmielewska, 1847-po 1921), profeska poznańska (1868), w 1881 przeszła z klasztoru łobzowskiego do klasztoru w Wieliczce, gdzie została przełożoną, 28 IX 1891 opuściła zgromadzenie; Maria Józefa od św. Teresy (Józefa  Firganek, 1845-1912), w 1882 wstąpiła do klasztoru w Wieliczce, w 1888 wyjechała ze zgromadzeniem do Lwowa, 1904-1907 była przeoryszą. Zmarła we Lwowie.

[215] Z klasztoru łobzowskiego w Krakowie przyjechały: Franciszka Teresa od św. Józefa (Kalkstein); Maria Weronika od Najśw. Oblicza (Jadwiga Giecewiczówna, 1850-1929), profeska łobzowska (1885), we Lwowie była dwukrotnie przeoryszą (1907-1910 i 1913-1917); Maria Katarzyna od Opieki św. Józefa (Katarzyna Preisnerówna, 1853-1921), profeska łobzowska (1887), konwerska. Wszystkie zmarły we Lwowie.

[216] Z klasztorów niemieckich przyjechały: Teresa od Jezusa (Zofia hr. Stolberg-Stolberg, 1837-1893), profeska kolońska (1875), wzięła udział w fundacjach w Echt i w Uccle pod Brukselą; Maria Józefa od Najśw. Sakramentu (Augusta Zentiss, do zakonu wstąpiła w Paarlo (Holandia), w 1888 wzięła udział w Fundacji w Thiergarten, skąd wyjechała do Lwowa, gdzie zmarła (1901).

[217] Franciszka Teresa od św. Józefa (Franciszka Helena Klotylda Kalkstein, 1850-1906), w 1872 wstąpiła do zakonu w Poznaniu, w 1875 wyjechała z częścią zgromadzenia do Krakowa, a w 1891 do Lwowa. Była trzykrotnie przełożoną klasztoru we Lwowie.

[218] „Novitios polonos desideramus, et, Deo, adjuvante, invenire et praeparare proponimus, omnesque ad hunc finem nostras vires conferemus”. – APKB, AKC 23, Liber visitationum generalium, s. 107.

[219] Tak we Francji nazywano małe seminarium.

[220] Bonawentura od Najśw. Serca Maryi (Kirschstein, 1832-1908), pochodził ze Śląska, w roku 1857 otrzymał święcenia kapłańskie, w 1863 wstąpił do zakonu; był trzykrotnie prowincjałem: 1891-1894, 1897-1900, 1903-1906.

[221] List ten nie zachował się.

[222] List 668, Czerna, 24 XI 1891. Zob. także list o. Rafała Kalinowskiego do o. Hieronima Gottiego, generała, Czerna, 21 XI 1891, w: Czesław H. Gil, Sette lettere sconosciute del b. Raffaele Kalinowski, „Teresianum”, 1989, fasc. 1, s. 194-204.

[223] Acta Definitorii Generalis O.C.D. Congregationis S. Eliae (1863-1875) et totius Ordinis (1875-1920), MHCT, Subsidia, vol. 2, dz. cyt., s. 290.

[224] W oryginale błędnie: 1420. Tamże książę Kazimierz błędnie został nazwany księciem oświęcimsko-zatorskim. Podział księstwa oświęcimskiego na oświęcimskie i zatorskie nastąpił w 1445 roku. Niedługo potem księstwo oświęcimskie zostało wykupione przez króla polskiego i stało się jego lennem. Wadowice należały do księstwa zatorskiego.

[225] Nie jest znana dokładna data zamieszkania proboszczów woźnickich w Wadowicach. Uważa się raczej, że nastąpiło to po roku 1470. Por. A, Nowakowski, Z dziejów miasta i parafii Wadowice. Szkic prawno-historyczny, Wadowice 1985, s. 33.

[226] J. Długosz, Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis, t. 2, Kraków 1864, s. 264. (p.a.)

[227] W oryginale błędnie: 1565. Także błędnie: księstwo oświęcimsko-zatorskie.

[228] Zob. Katalog Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. (p.a.)

[229] Ks. Aleksy Bocheński (1808-1893), urodził się na Spiszu, w 1832 otrzymał święcenia kapłańskie w Tarnowie; w latach 1849-1893 proboszcz w Wadowicach, 1848-1852 obwodowy dozorca szkół, 1852-1872 dyrektor szkoły panieńskiej i nadzorca szkolny, 1855 rozbudował kościół parafialny; rozpoczął budowę kościołów w Ponikwi i Jaroszowicach oraz budowę kaplicy w Tomicach.

[230] G. Studnicki w swojej monografii nie wspomina o tym fakcie. Por. Pierwsza pośród równych. Dzieje Gimnazjum i Liceum w Wadowicach, Wadowice 1991.

[231] W roku 1866 otwarto w Wadowicach czteroklasowe gimnazjum realne, w roku 1870 przekształcono je na ośmioklasowe gimnazjum realne, które w roku 1882 wróciło do profilu humanistycznego.

[232] Seweryn Arzt (1842-1907), profesor gimnazjalny w Drohobyczu, 1887-1907 dyrektor Gimnazjum w Wadowicach, członek wspierający „Sokoła”.

[233] Ks. Jan Krupiński (1856-1926), katecheta w Gimnazjum wadowickim, członek Rady Miejskiej, kanonik kapituły katedralnej krakowskiej.

[234] Ignacy Łobos (1827-1900), święcenia kapłańskie przyjął w Przemyślu (1851), w 1882 został sufraganem przemyskim, w 1885 administratorem apostolskim diecezji tarnowskiej, w 1886 biskupem tarnowskim.

[235] Autograf listu bpa I. Łobosa  (Tarnów, 4 VI 1892) zob.: AKW, I, 1, Kronika klasztoru, t. 1, s. 409 –410 (wklejka).

[236] Tekst oryginalny dokumentu: „Albinus Dei miseratione ac S. Sedis Apostolicae gratia S.R.E. SS. Vitalis ac soc. Mart. Presbiter Cardinalis Dunajewski Princeps – Episcopus Cracoviensis, etc. etc. etc. Dilecto nobis in Christo Adm. R.P. Casimiro Rybka Ordinis Patrum Carmelitarum Conventus Czernensis Prioris salutem in Domino. Litteris d. 11 aprilis a.c. datis exposuisti nobis, quod Congregatio Vestra, annuente Ven. Definitorio Generali Ordinis Vestri, novum Conventum in urbe Wadowice hujus Dioecesis Cracoviensis erigere et fundare constituit, et ad hunc finem consequendum, licentiam a Nobis expetivisti. Nos igitur, qui praefatum nuntium summo cum gaudio excepimus, utpote exinde ad gloriam Dei augendam ac fidelium salutem promovendam uberrimos fructus obventuros esse sperantes, ad mentem Sacrosancti Concilii Tridentini (sess. 25 de Reg. c. 3), aucthoritate nostra ordinaria, expetitam licentiam libentissimae concedimus ac permittimus in Domino, ut in urbe Wadowice hujus Cracoviensis dioecesis novus Ordinis Vestri Conventus instituatur ac erigitur, enixe deprecamur Deum Omnipotentem, ut Vos et conamina Vestra gratia sua prosequatur. Qua signum benevoli animi nostri Adm.R. Patri omnibusque Sociis Cnventus Vestri benedictionem nostram peramanter in Domino impertimus. In quorum fidem... Datum Cracoviae, die 22 Aprilis 1892. + Albinus Card. Dunajewski. Anatolius Nowak, secret. – AKW, I, 1, Kronika Klasztoru OO. Karmelitów Bosych w Wadowicach, t. 1, s. 408, 411 (odpis).

[237] Były to: Krótkie wspomnienie o świętym Janie od Krzyża, pierwszym karmelicie bosym, na pamiątkę trzechsetlecia rocznicy jego błogosławionej śmierci, Kraków 1892; Pamiątka trzechsetletniej rocznicy zgonu św. Jana od Krzyża, towarzysza św. Teresy przy reformie Zakonu Karmelitańskiego, Kraków 1892.

[238] Broszury ks. Smoczyńskiego nie udało się odnaleźć.

[239] Katarzyna Brzezicka, w zakonie Maria od Dzieciątka Jezus (1873-1946), otrzymała habit zakonny 19 marca 1891 roku, śluby złożyła 25 marca 1892; przez wiele lat była podprzeoryszą (1920-1938) i przez kilka lat mistrzynią nowicjuszek.

[240] List 602, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 9 XII 1891.

[241] Syntezę swej nauki o zjednoczeniu duszy z Bogiem przedstawiła św. Teresa od Jezusa w dziele Moradas del castillo interior, Zamek (el castillo) jest tutaj alegorią duszy, w której zamieszkuje Bóg.

[242] List 631, do m. Anny Kalkstein OCD, Kraków, 11 III 1891.

[243] Obj 2, 17. – List 638, do s. Weroniki Smoczyńskiej, Czerna, 26 III 1891.

[244] Flp 4, 13.

[245] List 672, do s. Weroniki Smoczyńskiej, 1891.

[246] Jest to streszczenie myśli, przeznaczonych dla nowicjuszki, zawartych w liście do przeoryszy m. Anny od Jezusa (Czerna,, 9 II 1892); list 675.

[247] Por. list 1714, do Tadeusza Czudowskiego, Wadowice, 1893.

[248] Br. Alojzy od Niepokalanego Poczęcia NMP (Michael Rössl, 1839-1906), Austriak, śluby zakonne złożył w roku 1865; był kucharzem. W klasztorach polskich pracował w latach 1889-1896.

[249] Br. Izydor od św. Józefa (Walenty Wojdarski, 1853-1924), urodził się w Dobieżynie w diecezji poznańskiej, w 1882 wstąpił do zakonu w Czernej, w 1887 złożył śluby zakonne. Do śmierci pracował w Wadowicach.

[250] Listy te nie zachowały się.

[251] Ks. Jakub Glazer (1836-1898), od 1887 sufragan przemyski.

[252] List 691, do m. Anny Kalkstein, Czerna, 27 maja 1892.

[253] Erazm Jakubowski, w zakonie o. Czesław od Wniebowzięcia NMP (1878-1943), urodził się w Jasieniu (diecezja tarnowska), w roku 1897, po ukończeniu klasy V gimnazjum w Wadowicach wstąpił do nowicjatu w Czernej. W 1904 otrzymał święcenia kapłańskie. Przez wiele lat pracował w Wadowicach, m.in. jako nauczyciel w prywatnym gimnazjum i twórca pracowni biologicznej.

[254] Jan Baptysta Bouchaud.

[255] Byli to: Juliusz Ploch ze Śląska i Stanisław Lipa spod Dukli. Obaj odeszli z Alumnatu.

[256] O. Jan Baptysta Bouchaud.

[257] Kanonicznej erekcji domu zakonnego, na mocy upoważnienia Kongregacji Biskupów i Zakonników z 23 sierpnia 1892 roku, 17 września dokonał o. Dionizy Steyaert, wikariusz generalny zakonu. Zob. APKB, AP 13, Acta et Documenta Conventuum, k. 162-163.

[258] List ten, z 28 XII 1894, opisujący sytuację Kościoła w Brazylii, jak też fragment tekstu temu poświęcony, opuszczamy.

[259] Bursa im. Stefana Batorego, dla studentów miejscowego Gimnazjum, została otwarta 1 września 1891 roku. Istniała, z przerwami w latach obu wojen światowych, do roku szkolnego 1961/62. – G. Studnicki, Pierwsza pośród równych, dz. cyt., s. 246-249.

[260] Ludolf de Saxonia (ok. 1295-1377), kartuz, popularny pisarz ascetyczny, autor słynnego dzieła Vita Jesu Christi ex sacris IV Evangeliorum sanctorumque Patrum fontibus direvata, Strasburg 1474. Por. list 1106, do o. Wacława Nowakowskiego, Czerna, 22 XI 1898.

 

 Napisz do autorki strony